Gdyby punkty w ligowej tabeli przyznawać za serce do walki, to koszykarze Asseco Gdynia powinni odebrać już tytuł mistrzowski. Ekipa prowadzona przez Przemysława Frasunkiewicza w dramatycznych okolicznościach pokonała po dogrywce TBV Start Lublin 92:82. Przez 36 minut nic nie zapowiadało takiego rozstrzygnięcia.

Asseco Gdynia – TBV Start Lublin 92:82 (statystyki)

Pierwsze punkty padły łupem Asseco – Przemysław Żołnierewicz, po cierpliwie skonstruowanej zagrywce, trafił „trójkę” równo z syreną czasu akcji. Potem oba zespoły na przemian dopisywały się w protokole. W Starcie prym wiódł najlepszy obecnie strzelec ligi Chavaughn Lewis. Powoli tradycją staje się to, że lublinianie mają największe problemy z upilnowaniem wysokich graczy. Roman Szymański szybko opuścił parkiet z lekkim urazem. Pierwszą kwartę oglądał z ławki z opatrunkiem na głowie. Tę sytuację wykorzystywał Dariusz Wyka oraz jego koledzy, którzy śmiało poczynali sobie na „deskach” rywali. Na niewiele im się to jednak zdało przy słabej skuteczności. Serię 8:0 czerwono-czarnych przerwał dopiero duet Krzysztof SzubargaPrzemysław Żołnierewicz – najpierw punktował młodszy z Polaków po podaniu na alley-oop, a potem rozgrywający dołożył swoje zza łuku. Po 10 minutach górą byli goście – dobre zmiany dali Bartosz Ciechociński oraz Darryl Reynolds, którzy pomogli swojej drużynie wyjść na prowadzenie 22:14.

Wet za wet i błąd za błąd – tak w skrócie można opisać początek drugiej odsłony. Walka była po obu stronach, ale piłka niezbyt często wpadała do kosza. Start powiększył swoje prowadzenie do 10 punktów. Zawodnicy Asseco mieli problemy z przedarciem się przez szeregi defensywne gości. Ciężko było więc mówić o jakiejkolwiek pogoni. Gdynianie potrzebowali swojego lidera – byłego reprezentacyjnego rozgrywającego, który przypomniał się kibicom w ostatnich minutach tej partii. Krzysztof Szubarga w pojedynkę rozmontowywał obronę przeciwników, zaliczając między innymi akcję 3+1. Brakowało mu punktowego wsparcia ze strony kolegów z drużyny. Bardzo znamienne było to, że „Szubi” zdobył do przerwy aż 15 z 30 punktów dla Asseco. Przewaga gości zaczęła jednak topnieć w oczach – nieporozumienia w obronie i na zbiórkach oraz nieprzemyślane akcje w ofensywie zaczęły im ciążyć. W samej końcówce udało im się nieco odskoczyć – 39:30.

Gospodarze ostro zabrali się do pracy – w obronie dosłownie „przykleili się” do rywali, natomiast w ataku odważnie penetrowali do kosza. Taka taktyka była bardzo skuteczna, ale kosztowała ich dużo sił. W rolę lidera wcielił się kapitan gdynian Piotr Szczotka – punktował i asystował w kolejnych akcjach. Ich strata się zmniejszała, ale po chwili podopieczni Przemysława Frasunkiewicza byli już z powrotem w punkcie wyjścia. Ta kwarta stała pod znakiem wyrównanej walki. Start nie grał może wybitnie przekonująco, ale na tyle skutecznie by trzymać rywali na dystans. Lublinianie potrafili znaleźć sobie miejsce do rzutu, kiedy gospodarze zbytnio się zbliżali. Ich przewaga nieznacznie urosła do 11 punktów.

Ostatnią partię lepiej rozpoczęli gospodarze. Dwie szybkie akcje punktowe oraz „prezenty” od Startu w postaci strat miały być dla nich impulsem do powalczenia o wyrwanie trzeciego zwycięstwa. Pod koszem robił co mógł Mikołaj Witliński, ale w szeregach gości dobrze radzili sobie na obwodzie Michael Gospodarek i Uros Mirković. Trafiali, kiedy zespół tego potrzebował. Ciągle aktywni byli także Amerykanie. To by było na tyle jeśli chodzi o pozytywy w grze Lublina. Końcówka tego spotkania daleka była od nudnych. Ofensywna machina Asseco „zaskoczyła” w najważniejszym momencie. Na 20 sekund przed ostatnim gwizdkiem gdynianie wyszli na prowadzenie 72:71. Warto podkreślić, że pomocną dłoń wyciągnęli do nich sami lublinianie, którzy poczuli się już zbyt pewnie. W oczy zajrzało im widmo porażki takiej, jak dwie kolejki wcześniej w Słupsku. Udało im się jednak uniknąć aż takiego rozczarowania – punktowali Marcin DutkiewiczJames Washington, a do stanu po 74 doprowadził Marcel Ponitka.

W dogrywce nie było wątpliwości komu bardziej zależy na wygranej. Niezwykle ważną postacią w talii Przemysława Frasunkiewicza okazał się Dariusz Wyka. Środkowy dał szybkie prowadzenie Asseco, nie bał się rzucać za trzy i skutecznie pogrążał czerwono-czarnych. Koszmarne błędy i całkowity zastój w ataku ostatecznie pogrzebały szanse lublinian na wywiezienie korzystnego rezultatu z Pomorza. Końcowe akcenty w tym meczu to typowe koszykarskie szachy – faule i pokaz rzutów wolnych. Po zdominowaniu dogrywki Asseco Gdynia wygrało z TBV Startem Lublin 92:82.

Autor: Krzysztof Kurasiewicz
fot. Andrzej Romański/plk

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
   
Powiadom o