PLK: Niespodzianka za niespodzianką! Stelmet, Turów, Rosa na łopatkach

PLK: Niespodzianka za niespodzianką! Stelmet, Turów, Rosa na łopatkach
Listopad 09 14:13 2016 Print This Article

W miniony weekend byliśmy świadkami kilku świetnych występów zawodników z pozycji rozgrywającego. W rolę kata wcielili się Szubarga i Blassingame. Świetnie asystowali Koszarek i Robinson, którzy rozdali po 10 asyst, ale nie to było wydarzeniem weekendu. W sumie nie było takiego jednego. Można ten weekend nazwać czarnym weekendem faworytów. Punkt widzenia zależny jest od punktu siedzenia. W Dąbrowie Górniczej, Starogardzie Gdańskim czy Krośnie otwierano szampany i głośno świętowano zwycięstwa. Dla nich był to weekend magii.

AZS Koszalin- Asseco Gdynia 69-72

W niedzielny wieczór gospodarze z Koszalina podejmowali rozpędzony zespół Asseco Gdynia z głównodowodzącym Krzysztofem Szubargą. Dla koszalinian był to dopiero drugi mecz na własnym parkiecie i chęć premierowego zwycięstw w domu była duża. Zwłaszcza biorąc pod uwagę skład gości pozbawiony obcokrajowców, w którym roi się od młodych wilków wspomaganych przez weteranów.

Mecz z podtekstem dla Krzysztofa Szubargi, który w przeszłości występował w barwach gospodarzy. Zaznaczyć trzeba, że „Szubi” rozstał się z AZS-em w niezbyt pokojowych stosunkach, co pewnie motywowało go wystarczająco.

Przez większą część meczu prowadzili goście z Gdyni jednak nie była to przewaga pozwalające na spokojne prowadzenie gry. Po trzeciej kwarcie jednopunktowe prowadzenie mieli gospodarze, którzy po 3 minutowej przerwie wrócili na boisko zupełnie pozbawieni koncentracji, co skrzętnie wykorzystali goście, a prym i sygnał do odjazdu dał nie kto inny jak Szubarga. Od rozpoczęcia kwarty Asseco zwarło szyki obronne i zintensyfikowało grę w ataku notując ciąg punktów 16-2 (10 bez odpowiedzi rywali). Królem tego fragmentu był Szubi, który maczał palce przy prawie wszystkich punktach swojej drużyny- ustrzelał 9 „oka” i 2 asysty. Po ciosie zadanym przez swojego byłego zawodnika gospodarze już nie podnieśli się i pogoń w końcówce Kenny’ego Manigaulta na nic się zdała. Asseco wywiozło kolejne już trzecie zwycięstwo z rzędu.

AZS Koszalin wyraźnie ma problem z grą w ataku. Trener Ignatowicz zaznacza, iż mecze powinni wygrywać defensywą jednak wyraźny problem jest po drugiej stronie parkietu, gdyż zdobywają oni przeciętnie tylko 71.6 pkt. na mecz co jest dopiero 12 wynikiem w lidze. W zeszłym sezonie było to też niewiele powyżej 70 pkt. (71.4), ale koszalinianie są najgorszą drużyną w lidze pod względem skuteczności w rzutach za trzy – tragiczne 25.9% zza łuku jest wynikiem o 2.4 % mniejszym niż drużyna przed nimi-Trefl. Są to jedyne ekipy, które notują średnio skuteczność za 3 poniżej 30%. Patrząc na trendy światowej koszykówki (coraz bardziej też polskiej) to element rzutu za trzy jest coraz bardziej istotny. Pomimo problemów strzelecki oddają, aż 21.6 rzutu zza łuku na mecz co plasuje ich na 10 miejscu. Tak dla namysłu dodam, iż AZS jest 7 drużyną PLK pod względem skuteczności za dwa.

Trener Ignatowicz ma bardzo dużo materiału do analizy, bo defensywa nie jest takim problemem jak proporcje w rzutach. Remon Nelson jak natchniony próbował rzutów za trzy oddając ich 10 (3 trafione) w 32 minuty gry.

Wśród gospodarzy dobre spotkanie rozegrał Kenny Manigault (16 pkt., 6 zb., 3 przech., 4 str.) i tradycyjnie już Darrell Harris (15 pk., 7 zb.,3 as., 3 przech., 4 str.).

Sporo linijek poświęciłem gospodarzom, a tu należy wynosić na rękach młody zespół gdynian. Uwielbiam projekty, które dają szansę młodym zawodnikom. Wcześniejszy taki zespół wprowadził na szerokie wody kilku reprezentantów Polski oraz solidnych ligowców- m.in. Śnieg, Sulima, Berisha. Jestem przekonany, iż wśród dzisiejszych zawodników Asseco jest też kilku przyszłych reprezentantów Polski. Problem z młodym pokoleniem rodzimych graczy jest ….dywagacją na kilku godzinną rozmowę. Jednym z problemów (prawie każdym sporcie w Polsce, wyjątek siatkówka) jest wprowadzenie takich zawodników do seniorskiej koszykówki. Pamiętajmy jeśli ktoś im nie powie jak mają się zachować i co zrobić w danej sytuacji meczowej to nie dowiedzą się do momentu kiedy nie popełnią błędu. Nie jesteśmy inni niż cały świat. W lidze hiszpańskiej czy NBA młodzi uczą się od starszych, a często też na błędach. W Asseco młoda gwardia ma świetnych nauczycieli w postaci trio Szubi-Szczotka-trener Frasunkiewicz, a możliwość rywalizacji z obcokrajowcami i czołówką polskich zawodników jest nieocenioną lekcją jaką tydzień w tydzień dostają gracze z Gdyni.

Jedna rzecz, która wpadła mi w oko oglądając mecze Asseco. Młodzież jest głodna gry, walki, wygranych… nie boi się starszych i doświadczonych rywali, nie dają się stłamsić i przestraszyć, ale co najważniejsze słuchają się doświadczonych zawodników. Zwróciłem uwagę, że praktycznie każdy zawodnik w czasie meczu podchodzi czy to do Szubargi , trenera czy Piotra Szczotki i zadaje pytania o grę, sytuacje meczowe. Głód poznawania gry widać gołym okiem. Ściskajmy kciuki, a w przyszłości będziemy się cieszyć reprezentantami kraju, serio! Zróbcie zrzut ekranu i przypomnijcie mi za 3-4 lata. Z tej ekipy będzie 3 reprezentantów kraju. Jestem pewien, że nie będę musiał posypywać głowy popiołem!

U gdynian funkcjonowała gra pod koszem jak i na obwodzie- odpowiednio 54% za dwa i 36% za trzy. Wszystko na swoim miejscu. Piotr Szczotka zdobył 16 pkt. i 5 zb. Na wspomnienie zasłużył Marcel Ponitka, który do 8 pkt. dołożył 3 zb. i 3 przech. (oraz 2 celne za trzy). Z każdym tygodniem czuje się on coraz pewniej na parkietach PLK.

MVP spotkania: Krzysztof Szubarga- 23 pkt. (8/11 z gry!) i po 6 asyst i zbiórek. Człowiek orkiestra, a i pewnie na grzebieniu zagra…

MKS Dąbrowa Górnicza- Stelmet BC Zielona Góra 83-77

Po dwóch porażkach, w tym dość bolesnej w Zgorzelcu, zespół trenera Anzulovica stanął przed najtrudniejszym z zadań. Wygrać z aktualnym Mistrzem Polski jest jednym z tych Mission Impossible (no chyba, że Stelmet jedzie do Kutna ) , a w rolę Toma Cruise wcielili się po kolei Kowalenko, Wilson, Wołoszyn.

Wróćmy do początku, Stelmet chciał szybko załatwić sprawę i rozpoczął od uderzenia 0:8 i prowadzenia po pierwszych 10 minutach 19-28. W tej części bardzo dobrze grał Julian Vaughn, który kończył akcje nad zawodnikami dąbrowskiego MKS-u oraz Przemyslaw Zamojski (8 pkt.).

Druga kwarta to gra punkt za punkt i utrzymanie prowadzenia przez gości. Do trzeciej części meczu wyraźnie nabuzowani podeszli zawodnicy z Dąbrowy Górniczej, którzy zanotowali „run” 11 punktów i wyszli na nieznaczne prowadzenie, które było ich pierwszym w meczu (50-48 na 3:43 do końca 3 kwarty). 4 kwarta to czas wspomnianego przeze mnie trio. W początkowych fragmentach 4 kwarty czoło Stelemetowi przeciwstawiał Kowalenko, w kolejnych świetne zbiórki w obronie i dobitka Wilsona pozwoliły na 5 pkt. prowadzenie MKS-u, a mecz wolnymi zamknął Bartosz Wołoszyn (6/6 z wolnych w decydujących momentach).

Zespół z Zagłębia Dąbrowskiego świetnie atakował pomalowane i radził sobie z pierwszą linią obrony. Kluczowym było wystawienie mobilnych i potrafiących atakować przodem do kosza podkoszowych- Szymańskiego, Kowalenki oraz momenty Bartłomieja Wołoszyna na pozycji PF. Próby penetracji zazwyczaj przynosiły skutek, a zespół gości nie straszył wokół bronionej obręczy. Julian Vaughn miał dobre minuty na atakowanej stronie parkietu, ale w obronie nie stanowił zagrożenia przy próbach wjazdu czy atakowania kosza przez zawodników z Dąbrowy. Skuteczność 62% za dwa gospodarzy jest bardzo dobrym wynikiem. Spośród 48 punktów zdobytych przez rzut za dwa, aż 42 pochodziło ze strefy podkoszowej. Świetnie dzielili się piłką skrzydłowi MKS-u – Pamuła- Wołoszyn, którzy rozdali po 4 asysty.

W pierwszej połowie zespół gości zawdzięczał prowadzenie bardzo dobrej skuteczności w rzutach za 3 Przemysława Zamojskiego po świetnych przerzutach z mocnej na słabą stronę Łukasza Koszarka. Po zmianie stron „Zamojowi” zaciął się cyngiel i spudłował kilka otwartych rzutów. Ogólne problemy ze skutecznością mieli zielonogórzanie co skrzętnie wykorzystali gospodarze. W barwach Stelmetu jak zwykle nie zawiódł Nemanja Djurisic 17 pkt. i 9 zb. Przemysław Zamojski uzbierał 19 pkt. i 4 zb. , ale na skuteczności 5/15 (5/12 za trzy). Świetnie prowadził grę Łukasz Koszarek. Profesor PLK rozdał 10 asyst, jak zawsze czytając grę i widząc kolegów na wolnych pozycjach (ciekawe ile „asyst” zaliczyłby pewien ekspert Łukaszowi….20?). Dołożył do tego 5 zb. i 5 pkt., ale również dla niego dąbrowskie kosze były zbyt „twarde” i piłka nie chciała do nich wpaść (1/5 z gry).

Problemy z trafianiem do kosza w drugiej połowie, słaba obrona obręczy oraz atakowanie pomalowanego przez dąbrowski zespół i Mistrz Polski przegrywa po raz pierwszy w tym sezonie PLK na boisku (nie licząc walkowera).

MVP spotkania: przez gospodarzy zawodnikiem meczu wybrany został Witalij Kowalenko (17/5). Ja uważam, że biorąc pod uwagę kaliber zwycięstwa i jego przebieg należy wymienić jeszcze dwóch zawodników, którzy zasłużyli na taką nagrodę: Jeremiah Wilson (14 pkt., 8 zb.), który popisał się kluczową dobitką i dwiema zbiórkami z 2 piętra w końcówce meczu co uniemożliwiło ponowienie akcji przez gości oraz Bartłomiej Wołoszyn autor wszechstronnej linijki 15 pkt., 6 zb., 4 as., który stalowymi nerwami zamknął mecz.

Siarka Tarnobrzeg- Polski Cukier Toruń 73-91

Pomimo wyraźnego zwycięstwa torunian nie był to dla nich łatwy mecz. W pierwszej kwarcie szalał Krzyszof Jakubczyk, który przy nieobecności Brandona Brown’a pełnił rolę rozgrywającego. W kolejnych minutach dołączyli do niego Travis Releford oraz Alex Welsh i momentami gospodarze nie dawali spokojnego oddechu Polskiemu Cukrowi. Goście oddali jedynie 11 rzutów zza linii trzech punktów, co jak i na nich jest bardzo niskim wynikiem (średnio najmniej w lidze- 17). Zespół trenera Winnickiego świetnie radził sobie z egzekucją bliżej kosza atakując obręcz po pick and rollach (m.in. świetna asysta Weavera) lub w akcjach 1 na 1- Trotter, Śnieg, Weaver. Ciężko jest wygrać mecz pozwalając na 68.5% skuteczności za dwa przy oddanych 54 rzutach. Aż 56 punktów Polskiego Cukru pochodziło ze strefy podkoszowej, gdzie świetnie rolowali Sulima ze Skificem, a sam Wojdyła nie był w stanie nadążyć za tempem pick and rolla i ruchliwością podkoszowych rywali. Siarka w tak zorganizowanej defensywie nie była w stanie wygrać tego meczu. Bazowanie na grze 1 na 1 i umiejętnościach indywidualnych jest zgubne zwłaszcza w zawężonej rotacji jaką dysponuje trener Pyszniak. Do tego gospodarze sami zawęzili sobie pole manewru nie mając pomysłu na uwolnienie Dariena Nelsona-Henry’ego, który jak tylko otrzymywał piłkę tyłem do kosza dostawał podwojenie (to plus brak mobilności w defensywie spowodowały niskie minuty Dariena). Szkoda, bo ten podkoszowy potrafi zrobić użytek ze swoje masy i wzrostu. Liczyłem na więcej fizycznej walki pomiędzy nim i Krzysztofem Sulimą.

Był to dobry mecz liczny w szybkie akcje i małą ilość strat. Goście nie prezentowali takiej intensywności i poziomu defensywnego do jakiego zdążyli nas przyzwyczaić w poprzednich meczach, ale za to kilkoma bardzo interesującymi akcjami popisał się Obie Trotter i Kyle Weaver.

W obozie gospodarzy rewelacyjne zawody zagrał Krzysztof Jakubczyk, na którego w pewnym momencie zespół z Torunia nie miał sposobu. 21 pkt. (5/7 za trzy), 4 zb., 4 as. i 3 przech. to osiągnięcia statystyczne lidera Siarki. Dobrze prezentował się Releford, który ma dużą łatwość w grze jeden na jednego. Forma fizyczna jeszcze nie ta, ale można założyć, że z każdym tygodniem będzie lepiej- 17 pkt., ale z 16 rzutów. Alex Welsh dostał większe minuty i popisał się 16 pkt. seryjnie trafiając z półdystansu.

Torunianie zagrali mocno drużynowo i pięciu jej zawodników uzyskało powyżej 10 pkt. w meczu. Najlepszym strzelcem był wspomniany Trotter- 17 pkt. Zawodnik października PLK- Bartosz Diduszko dołożył 10 pkt. i zabrakło mu 1 zbiórki do double-double (9).

MVP spotkania: Krzysztof Sulima- nie miał problemów z wykończeniem akcji. 7 celnych na 9 prób dało mu 15 pkt. i dołożył do tego 9 zbiórek.

Polfarmex Kutno- TBV Start Lublin 78-74

Lublinianie przyjechali do Kutna w delikatnie mówiąc nie najlepszy humorach. W sezonie nie odnieśli zwycięstwa, a trener Żakelj musi odczuwać coraz większą presję wyników zespołu. W zeszłym sezonie Start był najgorszym zespołem ligi notując tylko 4 zwycięstwa, ale w tym oczekiwania były zdecydowanie większe.

W starciu z Polfarmexem trener gości dysponował nieobecnym tydzień temu podstawowym rozgrywającym Dougiem Wigginsem. Za to w szeregach gospodarzy pierwszy raz w sezonie mecz w pierwszej piątce rozpoczął Jakub Jarecki, który zmotywowany tym faktem rozegrał najlepszy mecz w sezonie.

Zespół gospodarzy przez cały mecz nie oddał prowadzenia ekipie Startu. Przez 39 min. i 10 sek. kutnianie byli na prowadzeniu. Po raz kolejny problemem Startu było zabezpieczenie swojej tablicy. Oddali 12 desek rywalom, w czym prym wiedli Fraser, Gabiński po 4 i Sałasz – 3. Poziom 12 zebranych piłek w ataku jest na poziomie drugiego w lidze pod tym względem Anwilu Włocławek. Efektem „oddania” tablicy było 16 pkt. drugiej szansy zdobytych przez kutnian. Powracający po problemach z plecami Wiggins ustrzelał 17 pkt. z 9 rzutów i rozdał 3 asysty. Balmazović dalej poszukuje swojego rzutu i w ostatnich dwóch meczach w sumie trafił 7 na 26 rzutów z gry. Nie zawiódł bardzo dobrze grający od początku sezonu Brandon Peterson, który zdobył 19 pkt., 13 zb., po 2 przech. i bl. Bardzo dobry transfer zarządu Startu. Najrówniej i najlepiej grający ich zawodnik w tym sezonie tylko często pozbawiony wsparcia.

Wśród zwycięzców bardzo dobre zawody zagrał Jacek Jarecki, który był najlepszym strzelcem spotkania z 20 pkt. (7/10 z gry). Dardan Berisha zdobył 15 pkt. z 14 rzutów, ale dołożył 3 asysty i 3 przechwyty.

MVP spotkania: Michael Fraser- 12 pkt., 12 zb., 4 as. to osiągnięcia centra gospodarzy. Decydującym elementem były ponowienia na tablicy gości, w których świetnie spisywał się między innymi Fraser.

Polpharma Starogard Gdański- Rosa Radom 69-54

Kibice gospodarzy obejrzeli wygraną swoich podopiecznych, ale nie zobaczyli ciekawego, obfitującego w serie punktowe meczu. 54 punkty Rosy jest to zdecydowanie najmniejszy ich wynik w sezonie (do tego meczu średnia 77.75 pkt/mecz). Trener Kamiński na konferencjach prasowych kwestionuje zmęczenie jako przyczynę słabszej gry. Ja też już was przestaje dręczyć ciągłym wspominaniem o formie fizycznej i zmęczeniu radomian. W związku z czym przejdźmy z tym do porządku dziennego i miejmy na uwadze to, iż Rosa z takim obciążeniem będzie musiała się mierzyć przez większą część sezonu.

Podopieczni trenera Kamińskiego zagrali fatalnie. Mieli aż o 7 strat więcej od rywali. Skuteczność z gry na poziomie nie pozwalającym nawet o myśleniu o wygraniu- 32.3% z gry. Słaba gra liderów- Brazelton, Bell, Sokołowski. Jackson i Adams nie radzili sobie z poczynaniami potężnego centra z Litwy- Sajusa.

Nie ma o czym pisać w odniesieniu do gry radomian. Najlepszym ich strzelcem był Brazelton- 11 pkt i 4 as.. 9 punktów Gary’ego Bella, a trzecim strzelcem zespołu był… Filip Zegzuła z 8 oczkami.

Jak wiadomo Polpharma u siebie jest bardzo niewygodnym i groźnym zespołem, który jak poczuje krew i zacznie trafiać seryjnie to ciężko jest zatrzymać strzeleckie trio Hicks-Miles-Flieger. Każdy z nich mając gorący nadgarstek trafia niesamowite rzuty z dalekich odległości lub przez ręce rywali. Z tego w końcu znany i lubiany jest Michael Hicks. No dobra i ze swojej ekspresyjności.

Wymienieni zawodnicy obwodowi złożyli się na 46 pkt. z 29 rzutów. Anthony Miles ustrzelał 16 pkt. i 3 zb. Flieger do 15 punktów dołożył 4 przechwyty świetnie pracując w defensywie m.in. na Brazeltonie. Michale Hicks uzbierał 15 pkt. (4/7 za trzy) i 4 asysty oraz 3 zbiórki.

Na pochwały zasłużyła defensywa drużyny gospodarzy. Intensywność w pracy na zawodniku z piłką, a jeśli nawet udało się gościom przełamać pierwszą linię obrony to świetnie straszył i chronił obręczy Martynas Sajus notując, aż 5 bloków. Jego vis a vis- Jackson/Adams byli zdecydowanie w cieniu młodego Litwina i nie nawiązali walki, ani w ataku ani w obronie.

MVP spotkania: statuetka ląduje w rękach Martynasa Sajusa, który zdobył 14 punktów zebrał 9 piłek i zablokował 5 rzutów. Stefa podkoszowa po obu stronach boiska należała do niego.

Energa Czarni Słupsk- Anwil Włocławek 80-75

Słupszczanie wzmocnieni Chavaughn’em Lewis’em zatrudnionym w miejsce Burrella podejmowali włocławian osłabionych brakiem Tylera Hawsa, który doznał wstrząśnienia mózgu, ale wzmocnionych pozyskanym Nemanją Jaramzem.

Obie drużyny to posiadające bardzo duże tradycje ekipy. Mecz był nie tylko o 2 pkt., ale i o prestiż oraz…. spokój przez kolejnych kilka dni. Na dodatek obie drużyny notowały przed meczem bilans 2-2, który jest poniżej oczekiwań ich kibiców oraz włodarzy.

Trener Milicić bez spoglądania w statystyki wiedział, że kluczem do wygrania z Czarnymi będzie zatrzymanie ich ofensywy nakierunkowanej na rzuty za 3. Utrudnienie życia Cesnauskisowi i Blassingame’owi było priorytetem. Obaj zawodnicy są najlepszymi strzelcami zza łuku gospodarzy, a w szczególności Mantas jest w trybie „Stephana Curry’ego” i w każdym meczu trafia średnio 3.4 rzutu za trzy (!!!) na skuteczności 58.6% (za dwa ma 33.3%). Co najciekawsze nie jest to najwyższa skuteczność w tej kategorii w lidze. Zgadniecie kto? Rozwiązanie zagadki w dalszym opisie.

O ile diagnoza jest prosta, ale zatrzymanie szybkiego jak Speedy Gonzalez- Jerela Blassingame’a już nie jest tak oczywiste. Nie tylko świetnie dostaje się pod kosz, ale potrafi znaleźć kolegów na wolnych pozycjach.

Od początku atmosfera była gorąca jak to zawsze ma miejsce w hali w Słupsku. Dużo walki i trash talkingu (ale jest Jerel więc inaczej być nie może), a wynik oscylował wokół remisu. Na tablicy wyników odnotowaliśmy 10 zmian prowadzenia i 14 remisów co dobitnie obrazuje jak zacięty był to mecz. Taki stan rzeczy utrzymywał się do połowy 4 kwarty. Od stanu 67-67 rządzili gospodarze zdobywając 11 punktów z rzędu, a po kolejnych punktach Jacksona prowadzili 80-68. Świetnie w najważniejszych momentach meczu grał duet Jackson-Blassingame (2 trójki Blassingame’a i 9 pkt. Jacksona).

Nie wiem już, który raz w karierze Blassingame wygrywa mecz dla Czarnych, ale i tym razem był niezawodny. Wsparty Justinem Jacksonem, który po słabym początku sezonu z każdym meczem powraca do formy z poprzedniego. Tym razem Paweł Leończyk poznał smak efektownego bloku Jacksona.

Wiele statystyk meczowych jest zbliżonych między drużynami, ale to o czym było wiadomo już wcześniej- rzuty za trzy były decydującymi. Z 63 rzutów oddanych przez Energę, aż 30 pochodziło zza linii za trzy (na skuteczności 36.7% i 11 celnych). Gospodarze są drużyną mającą największą średnią celnych rzutów za 3 pkt. – 10.8 ze skutecznością 36.7%!!!! Wytłuszczę: Energa zagrała na swoim normalnym poziomie rzutowym. Wcale ilość i procent nie były odbiegające od tego co średnio prezentują. Anwil w żaden sposób nie ograniczył Czarnych. Cesnauskis trafił 3 na 5 rzutów za trzy. Świetnie w tym elemencie prezentował się Blassingame- 6/12 i ta dwójka trafiła 9 na 11 trójek gospodarzy. Symptomatycznym też dla gry Czarnych jest statystyka asyst, w której są drudzy w lidze z wynikiem- 18 as/mecz, ale średnio przy 75.6 pkt. na mecz, czyli na jedną asystę przypada 4.2 pkt. (prowadzący King Szczecin- 21 as/mecz, ale 1 asysta to 4.23 pkt.). Czarni lubią grę, w której szukają pozycji do oddania rzutu zza trzy czy narzucenia do Jacksona lub Kravisha. Dla porównania goście rozdali tylko 9 asyst z czego 5 było autorstwa Kamila Łączyńskiego.

Goście pomimo porażki przez 3 i pół kwarty stawiali czoła drużynie ze Słupska. Dobrze grał Josip Sobin, który zdobył 19 pkt. i 4 zb. Kamil Łączyński rozegrał kolejne dobre zawody z 13 pkt., 5 as., 3 przech. Postawa tej dwójki jest dużym plusem Anwilu. Kamil na pewno jest czołowym rozgrywającym ligi, a dziś miał ekstremalnie trudny match-up (rywalizację z rywalem z pozycji) z Jarelem Blassingame’m.

Świetnie pod tablicami grał David Kravish, który zdobył 15 pkt., 8 zb. i kilkukrotnie kończył akcje potężnym wsadem do kosza. Do formy powraca niezwykle efektowny, a dziś i efektywny Justin Jackson- 11 pkt., 8 zb. i 2 bloki.

MVP spotkania: ….and still…. Jerel Blassingame- 22 pkt., 8 as. (6/12 za trzy). Normalny dzień w pracy Jerel’a. Ozdobą meczu jest podanie między nogami obrońcy do ustawionego na skrzydle Cesnauskisa.

KING SZCZECIN- BM SLAM STAL OSTRÓW WIELKOPOLSKI 102-83

Mamy początek listopada, a Stal jest już po zmianie trenera i zaczyna przebudowywać skład pod wymogi nowego trenera- szybko poszło jak tempo biegu Aarona Johnsona. Marvin Jefferson już jest poza klubem, a w jego miejsce został sprowadzony Robert Tomaszek i Shawn King. Niestety włodarze z Ostrowa postanowili ściągnąć z anteny serial pod tytułem „Jefferson na linii”. Do tego momentu mieliśmy 20% z linii (2/10).

Rotacja Tomaszek-Szewczyk-King-Nikołow może wyglądać całkiem obiecująco. Dwóch podkoszowych zabijaków i dwóch ofensywnie usposobionych graczy. Pole manewru w rotacji podkoszowymi trener Rajković będzie miał bardzo duże.

Szczecin jest zdecydowanym liderem PLK pod względem średniej liczby punktów na mecz. Zdobywają średnio 89 pkt. co jest wynikiem lepszym o 4.2 pkt. od drugiego Turowa. Przed meczem jedno było pewne, że znów zobaczymy bardzo dobry ofensywny pojedynek. Skuteczność na poziomie 63% za dwa i 40% za trzy przy dbałości o jakość posiadania piłki, tylko 5 strat i 25 asyst King Szczecina, świetnie obrazuje jakość schematów ataku, założeń ofensywnych oraz rozstawienia się i poruszania graczy w ataku. Stalówka walczyła, starała się nawiązać walkę i przez większą część meczu była w grze. Po 3 kwarcie przegrywała 8 pkt., ale Michał Nowakowski był bezlitosny na początku decydującej części gry i zdobył 7 kolejnych punktów dla gospodarzy, a prowadzenie powiększyło się do 15 pkt. Końcówka meczu to popis Taylora Browna oraz efektowny wsad Jakuba Garbacza.

Stówka pękła, a wygrana blisko 20 punktami sprawiła dużo radości kibicom, zawodnikom i trenerowi Łukomskiemu. Czekam na pojedynek defensywnego Polskiego Cukru z ultra ofensywnym King Szczecinem.

Dobre zawody rozegrał debiutujący w Stali Robert Tomaszek- 12 pkt. i 3 zb. w 16 minut. Pod nieobecność Johnsona (zobaczymy go jeszcze w barwach Stalówki?) głównodowodzącym ataku był Tomasz Ochońko, który statystycznie wypadł nieźle- 18 pkt. (najwięcej w drużynie gości), 4 zb. 4 as., ale i 4 straty.

Wśród gospodarzy generałem parkietu ponownie był Russell Robinson, który rozdał 10 asyst (i 8 pkt.). Świetnie grał Taylor Brown zdobywca 20 pkt. Paweł Kikowski oprócz 14 pkt. zanotował 4 asysty.

W tym miejscu jestem Wam winny rozwiązanie zagadki: najskuteczniejszym zawodnikiem zza linią 3 punktów w PLK jest Michał Nowakowski- jego skuteczność jest imponująca 61.5%. Oby tak dalej. Michał oczywiście zostaje wybrany MVP spotkania: 22 pkt. 5/7 za trzy, 5 zbiórek.

MIASTO SZKŁA KROSNO- PGE TURÓW ZGORZELEC 91-69

Mecz kończący kolejkę przyniósł niecodzienne rozstrzygnięcie. Pomimo bardzo dobrego startu sezonu beniaminka z Krosna nikt nie dawał im większych szans w starciu ze zgorzeleckim Turowem. Początek meczu nie zwiastował niczego dobrego dla gospodarzy. Turów rozpoczął od 8-20 i 18-26 po pierwszych 10 minutach gry. Zgorzelczanie mogli pomyśleć, ze wynik nie jest zagrożony i zostali skarceni w kolejnych dwóch kwartach, które łącznie przegrali 52-17!!! Na nic zdała się 15 minutowa przerwa trenerowi Fischerowi, który nie był w stanie wstrząsnąć swoimi zawodnikami i wyrwać ich z matni pudłowania. Najwyższe prowadzenie Krosna? Początek czwartej kwarty i 29 pkt. różnicy. Krótki komentarz: wow! Pewnie to samo pomyśleli zawodnicy gości po tym jak obudzili się po kilku szybkich krośnian.

Decydującym w meczu była skuteczność rzutowa obu drużyn. Turów pomimo porażki 22 punktami stracił tylko 7 piłek. Co prawda pozwolił sobie zebrać 12 razy na swojej tablicy, ale odpowiedział 10 takimi na atakowanej. Niespotykana skuteczność w rzutach zza łuku gospodarzy, którzy trafili 12 razy na 21 prób (57%). Krosno rzucało za trzy i trafiało, a Turów tylko rzucał. Tylko 25% celnych przy 24 oddanych, a trzeba przyznać, iż Turów jest najlepiej rzucającą drużyną zza łuku mając skuteczność na poziomie 40.3%. Krosno jest trzecią drużyną w tej statystyce- 38.5%.

Najlepiej w drużynie Turowa zaprezentował się Kirk Archibeque (zaskoczenie?) zdobywca 14 pkt. i 10 zbiórek. Z czysto statystycznego obowiązku wymienię Tweety’ego Carter’a- 8 pkt. i 7 as.

Ciekawostką jest, iż Miasto Szkła Krosno miało zdecydowanie lepszą skuteczność w rzutach za trzy niż za dwa (41.7% za dwa do 57.1% za trzy). Drużyna z Krosna jest zaskoczeniem nr 1 w lidze. Wielu ekspertów wskazywało, iż są skazani na pożarcie, a zarząd i trener Baranek nie mają doświadczenia w sprowadzaniu zawodników zagranicznych i popełnią błędy (tak jak wcześniej inni popełniali). Dziś już spokojnie można stwierdzić, że transfery były bardzo udane. Czerapowicz- Maddox- Woolridge to trio, w którym każdy wnosi jakość do gry i świetnie się wpasowują do drużyny. Chapeau bas dla trenera Baranka za wybór wzmocnień i nieugiętej postawy, gdy wielu mówiło, iż amerykańskie wzmocnienia będą pomyłką.

W barwach gospodarzy dobrze zaprezentował się Dariusz Oczkowicz, który trafił 3 rzuty za trzy (na 5 prób) i zdobył 13 pkt. Kolejne udane spotkanie zanotował Kareem Maddox autor 19 pkt. i 10 zb. 3 as.

MVP spotkania: Chris Czerapowicz- 25 pkt. , 6 zb., 4/4 za trzy i 5/5 z wolnych. Bardzo przyjemnie ogląda się grę Chrisa.

Paweł Doniec

Tu podaj tekst alternatywny

Redakcja
Redakcja

Redakcja PROBASKET - oficjalne konto.

Zobacz więcej tekstów

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "PLK: Niespodzianka za niespodzianką! Stelmet, Turów, Rosa na łopatkach"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
tłoknr1
Gość

byłem na mks, co zam mecz, co za atmosfera i wygrana !!!!!!!!!!

Maro
Gość

Wyczerpujące podsumowanie, mam niemalże wrażenie jakbym był na wszystkich meczach kolejki.

wpDiscuz