W trzeciej kolejce PLK koszykarze Polfarmexu ulegli AZS-owi Koszalin 57:81. Po ubiegłotygodniowej niecodziennej wygranej ze Stelmetem kutnowska drużyna w złym stylu rozpoczęła sezon we własnej hali, a swojego rozczarowania nie krył po meczu trener Jarosław Krysiewicz.


Emilia Pińkowska: – Co się stało w dzisiejszym meczu? Przed finałową odsłoną Polfarmex zdołał jeszcze kilkakrotnie zmniejszyć przewagę rywala, ale AZS  szybko odskakiwał na bezpieczną odległość. W konsekwencji goście wygrali bardzo wysoko. 

Jarosław Krysiewicz: – Dzisiaj zabrakło wszystkiego. W ubiegłej kolejce wypadł nam mecz ze Stelmetem. Do tej pory graliśmy regularnie co tydzień mecze, turnieje i trzymaliśmy ten rytm meczowy. Chętniej zagrałbym ze Zieloną Górą i bił się w meczu z mistrzem Polski niż dostał te dwa punkty w prezencie. Ale tak się akurat zdarzyło. Były momenty, że mogliśmy  wrócić do meczu, ale podejmowaliśmy zbyt nerwowe decyzje. Jak się zmniejsza ten dystans do dziesięciu punktów, to trzeba zagrać długa pewną akcję a my oddaliśmy rzut z wejścia na pograniczu ofensa i to nie wpadło. Koszykówka nie wybacza błędów. My popełniliśmy dziś tych błędów całą masę – Koszalin mniej i wygrał.

Na pomeczowej konferencji Michał Gabiński wspomniał o Waszych kłopotach zdrowotnych.

– Mieliśmy swoje problemy, ale to nas nie usprawiedliwia. Nie będziemy się tym tłumaczyć, bo zagraliśmy nie tak, jak byśmy chcieli. Te kłopoty pewnie miały jakiś wpływ na dzisiejszy wynik, ale ciężko powiedzieć, czy aż taki by zgrać tak słabo.

Pozyskanie którego z nowych zawodników, czy może zatrzymanie któregoś gracza Polfarmexu uważa Pan za największy sukces?

– Myślę, że jeszcze jest za wcześnie, by to ocenić. Wiem, że potrafimy grać w koszykówkę, bo pokazaliśmy to już przed rozpoczęciem sezonu. Mam też wrażenie, że niektórzy zawodnicy psychicznie nie wytrzymali tego pierwszego meczu w Kutnie. Po Wallace spodziewaliśmy się zdecydowanie więcej. Także mecz w wykonaniu naszych dwóch jedynek (Grzegorz Grochowski, Sebastian Kowalczyk – przyp. red.) był dużo słabszy w porównaniu do spotkania ze Słupskiem. Był to mecz, w którym nie znajduję nic pozytywnego, jednak i takie pojedynki się zdarzają. Musimy się pozbierać i zapomnieć. Wiem, że to jest slogan, ale nie ma innego wyjścia. Nie możemy teraz wieszać psów na chłopakach, bo się za chwilę nie podniesiemy. Zdajemy sobie sprawę z tego, że po dzisiejszym meczu  drużyna z Gdyni pomyśli sobie „Z kim, jak nie z Polfarmexem” i to jest dla nas następne wyzwanie.

Czy w tym sezonie Polfarmex może śmiało powiedzieć, że ma zawodnika, który będzie stanie dać drużynie spokój i dokładność w ważnych momentach?

– Mamy swój plan i pewne założenia, które w okresie przygotowawczym ćwiczyliśmy. Wtedy to wychodziło, natomiast dziś nic takiego nie możemy powiedzieć. Ciężko więc powiedzieć, że jest taki człowiek, który weźmie piłkę i „posprząta” na parkiecie. Dzisiaj takiego zawodnika na pewno nam zabrakło. Mamy w składzie chłopaków z charakterem. Ale takie mecze, jak dziś, gdy nic nie wychodzi się zdarzają . Myślę, że gorzej się już nie da zagrać, także na pewno będziemy szli do góry.

Mało szans na pokazanie się kutnowskiej publiczności mają Filip Pruefer i Arkadiusz Kobus. Drugi z nich miał już w przeszłości szansę reprezentować kutnowską drużynę. Czy może trener skomentować jaka będzie ich rola w tym sezonie?

– Dla Filipa głównym celem będzie gra i ogrywanie się w drugiej lidze. Jeżeli będzie tam czynił postępy i uznamy, że prezentuje już taki poziom, że może wskoczyć do składu ekstraklasowego i dostać jakieś minuty, to na pewno włączymy go do pierwszej drużyny. W tej chwili Filip ciężko pracuje i widać, że jest to zawodnik, który bardzo chce, ale niestety te umiejętności nie są jeszcze na takim poziomie, aby mu dały szansę grać w ekstraklasie. Natomiast Arek wie dokładnie, jaka jest jego rola w drużynie, ale nie jest to temat na szersze forum. Porozmawialiśmy z nim i wie czego od niego oczekujemy i nie widzę tutaj żadnego problemu.

Rozmawiała:
Emilia Pińkowska

fot. Marcin Nadolski

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o