Szymon Szewczyk, obecny mistrz Polski z Anwilem Włocławek opowiada o poprzednim sezonie, spektakularnym triumfie, na który zasłużyli kibice, o swojej kontuzji, która wyeliminowała go z gry w ważnym momencie sezonu oraz o tym, że nadal może w znacznym stopniu pomóc Anwilowi w odniesieniu kolejnych sukcesów.

Paweł Markowski: Po kontuzji nie ma już śladu? Fizycznie pewnie jest dobrze, ale czy psychicznie ten uraz nie siedzi wciąż gdzieś z tyłu głowy?

Szymon Szewczyk: Właśnie powiedziałbym, że odwrotnie. Czasami gdzieś tam dociera do mnie ta liczba, którą jest wiek. Ostatnio była taka zabawna sytuacja, bo pytamy się najmłodszego w zespole o licencję i mówimy podaj pesel. I tak jak u mnie jest na początku 82, tak chłopak mówi nagle 03, na co mówimy mu „Ty, nie od miesiąca się zaczyna, tylko od roku”, a on na to 03. Wtedy sobie uświadamiam, że chłopak jest młodszy o 21 lat, ale właściwie mi to nie przeszkadza. Psychika jest na dobrym poziomie, bo człowiek jeszcze chce i przede wszystkim może. Gorzej jest niestety fizycznie, bo te lata lecą i może być tak, że jestem gdzieś pół sekundy spóźniony. Ten łokieć nie daje już takiego komfortu jaki dawał kiedyś, ale nie przejmuje się tym kompletnie. Na treningach normalnie skaczę i walczę. Przeciwnika mam bardzo ciekawego, bo jest nim Josip. Dołączy do nas także Kuba, bo obecnie ma indywidualny rytm treningowy. Gdzieś w głowie pozostaje świadomość, że ta kontuzja była, ale wszystko jest już w porządku.

Jest w Tobie taki niedosyt, że w końcówce sezonu przez kontuzję nie mogłeś pomóc zespołowi na parkiecie na tyle na ile byś chciał?

Pomagałem na tyle na ile mogłem. To, że Igor nie dawał mi grać tyle ile wcześniej, wiązało się z tym, że chłopacy byli w zupełnie innym rytmie. Kiedy ja wróciłem to trener trochę się obawiał, bo my nie mieliśmy żadnych treningów 5 na 5 i przyznał, że bał się, aby nic się nie stało po tym moim powrocie, bo nie mógłby sobie tego wybaczyć. Druga sprawa, że sprowadziliśmy Kubę Wojciechowskiego i to on zastąpił mnie w tej rotacji. Ale mimo wszystko na kilka chwil mogłem poczuć tę atmosferę z parkietu i za to ogromne podziękowania dla wszystkich ludzi, którzy mnie wspierali – rodzinie, fizjoterapeutom po kolegów z drużyny i na samym końcu ta największa rzesza kibiców, która owacjami na stojąco przywitała mnie ponownie na parkiecie. Nawet teraz, gdy o tym mówię to mam ciarki, bo to był rewelacyjny moment, moment dla którego było warto tak wiele poświęcić, by wrócić.

Zostając w temacie kibiców, wrócę do momentu celebracji tego mistrzostwa. Te chwile, kiedy fani biegli za autokarem, dziękowali i cieszyli się razem z wami pozostaną w pamięci na długi czas?

Zdecydowanie. Powiem szczerze, że w Zielonej Górze kiedy zdobywaliśmy mistrzostwo, pamiętam to się odbyło w Radomiu i wracaliśmy do Zielonej Góry autobusem. Nie chcę tego nazywać stypą, ale nie było takiej fety, celebracji tego mistrzostwa. Oczywiście wszyscy byli zadowoleni, ale to było bardziej na zasadzie, że nam się należało, wygraliśmy bez problemu i nikt nam nie podskoczył. Tutaj natomiast Anwil zdobył mistrza po 15 latach wyczekiwania i ten sukces zdecydowanie się należał, bo sponsorzy – nie tylko Anwil S.A., ale i wiele małych firm, wierzyli cały czas w ten sukces i regularnie dawali pieniądze. W ostatnich latach było tak, że czegoś zabrakło, natomiast w poprzednim sezonie wszystko zadziałało dokładnie jak powinno. Drużyna była bardzo fajnie zbudowana, ja doznałem kontuzji, ale wciąż pomagałem jak mogłem – nawet w szatni. Oczywiście nie było tak, że każdy miał stawać przede mną na baczność, ale trzeba czasami porozmawiać z chłopakami, trzeba kogoś opierdzielić, wytłumaczyć i dzięki temu miałem świadomość, że mam wpływ na wynik pomimo, że nie ma mnie na parkiecie. Włocławek przyjął to mistrzostwo niewyobrażalnie. Pamiętam, gdy jechaliśmy ulicą Toruńską, ludzie którzy stoją na balkonach w wieżowcach i machają, ci młodzi i nawet babcie, fani biegnący za naszym autobusem, potem pełny Plac Wolności – to jest absolutnie niesamowite. W tym mieście to mistrzostwo smakuje wyjątkowo, bo ci ludzie zasłużyli na taki sukces.

Jak się odniesiesz w takim razie do takiego powiedzenia, że łatwiej się zdobywa mistrzostwo niż się go broni?

Wyobraźmy sobie, że kogoś gonisz, a teraz, że komuś uciekasz. To jest dokładnie ta różnica – uciekając przed kimś musisz być na tyle sprytny, na tyle mądry, żeby wiedzieć jak go zmęczyć i jak go zgubić. Na pewno to nie jest łatwe, ale też nie jest tak, że w naszych głowach jest ciśnienie, że teraz coś musimy. Każdy mecz będzie dla nas bardzo ważny, nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Nam zależy nie tylko na obronie mistrza, ale i na dobrym pokazaniu się w Champions League. Inne kluby mają przeogromne budżety, zatrudniają przeróżnych zawodników, mają lotnisko w miarę blisko hali i to też jest różnica i ma wpływ na całokształt. Sztab ludzi w klubie pracuje, żeby powiązać podróże i przygotować wszystko od strony organizacyjnej. Ja osobiście bardzo mocno chciałbym obronić mistrzostwo, bo w moim przypadku w każdym roku poza Koszalinem zdobywałem medal i w mojej drużynie był MVP sezonu regularnego. Ludzie często mówią, że Szewcu będzie pilnował szatni, a to nie jest tak, mogę wiele więcej. Nie chcę mówić, że potrafię wykreować, bo od tego jest Kamil i Igor, ale zawsze mogę podpowiedzieć korzystając z mojego doświadczenia. Prosty przykład z zeszłego sezonu Ivana, który czasami sobie przekozłował i rzucił. Ja mu powiedziałem, że są pewne rzeczy, które musi wyeliminować jeżeli chce iść gdzieś dalej. Teraz podpisał w Kalev/Cramo i liczy, że go wezmą Chimki, Unics czy Saint Petersburg. Musiał zrozumieć, że pewnych zachowań trenerzy na tak wysokim poziomie po prostu nie tolerują. Ivan jak najbardziej zasłużył na to MVP, ale po ostatnim gwizdku podszedłem do Kamila i na ucho mu powiedziałem, że nie wiem jaki będzie wybór MVP, ale wiem, że to on był mózgiem tej drużyny i to on doprowadził do tego, że złoty medal będzie wisiał na mojej szyi.

Następcą Ivana Almeidy miał być Luis David Montero, ale wiadomo, że to nie wyszło. Jak jego sytuacja wyglądała z perspektywy drużyny?

No szybko się wymontował. Powiem szczerze, że poznałem człowieka, było coś na zasadzie „whats up – whats up” i to by było chyba na tyle. Był na dwóch treningach, na tym drugim już coś było nie tak. Tak naprawdę ani on wszedł do naszego systemu, ani nie wyszedł, bo nawet nie zdążył się zaaklimatyzować.

To będzie miało jakiś wpływ na zespół? Trwają już przygotowania, zaraz seria sparingów, start ligi, a zawodnika, który miał być potencjalnym liderem trzeba szukać od nowa.

Na pewno wielu znajdzie się takich, którzy będą pełni obaw, Nawet jeśli masz tych 10 czy 11 ludzi, którzy będą kumali system to będzie o wiele łatwiej wprowadzić jednego zawodnika. Wielokrotnie powtarzał mi to mój ojciec – nie ma ludzi niezastąpionych, walcz, trenuj, staraj się. Jesteśmy w takiej a nie innej sytuacji, ale jesteśmy zawodowcami i na pewno sobie poradzimy.

Fakt, że w zespole został trener i kilku zawodników z poprzedniego sezonu pozwoli wam zbudować przewagę już na początku sezonu, chociażby nad tymi drużynami, które niemal w całości wymieniły swoją kadrę?

To jest na pewno bardzo fajne, bo trzon zespołu już jest. Na każdej pozycji ten zalążek jest, poza czwórką na której wymieniono obu zawodników i to jest ta kwestia, że my możemy pomagać tym, którzy dopiero przyjechali i podpowiadać czego w danej sytuacji wymaga trener Milicić. Igor zostawił tych zawodników też po to, żeby nie tracić czasu na pewne zbędne wyjaśnienia. Jest Kamil – kapitan i z jakimiś problemami zawsze się można udać do niego, bo jest w Anwilu już kolejny sezon i doskonale zna system trenera.

Czyli w Polsce cel obrona mistrzostwa, a w Lidze Mistrzów po prostu pokazać się z jak najlepszej strony?

To nie jest tak, że tylko chcemy obronić mistrzostwo Polski. Chcemy również wyjść z grupy w Champions League i pokazać, że potrafimy grać w koszykówkę na wysokim poziomie. Każdy z nas ma coś do udowodnienia. Dla mnie wyjście z grupy, czy osiągnięcie jakiegoś pozytywnego wyniku będzie rzeczą niesamowitą, ale zdaję sobie sprawę, że mam już swoje lata i nie będę postacią pierwszoplanową, ale wiem, że nadal mogę dać wiele tej drużynie.

Informacji o przedłużeniu kontraktu z Anwilem nie było tak szybko, były zatem jakieś inne opcje?

Były inne opcje. Jeden z właścicieli klubów poprosił mnie o wstrzymanie się z decyzją i o spokojne przemyślenie sprawy. Z Igorem także rozmawiałem od początku i także poprosił o wstrzymanie, bo najpierw trzeba było załatwić kwestie umowy ze sponsorem. Wiele osób mówi, że Szewcu fajnie się ustawił we Włocławku. Owszem, tylko ten kontrakt jest niższy niż w sezonie ubiegłym, po drugie są obwarowania, które mają wpływ na kwestie boiskowe, jak i pozaboiskowe. Ja muszę naprawdę bardzo ciężko pracować, żeby ten kontrakt wypełnić. Metryka metryką, ale walczę tak samo jak każdy inny – nie ma dla nikogo taryfy ulgowej.


2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Kris21Kibic jedynej najlepszej drużyny Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kibic jedynej najlepszej drużyny
Gość
Kibic jedynej najlepszej drużyny

Świetny wywiad. Trzymaj się Szewcu! Wałcz do końca o miejsce na parkiecie! Dawaj z siebie wszystko do końca! Jesteśmy z Tobą!

Kris21
Gość
Kris21

Łączka MVP, ale w szatni to coś czuje, że Szewcu jest MVP 🙂 granie z nim to musi być wielka frajda