Sezon 1995/1996 – Dominacja Chicago Bulls

Sezon 1995/1996 – Dominacja Chicago Bulls
Listopad 30 20:05 2017 Print This Article

Wielu wybitnych zawodników otwarcie przeklina fakt, że trafili do ligi w czasie, gdy NBA zawładnął pewien utalentowany jegomość z numerem 23. W tamtym okresie MJ jawił się jako przeciwnik niemal nie do pokonania. Był niczym heros pozbawiony słabości, którego jedynym celem jest zwycięstwo. Gwiazdorski skład Chicago Bulls na czele z niezwykle zdeterminowanym Jordanem, wszechstronnym Pippenen i nieprzewidywalnym Rodmanem wprost onieśmielał rywali z boiska i rozegrał najlepszy sezon w historii drużyny ze stanu Illinois.

Rozgrywki 1995/1996 obfitowały w wiele interesujących wydarzeń, które na stałe zapisały się w pamięci sympatyków basketu. Dynamiczny rozwój ligi umożliwił zespołom Toronto Raptors i Vancouver Grizzlies dołączenie do prestiżowego grona ekip rywalizujących na parkietach Ameryki Północnej. Kevin Garnett, Michael Finley, Rasheed Wallace oraz Jerry Stackhouse wstąpili w szeregi zawodowców, a tytuł najlepszego pierwszoroczniaka otrzymał filigranowy Damon Stoudamire. Za sterami Miami Heat usiadł Pat Riley, który transferami Alonzo Mourninga i Tima Hardaway’a zainicjował proces budowy przyszłej potęgi Konferencji Wschodniej. Magic Johnson ponownie przywdział barwy ukochanych Lakers i w 32 spotkaniach, grając głównie jako silny skrzydłowy, notował niezłe statystyki na poziomie 14.6 punktu, 6.9 asysty oraz 5.7 zbiórki.

Mecz Gwiazd odbył się w hali Alamodome w San Antonio, a reprezentacja Wschodu pokonała przedstawicieli Zachodu 129-118. Rewelacją weekendu okazał się jednak Brent Barry, który niespodziewanie zwyciężył w konkursie wsadów. “His Airness” i jego Bulls całkowicie zdominowali 50 sezon w historii NBA. Jordan, jako drugi gracz w dziejach ligi, został wybrany najlepszym zawodnikiem All-Star Game, sezonu regularnego oraz finałów. Drużyna z Chicago prowadzona przez legendarne trio MJ-Pippen-Rodman zakończyła rozgrywki znakomitym bilansem 72-10 i w pełni zasłużyła na miano faworyta do końcowego sukcesu. Innego zdania byli ambitni członkowie ekipy z Seattle, którzy zamierzali pokrzyżować plany “Byków”. Niestety, po 6 spotkaniach musieli uznać wyższość Jordana i spółki, którzy rozpoczęli marsz po drugi three-peat.

  Tagi:
Wojciech Zwaduch
Wojciech Zwaduch

Historia NBA

Zobacz więcej tekstów

Dodaj komentarz

30 komentarzy do "Sezon 1995/1996 – Dominacja Chicago Bulls"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Gregor
Gość

Ta muzyczka na początku zawsze powodowała u mnie ciarki. Przed chwilą też miałem. Dzięki za przypomnienie

SZARY
Gość

MAM TO SAM ZAWSZE OD PIERWSZEGO MECZU FINALU 96…TO JUZ 21 LAT MASAKRA

Szary
Gość

Jeszcze ta prezentacja podobnie na mnie działa aczkolwiek byki rządzą!

boskiapollo
Gość

Zgadzam się, ile razy ją oglądam to nadal je mam. Chociaż to i tak nic w porównaniu do tamtych lat. Wtedy to robiło jeszcze większe wrażenie. Trochę brakuje mi tamtych lat (nie tylko całej otoczki ale i tamtych graczy i sposobu rozgrywki). Może to ja się zestarzałem, może więcej świata poznałem, ale tamto NBA wspominam niemal z rozrzewnieniem.

Filip
Gość

Można było napisać więcej. Na przykład z kim przegrali, w jakich okolicznościach, jakie statystyki mieli Pippen, Rodman, czy oczywiście The GOAT. Dokładniej jak wyglądały finały itp. Ale tak czy tak plus dla autora.

Thomas z Dumarsem
Gość

Bez tańców i fikołków. wyłazili i masakrowali. jako fan Pistons byłem full antybulls, ale po latach doceniam.

tomtom
Gość

A mi się udawało pogodzić kibicowanie obu tym teamom mimo wiadomych animozji między nimi. Uwielbiałem Bulls ale moim ulubionym zawodnikiem od zawsze był i nadal jest Isiah Thomas.

szary
Gość

to chyba zdjecie z 98 roku …nie jestem pewien ale szosty od lewej to scott burell a on nie byl wskladzie 96

Piotr
Gość

Zdjęcie napewno z 1996, z Key Arena w Seattle. Na zdjęciach jest John Salley i John Edwards.

tomi
Gość

Bulls przypominają dzisiejsze GSW Steph Curry-Stev Kerr Durant-Jordan Kley Tomson Kukoć Igudala-Pippen Dreynond Green- Rodman Pachulina -Longley Livingston-Harper

MasterZen
Gość

Steph Curry-Stev Kerr? WTF!!!

szary
Gość

rodman pachulia???jakis zart

tomi
Gość

Green-Rodman napisałem 😉

adek
Gość

W sumie to prawie wcale. Całkiem inne czasy, inna koszykówka, inne przepisy, ciężko w ogóle porównywać te dwa teamy.

Piotr
Gość
Racja. Jakby jednak coś: Rodman i Green od razu na ławkę za bójkę 🙂 Longley i Pachulia, chyba jednak Longley 🙂 Harper przyklei się do Currego, a temu spadnie wydajność o połowę. Klay umie bombardować jak mało kto ale bronić nie umie, niestety. Durant vs Pippen czy Durant vs Michael? A Michael jak to Michael 🙂 30, 40 pkunktów ustrzeli jak nic. Ehh poniosła mnie fantazja. Jako stary wyjadacz NBA to nostalgia za latami 90. Fajne loga, stroje i pełen profesjonalizm. To co mnie dziś wkurza: biegają w jakiś kalesonach, staty ważniejsze w NBA 2K niż w realu, totalny brak… Czytaj więcej »
MasterZen
Gość

Klay jest słabym obrońcą? Według mnie najlepszym w GSW. Harper był niezłym defensorem, ale Curry dla niego byłby zbyt szybki, a pamiętać należy że nie straszy tylko rzutem za trzy punkty. Wychowałem się na koszykówce lat 90-tych i mam dla tamtych czasów olbrzymi sentyment, ale nie byłbym taki pewny czy ówczesne gwiazdy górowałby nad obecnymi.

JordanS
Gość

tego nikt nie jest w stanie udowodnić ale uważam, że górowały a dlaczego? poprostu koszykówka lat 90tych była dużo bardziej siłowa i tacy gracze jak s.curry trudno mieli by się odnaleźć w tak mocnej obronie. moze teraz są bardziej wszechstronni a kiedys byli to zadaniowcy typu Rodman, którego nie interesowało zdobywanie punktów tylko miał zbierać i Ci zadaniowcy wykonywali swoją robotę perfekcyjnie. To jest dla mnie osobiście najtrudniejsze do zaakceptowania bo jestem przyzwyczajony, że center to center a nie koleś rzucający z 3 pkt, ale każde pokolenia ma swój urok 🙂

Jose
Gość

Jordan kryje Curryego. Harper Klaya, Pippen Duranta, Rodman Greena. Longley i Zaza bez znaczenia. Defensywa Bulls niszczy psychicznie i fizycznie ofensywę GSW. A w druga strone – kto pokryje Jordana??? Jak powiedział Pippen gdyby doszło do takiego pojedynku to Bulls 4:0.

Erbest
Gość

Według mnie nie można robić takich porównań bez uwzględnienia przepisów. Gdyby rywalizacja opierała się na przepisach z sezonu 2016-2017-2018, to byłoby 4-0 dla GSW bez cienia wątpliwości i przy niewielkim wysiłku. Brak możliwości intensywnego bronienia spowodowałby to, że GSW byliby zwyczajnie zbyt szybcy i nieuchwytni dla Byków.
Natomiast jeśli rozegrać mecze według zasad z 1995-1996, to GSW mogliby równie dobrze nie wychodzić na boisko, bo nie byłoby po co. Nie byliby w stanie oddać rzutu z czystej pozycji.

michał
Gość

a ile rzuciłby Jordan bez tamtej obrony?-70pkt???

Erbest
Gość

Skoro przy bardzo twardej obronie przeciwko najlepszej ówcześnie drużynie w lidze i do tego w playoffach był w stanie wrzucić 63 punkty, to grając przy współczesnym braku obrony ciężko stwierdzić, ile byłby w stanie punktów zdobyć.

Gnom
Gość

A Curry pokonuje Kerra 😀 😀 😀

Antek
Gość

wypadaloby wspomniec o Utah Jazz !

Tomaaas
Gość

Alan Parsons Project Syriusz

wpDiscuz