W pierwszym dniu MEZ Polska Turnament zmierzyły się dwa zespoły, których play-offowy pojedynek mogliśmy oglądać w minionym sezonie. W sobotnie popołudnie Anwil Włocławek pokonał Arkę Gdynia 101:83. Jednym z wyróżniających się zawodników Mistrza Polski był kapitan, Szymon Szewczyk, zdobywca 12pkt.


Marcin Rutkowski: MEZ Polska Tournament to pierwsza okazja dla Waszych kibiców, by mogli zobaczyć nowy Anwil.

Szymon Szewczyk: Jak najbardziej. Najważniejsze jest to, że mamy możliwość zaprezentowania nowej drużyny. Na pewno zaproszenie takich marek jak Maccabi Fox Tel Awiw czy Partizan NIS Belgrad wymaga pewnych znajomości i wydaje mi się, że w tym wszystkim maczał palce Igor, ale przecież nie tylko. Dzięki temu turniejowi możemy pooglądać wielkie nazwiska i europejskie marki. Trochę się zdziwiłem, że na pierwszym sobotnim meczu było tak mało ludzi. Wiadomo, tutaj sercem kibice są za Anwilem, a nie Partizanem czy Maccabi, ale spotkania tego typu powinny przyciągać dużą rzeszę kibiców. To są marki, które non stop grają w Europejskich Pucharach. Maccabi to aż sześciokrotny triumfator Euroligi. Wydaje mi się, że kibice powinni to docenić bardziej. Widziałem, że część się na meczu znalazła, ale mówię sobie, że sobota to może praca, może część ludzi pojechała na zakupy, bo w niedzielę sklepy zamknięte, ale na naszym meczu było już o wiele lepiej. Razem z Simonem czy Igorem Wadowskim mówiliśmy nowym chłopakom, że zobaczą atmosferę która tutaj panuje, że jest naprawdę niesamowita i kibice w meczu z Arką spisali się rewelacyjnie!

Wspomniana prze Pana atmosfera odbiegała mocno od atmosfery sparingu. Było głośno jak w meczu o punkty.

Jak najbardziej. Ale to jest właśnie to, co na pewno kibice pamiętają z finałów. W szczególności ta przyśpiewka „ooo” i tak dalej. To jest coś fajnego, co już gdzieś zostało taką małą tradycją. Wygraliśmy z Arką Gdynia, ale wszyscy widzieli – jest jeszcze trochę rzeczy do poprawy. Mieliśmy w miarę przewagę fizyczną nad nimi, graliśmy też dobrze w obronie. Były momenty, że ktoś za mocno pomógł, ktoś gdzieś źle zrotował i byliśmy automatycznie karani. Nasz rywal nie grał jednak jeszcze w pełnym składzie. Za dwa dni ma dopiero wrócić Darek Wyka, potem dołączy do nich ćwierćfinalista Mistrzostw Świata – Adam Hrycaniuk. Także ta Arka będzie wyglądać trochę inaczej. W spotkaniu z nimi fajnie to wszystko wyglądało. Graliśmy na dobrym w miarę poziomie, było kilka zmian tempa, które automatycznie pozwoliły nam na odskoczenie od rywala.

Kolejny mecz z teoretycznie dużo mocniejszym przeciwnikiem. Ale czy Maccabi jest na tym samym etapie przygotowań?

To jest turniej, drużyny jeżdżą po świecie. W przyszłym tygodniu my udajemy się do Włoch. To nie jest kwestia na jakim jesteś etapie, tylko już zaczynasz w miarę funkcjonować, więc te turnieje mają cię sprawdzić. Teraz gramy z Maccabi Fox Tel Awiw i to nie będzie już „hop hop hop”, tylko to już będzie takie poważne i mam nadzieję, że będziemy na to gotowi.

Sprawdzian przed Pucharami?

Trochę tak, ale nie powiem, poprzeczka jest dość wysoka, bo mierzymy się z drużyną Euroligową. My co prawda gramy w Basketball Champions League, ale to przeciwnik naprawdę godny tej hali, tego miejsca i Mistrza kraju.

A jak wyglądają wasze przygotowania? Nad czym głównie pracujecie? Jakiś etap już zamknęliście?

Cały czas trenujemy systemy taktyczne atak-obrona i tak dalej. To wszystko cały czas wdrażamy. Może tego tak z zewnątrz nie widać, ale ktoś gdzieś źle pomoże, ktoś źle się wycofa itp. i z tego automatycznie są punkty rywali. To jest właśnie to, co chcemy poprawić i od tego właśnie są te sparingi. Później jest już granie i nie ma czasu na kalkulacje czy to, czy tamto. Mamy swój cel do zrealizowania i chcemy to osiągnąć.

Pan nie jest nowym zawodnikiem w Anwilu, więc może pokusi się o porównanie? Czym tegoroczny zespół będzie się różnił od poprzedniego?

Taktyka praktycznie jest taka sama, bo trener się nie zmienił a jedynie zawodnicy. Teraz wszyscy musimy znowu być na tej samej stronie, wszyscy wiedzieć co do kogo należy, bo w tej taktyce zarówno w ataku jak i obronie jak ktoś się wyłamie, to ciężko jest zareagować. Wiadomo, musi się zareagować i jest na to sposób, ale wtedy musisz dwa razy więcej siły na to stracić. Igor czasami mówi, że bez sensu biegać za kimś, skoro możemy to zrobić łatwiej i tracić mniej siły. Ale trzeba się skupić na odpowiednim przesunięciu, pomocy. To musimy zrobić i to mieć na uwadze.

A jak atmosfera w zespole? Charakterologicznie się dopasowaliście?

Jeśli chodzi o dopasowanie to przede wszystkim Igor jest od tego, bo to on układa i patrzy na to. Oczywiście gdzieś tam są poprzyczepiane jakieś łatki do zawodników, że jest trudny do pracy, ten jest taki, ten ma swój charakter… każdy ma swój charakter, każdy ma, że tak powiem swojej jaja, które raz są większe, raz są mniejsze, a raz wychodzą na zewnętrz. Tak jak akurat w meczu z Arką było spięcie i automatycznie Tony Wroten gdzieś tam podszedł, ale nie na zasadzie bicia się czy coś, tylko wyjaśnienia sytuacji. I to jest on. Od razu się śmiałem i mówię, że to jest on, nie wytrzymał i musiał iść trochę pogadać. Ale to nie przeszkodziło mu w zagraniu rewelacyjnego meczu. Oni tutaj przyjechali, żeby przede wszystkim obronić tytuł i wyjść z grupy w BCL i to jest cel, który chcemy zrealizować, który jest gdzieś w głowach. Oczywiście zaczynamy Superpucharem i na tym na razie się skupiamy, ale takie plany wiadomo, gdzieś musisz mieć w zanadrzu.

Trochę jak nasza kadra i podejście Mika Taylora – krok po kroku.

Dokładnie. Nie jesteś w stanie powiedzieć „Panowie, a jak w półfinale będziemy ewentualnie grać…”. Posłuchaj, dziś grasz tu, dzisiaj grasz z tym przeciwnikiem i na tym się skupiasz i to jest koniec i to jest to, na czym my powinniśmy się skoncentrować, bo to jest najważniejsze w danym momencie i koniec. Nic więcej nie powinno nas interesować.

Z tych innych rzeczy… interesuje Was kadra i Mistrzostwa Świata?

Jak najbardziej! Jestem dumny z jednej strony, jestem naprawdę szczęśliwy, że ta polska koszykówka się odradza. Z drugiej strony jest mi smutno, bo wiem, że byłem w tej kadrze, że byłem też kapitanem, znam tych wszystkich chłopaków. Tyle lat grania i trenowania na najwyższym poziomie i człowiek się nie załapał. Ale nie mam żalu tutaj, po prostu zdajesz sobie sprawę z pewnych kwestii. Jak to kiedyś rozmawiałem z Mikiem, powiedział: pamiętaj, lata lecą i czasami coś się zmienia w życiu i trzeba się do tego zaadaptować. Ja nie mam innego wyjścia, adaptuje się. Mam kolejną misję do wykonania i na tym się tutaj teraz skupiam, a chłopakom życzę jak najlepiej. Niech zajdą jak najdalej, jak im tylko turniej pozwoli. Jest on okraszony trochę małymi kontuzjami. Widzieliśmy ostatnio rozcięty Ponitka, gdzieś ktoś dostanie z łokcia. Rany się zagoją, siniaki znikną, chwała pozostaje. Powtarzam to za każdym razem moim dzieciom. To jest ważne i to muszą zrozumieć, a Ci chłopacy, którzy są w kadrze doskonale o tym wiedzą i dają z siebie wszystko i to jest naprawdę coś fajnego, kiedy ich się ogląda.

Włocławek, Marcin Rutkowski

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o