,,Pomimo trzydziestu lat wciąż czuję się na jakieś szesnaście” czyli koszykarski freestyle Krzysztofa Kruka!

,,Pomimo trzydziestu lat wciąż czuję się na jakieś szesnaście” czyli koszykarski freestyle Krzysztofa Kruka!
Listopad 09 19:02 2017 Print This Article

Wiele razy wspominaliśmy już, że koszykówka ma niejedno oblicze. Dzięki temu każdy z nas może znaleźć coś dla siebie. Jeden spędza wiele godzin na poprawieniu techniki rzutu, drugi bez żadnych wymówek pracuje na siłowni by wreszcie wzbić się z piłką w przestrzeń i wykonać upragniony, debiutancki wsad. Są też tacy, którzy pokochali pomarańczową piłkę tak mocno, że nie mogą się z nią rozstać za żadne skarby. To właśnie tacy ludzie wymyślili koszykarski freestyle, który od wielu lat cieszy się olbrzymim gronem odbiorców. Dziś przedstawiamy Wam jednego z koszykarskich magików czyli najbardziej zakręconego nauczyciela w Polsce- Krzysztofa Kruka!

Interesuje się niemal wszystkim od fizyki kwantowej, przez dietetykę, aż po samą filozofię. Jest ciekaw otaczającego go świata- podróżuje, zwiedza, dopytuje i przede wszystkim żyje. Pracuje jako nauczyciel WF-u w kilku szkołach, choć na koncie ma również ukończone studia doktoranckie. Oczywiście, z filozofii. Mimo wielu obowiązków stara się poświęcić każdą wolną chwilę ukochanej koszykówce, a konkretnie freestylowi, w którym już dawno posiada tytuł profesorski. Na pytanie jak to się wszystko zaczęło odpowiada rozmarzony– Jak to się zaczęło? Dwie główne przyczyny to chyba NBA na TVP2 i pamiętne czasy finałów Bulls – Jazz w 97′. Miałem 10 lat. Zobaczenie wtedy najlepszej ligi świata w polskiej publicznej telewizji to była w zasadzie miłość od pierwszego wejrzenia. Dalej już poleciało, magazyny NBA z kiosku i znane chyba wszystkim kibicom z tamtych lat karty. Oczywiście wszystko mam do tej pory. Później zaczęło pojawiać się siedzenie po nocach z NBA (po 97′ głównie na DSFie przez antenę satelitarną). W międzyczasie doskonaliłem swoje umiejętności. Tutaj ważnym miejscem było szkolne boisko do koszykówki, które znajdowało się jakieś kilkadziesiąt metrów za moim domem. Grało wtedy sporo osób, w tym moimi kuzyni.

Czas mijał, a nasz bohater coraz bardziej zagłębiał się w czeluści koszykarskiego świata. Przełomowym momentem był jednak olbrzymi ,,boom” na jak sam mówi,, trickowy streetball”, który pojawił się na początku 2000 roku głównie za sprawą And1 Mixtape. Telewizyjne starcia NBA zostały zastąpione przez filmiki pokazujące koszykarskie tricki. 13- letni wówczas Krzysiek godzinami podpatrywał freestylowych wirtuozów, choć jak sam zapewnia nie zaniedbywał również “typowej” koszykówki. Swoich umiejętności próbował w krakowskiej Wiśle, gdzie później otrzymał okazję miał okazję reprezentowania kadry Małopolski rocznika 87 na Mistrzostwach Polski kadr wojewódzkich. Niestety, drużyna się rozpadła. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bowiem nasz bohater w całości oddał się doskonaleniu streetballowych sztuczek, dla siebie, dla przyjemności.

– Za dzieciaka było znacznie więcej czasu niż teraz toteż cały czas- niemalże od rana do wieczora lub do rana do rana, zajmowała mi koszykówka. Od gry samemu lub ze znajomymi, po granie w NBA Live na Playstation, aż poczytanie o NBA tudzież oglądanie, zbieranie gadżetów, itp. itd. Niestety, siłą rzeczy im więcej “dorosłego” życia, tym więcej obowiązków i co za tym idzie mniej czas na koszykówkę. Mimo wszystko, zawsze staram się znaleźć dla niej choćby chwilę. Mam o tyle szczęścia, że i moja praca jest związana z koszykówką, tj. uczę Wychowanie Fizycznego i Etyki/Filozofii. Jestem nauczycielem w kilku szkołach w gminie Niepołomice.

Koszykarski świat i koszykarskie treningi wiążą się również z podpatrywaniem wzorców. Krzysiek, jak każdy miał również swoich idoli, których podziwiał, naśladował i ekscytował się kolejnymi pięknymi akcjami w ich wykonaniu. Na pytanie kto i dlaczego odpowiada-

– Jeśli chodzi o ulubionego gracza NBA to bezapelacyjnie, bez zająknięcia od zawsze odpowiem Penny Hardwaway. Jeśli chodzi o streetball to już nie jest tak łatwo, ale największy sentyment mam chyba po prostu do ekipy Street Handles.  Moim zdaniem Penny najbardziej przypasował mi pod  względem klasycznej koszykówki, a Street Handles jeśli chodzi o “show” streetball. Hardaway był graczem kompletnym. Wszystko, co robił wykonywał z niebywałą gracją. To było takie “smooth”, nie musiało być to nawet nad wyraz przesadnie widowiskowe (mimo, iż często było), ale było zrobione z takim kunsztem, że jawiło się jako dzieło sztuki. Może to dziwnie zabrzmi, ale tutaj w grę wchodziła też estetyka samej postaci oraz zbiór detali jak np. numer na koszulce. Penny grał w Orlando z ,,jedynką”, a w reprezentacji USA z ,, szóstką”. Tak się złożyło, że obydwie cyfry są moimi ulubionymi.  Warto również dodać, że Hardaway jest jednym z najbardziej popularnych koszykarskich idoli. Do naśladowania jego zagrań i inspirowania całą sylwetką przyznawali się chociażby sam LeBron James czy Tracy McGrady. Wracając do koszykówki ulicznej, różnorodność tricków w streetballu jest ogromna. Można zwariować z powodu efektowności i poziomu trudności wykonania czy zmylenia przeciwnika. U Street Handles wygląda to  jednak trochę inaczej. Nie każdy ruch czy trick jest jakiś mega cyrkowo efektowny, ale każdy wykonany jest z gracją, duszą i przede wszystkim lekkością. Tutaj nawet prostota przykuwa uwagę i to mnie właśnie ujęło.

Mimo trzydziestu wiosen na karku wciąż czuję się jakby miał ich szesnaście i co za tym idzie ma przed sobą jeszcze wiele pracy do wykonania, bo jak sam mówi nie powinno się spoczywać na laurach. Nie ma określonych planów, czeka co przyniesie mu kolejny dzień, a swoją przyszłość woli zostawić raczej w rękach fortuny. Uwielbia podróże, dlatego na pierwszy plan oprócz freestyle’u wysuwa się kolejna podróż- może będzie to Madagaskar, może Mauritius lub Bora-Bora czy Malediwy. W grę wchodzi też Tajlandia oraz odwiedziny długowiecznego plemienia Hunza. Dość jednak gadania. Teraz nadeszła pora, abyście zobaczyli jak Kruku prezentuje się z piłką w rękach. Miłego oglądania!

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz