PLK: Hasło „Bić mistrza” dalej w modzie

PLK: Hasło „Bić mistrza” dalej w modzie
Listopad 23 15:41 2016 Print This Article

W miniony weekend byliśmy świadkami kilku bardzo wyrównanych pojedynków, ale też juniorskiej porażki jaką otrzymali z rąk Anwilu zawodnicy z Koszalina. Gorycz porażki musiały przełknąć dwie najlepsze drużyny zeszłego sezonu i zarazem „pucharowi cze”- Stelmet i Rosa. Nie pierwszy raz w sezonie 16/17 zdarza się taka sytuacja, gdyż w piątek kolejce również obie ekipy przegrały swoje mecze. Patrząc na układ sił oraz charakterystyki drużyn jestem optymistycznie nastawiony na dalszą część sezonu. Mamy i będziemy mieli bardzo ciekawą ligę. Zadziwia postawa debiutującego Miasta Szkła Krosno z fenomenalnym wręcz Chris’em Czerapowicze’em. Bilans 5-3 może i już dziś zapewnia utrzymanie krośnianom. Chociaż apetyt rośnie w trakcie jedzenia… Za nami ciekawy weekend z kilkoma rewelacyjnymi popisami indywidualnymi, więc zakończmy wstęp i przejdźmy do sedna.

Energa Czarni Słupsk- Stelmet BC Zielona Góra 68-51

W piątkowy wieczór do Słupska zawitał Mistrz Polski- Stelmet Zielona Góra, który trzy dni wcześniej odprawił z kwitkiem w Lidze Mistrzów zespół Szolnoki. Sztab zielonogórzan mógł lekko się uśmiechnąć na wiadomość o zawieszeniu najlepszego zawodnika gospodarzy- Jerela Blassingame’a. Z jednej strony obrońcy mieli ułatwione zadanie, ale czasem powoduje to zmianę stylu gry drużyny i problem z właściwym skautingiem. Dla potencjału jakim dysponuje Stelmet nie powinno to być problemem.

Czasami są takie mecze, w których faworytowi nic nie wychodzi, a rywal na fali „zjada” w każdym aspekcie gry i trafia wszystko, niezależnie czy z wolnych pozycji, czy z kontestującym rzuty obrońcą. Tak właśnie było w piątek w Gryfii. Czarni od pierwszych minut rozbijali gości. Kravish pod koszem, a Lewis i Seweryn na obwodzie. 21 punktów zielonogórzan po 20 minutach meczu. Kosmos!

Grę Stelmetu przemilczmy. Mam nadzieję, że powrót Dragicevića to jedyne zmiany u Mistrzów Polski. Klęska jak ta w piątek uczy 10 razy więcej niż 10 pewnych zwycięstw. Jeśli uda się pozbierać i znaleźć przyczyny porażki to są one bardzo cennym doświadczeniem na przyszłość, a nerwowe ruchy nie są wskazane. Spokój i wiara w końcowy sukces. Liczy się co będzie w kwietniu, a wtedy porażka z listopada może nie mieć znaczenia.

Czarni rozegrali fantastyczny mecz po obu stronach parkietu. Bardzo dobrze przygotowani na bronienie rzutów z rogów boiska po przerzutach z mocnej na słabą stronę, które uwielbia Koszarek. Mało czystych pozycji z tych stref oddali podopieczni Stelmahersa (brawo!). Pomimo pewnej wygranej nad mistrzem to Czarni też mieli problem z trafianiem zza łuku- w szczególności dotyczyło to Mantasa Cesnauskisa, który do tego meczu był bardzo regularny w tym względzie. 8 celnych na 27 prób (29%) (w tym 1/7 od Mantasa) nie jest dobrym wynikiem. Aspekt, który zadecydował o wygranej był pick and roll grany przez Lewisa jako kozłującego i Kravisha jako stawiającego zasłonę. Z tym podstawowym elementem nie radzili sobie podopieczni trenera Gronka. Również świetnie ustawienie pozostałych zawodników gospodarzy i odległości pomiędzy nimi w sytuacjach akcji dwójkowych były kluczowe i uniemożliwiały udzielenie w ciemno pomocy przy tym zagraniu. Pomimo tego, iż Mantas pudłował za trzy to nie można go bezkarnie zostawiać za łukiem. Kilka razy był tam Łukasz Seweryn i to on przypomniał sobie jak był groźny zza łuku w poprzednich sezonach. Momentami zastanawiałem się czy Lewis z Kavishem to nie przypadkiem zabrali moce Malone’owi i Stocktonowi z lat 90 i ich znak rozpoznawczy- pick and roll  . Świetnie się to oglądało, a co raz kończył się to power dunkiem Kravisha lub punktami Lewisa.

Wśród gości na wyróżnienie zasłużył……

Żaden zawodnik nie miał dwucyfrowego wyniku w żadnej statystyce… Pomijamy. Na pocieszenie kibiców z Zielonej Góry to drugi taki mecz nie zdarzy się w tym sezonie.

Jak wspomniałem wyżej, bohaterami gospodarzy była para Kravish-Lewis wspomagana Sewerynem. Kravish zanotował 17 pkt. (z 10 rzutów) i 12 zb. i potężny eval- 29.

MVP spotkania: bezdyskusyjnie Chavaughn Lewis i jego 19 pkt., 11 as., 5 zb., 5 przech. Wobec takiej linijki do wybaczenia jest 6 strat i skuteczność 7/16 z gry.

PS. mecz ten pokazał, że Czarni mogą sprawić sporo niespodzianek w lidze. Pomimo braku Jerela i słabszej postawie Mantasa ograli w świetnym stylu Mistrz Polski.

King Szczecin-Polski Cukier Toruń 78-83

Ostrzyłem sobie zęby na ten pojedynek. Gospodarze nastawieni na wysokie tempo i ofensywne granie, a naprzeciwko nim zdyscyplinowany i mocno pracujący w defensywie zespół z Torunia. Walka żywiołów, ale jak to mówią mecz wygrasz ofensywą, ale mistrzostwo defensywą…. Pożyjemy, zobaczymy.

Pierwsze minuty i drużyna Kinga rozpoczęła z animuszem prowadząc 6 punktami po 10 minutach gry. O dziwo była to jedyna kwarta wygrana przez gospodarzy. Kolejne trzy padły łupem konsekwentnie grających gości.

Obie drużyny zanotowały identyczna skuteczność w rzutach za dwa 44.4% (20/45). W elemencie skuteczności za trzy podopieczni trenera Winnickiego potrzebowali dwóch rzutów mniej od swoich konkurentów (39.1% do 42.9%) do uzyskania 9 celnych. Elementem kluczowym była skuteczność w ponowieniu akcji po ofensywnej zbiórce. Żadna z drużyn nie zabezpieczyła swojej tablicy w zakresie o jakim marzyli trenerzy. Gospodarze pozwolili na 16 piłek w ataku torunianom, a sami zebrali 13 piłek na desce rywali. Znaczącym była jakość ponowień po atakowanej zbiórce, gdyż tutaj tylko 8 pkt. w 13 akcji, a goście 18 pkt. z 16 akcji. Podopieczni trenera Winnickiego świetnie organizowali ponowienia i wynik przekraczający 1 pkt./na akcję z ponowienia jest bardzo dobrym osiągnięciem.

Jak słabszy mecz zza łuku miał Mantas Cesnauskis tak i Michał Nowakowski, który trafił tylko 1 rzut na 6 prób. Wyręczył go Paweł Kikowski notując 100% skuteczności w tym elemencie (4/4)- 19 pkt. 3 as. Michał Nowakowski stracił prowadzenie w skuteczności za trzy na rzecz Jaramaza (tylko 4 mecze w PLK), ale pozwolił się dogonić Łukaszowi Koszarkowi i Bartoszowi Bochno (52.6% za trzy całej trójce)

Po raz kolejny Russell Robinson świetnie znajdował kolegów z drużyny i rozdał 8 asyst, do których dołożył 15 pkt. Świetnie grał Zach Robbins, który może się pochwalić 18 pkt., 8 zb., 5 bl., i 2 przech. i mocnym eval 30.

Łukasz Wiśniewski zanotował 19 pkt., ale z 14 rzutów i stracił 4 piłki.

MVP spotkania: Kyle Weaver. Świetne wyszkolenie techniczne oraz czytanie gry na wysokim poziomie. 22 pkt. z 11 rzutów oraz 3 as. i 3 zb.

Polfarmex Kutno- PGE Turów Zgorzelec 74-78

Przymierzając się do meczu zgorzelczan jednego możemy być pewni- zobaczymy bardzo dobry mecz, czy to emocjonujący czy obfitujący w ciekawe akcje indywidualne i/lub drużynowe. Tym razem nie było inaczej. W Kutnie doszło do wyrównanego pojedynku, w którym obie drużyny były na prowadzeniu w porównywalnym czasie gry, a do tego zanotowaliśmy 9 zmian prowadzenia, a remis widniał na tablicy aż 13 krotnie.

Pomimo wzmocnienia strefy podkoszowej Turowa przez Urosa Nikolica podkoszowi gospodarzy w postaci Frasera oraz Bartosza zebrali razem 7 piłek na tablicy gości (13 cała drużyna).

Po meczu ze Szczecinem trener Fischer (Turów) delikatnie wskazywał na rozbieżność w ilości przewinień kończących się rzutami wolnymi na korzyść rywali. Teraz karma wróciła do zgorzelczan i to oni oddali 10 rzutów wolnych więcej od rywali i zanotowali 9 przewinień mniej niż gospodarze. Oczywiście nie odnoszę się do poziomu sędziowskiego, a do samego faktu ilości przewinień, które drużyny popełniają. Czynników na to wpływających jest znaczenie więcej niż tylko efekt sędziowania.

Gospodarzy w meczu utrzymywała szybka organizacja po przejęciu posiadania, gdyż aż 20 pkt. pochodziło z szybkiego ataku świetnie napędzanego między innymi przez Grzegorza Grochowskiego, który rozdał 7 asyst, dołożył 8 pkt. i 2 przech. (0 strat) eval. 17- najwyższy wśród gospodarzy.

W barwach Polfarmexu dobrze zagrał wspomniany Mateusz Bartosz autor 9 pkt., 6 zb., 2 przech. eval. 16.

W ekipie gości stuprocentową skutecznością zza łuku popisał się Bartosz Bochno- 15 pkt. Powracający do PLK Uros Nikolić w 14 minut na boisku rzucił 11 pkt. Kolejne bardzo dobre zawody zaliczył Kirk Archibeque- 17 pkt. 5 zb.

MVP spotkania: Denis Ikovlev- 14 pkt., 9 zb., 3 przech. Problemy rzutowe łatał w obronie. Potrafi znaleźć element, który jest istotny do wygrania meczu. Zawodnik skarb.

Polpharma Starogard Gdański- Trefl Sopot 74-79

Na bardzo ciężki teren udał się Trefl Sopot. O „niegościnności” Polpharmy mogły się już przekonać drużyny Rosy Radom i Anwilu Włocławek. W barwach sopocian powrócił po prawie miesiącu przerwy spowodowanej kontuzją achillesa Filip Dylewicz. Od pierwszego gwizdka kibice zgromadzeni na hali oglądali bardzo wyrównany pojedynek okraszony dużą ilością walki. W samej końcówce mecz w swoje ręce wziął lider gości Anthony Ireland, który celną trójką i dwoma rzutami wolnymi wyprowadził sopocian na 3 punktowe prowadzenie.

Świetna skuteczność w rzutach wolnych Trefla miała istotny wpływ na wynik meczu. Przy porównywalnej ilości oddanych „wolnych” 22 do 21 znaczenie miała skuteczność. Gospodarze trafili tylko 15 rzutów z linii (68%) przy 20 na 21 i 95% skuteczności sopocian w tym elemencie gry. Skuteczność z linii oraz za dwa na poziomie 61% stanowiły podwaliny pod wygranie podopiecznych Martića na gorącym terenie w Starogardzie Gdańskim.

Najlepszym strzelcem gospodarzy był Anthony Miles z 17 pkt. Mirković zdobył 16 pkt., a Łukasz Diduszko zebrał 11 piłek, ale najlepszym zawodnikiem gospodarzy ponownie był Martynas Sajus- 16 pkt. (7/12 z gry, ale problemy na linii 2/6), 8 zb. (6 w ataku), 3 przech. i wskaźnik eval na poziomie 20.

Wśród gości ważne punkty zdobywał Anthony Ireland (14 w całym meczu) i Jakub Karolak (10 pkt., 8 zb., 3 as.). Udany powrót zaliczył Filip Dylewicz- 14 pkt., 5 zb.

MVP spotkania: najlepszy indywidualny mecz w sezonie rozegrał Piotr Śmigielski, który do 18 pkt. dołożył 9 zb. i po 2 as. i bl. Oby więcej takich meczów Piotrka. Stylistycznie świetnie się go ogląda.

Miasto Szkła Krosno- BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski 79-73

Przed sezonem drużyna z Krosna przez niektórych ekspertów była spisywana na pożarcie. Dziś jest w czołówce ligi z bilansem 5-3. W całym zeszłym sezonie ostatnia drużyna Startu Lublin wygrała tylko 4 spotkania. Taki wynik zespół Michała Barana uzyskał już po 6 meczach sezonu.

Zaciąg obcokrajowców okazał się strzałem w dziesiątkę, a zawodnicy rodzimi, którzy w zeszłym roku wywalczyli awans dostosowali się do poziomu PLK i są ważnymi ogniwami drużyny. Patrząc na Darka Wykę (parafrazując okrzyki kibiców w Krośnie- „Darek Wyka się PLK nie cyka”) odnoszę wrażenie, że z każdym meczem coraz lepiej się czuje w ekstraklasie.

Wracając bezpośrednio do przebiegu meczu, taki urok już tej kolejki, że mamy dużą liczbę wyrównanych spotkań i również w Krośnie do takiego doszło. Jeszcze na niecałe 2 min. do końca meczu po celnej trójce Aarona Johnsona goście prowadzili 7 punktami. Następnie faul Johnsona na fenomenalnym tego dnia Chris’ie Czerapowicz’u przy rzucie za trzy i trójka Wyki doprowadziła do tylko jednopunktowe prowadzenia Stali. Na 16 sek. do końca meczu Czerapowicz miał szansę wyprowadzić na minimalne prowadzenie gospodarzy, ale trafił tylko 1 z 2 wolnych i mecz został przedłużony o dodatkowe 5 min. Dogrywka nie była porywającym widowiskiem. Wszystkie zdobyte punkty w dogrywce pochodziły z linii rzutów osobistych! Lepiej na tym wyszli gospodarze, którzy zamknęli mecz wynikiem 8-2.

Już nie pierwszy raz w tej kolejce kluczowym elementem do wygrania był ten z pozoru najprostszy, czyli rzut osobowy. Gospodarze wykorzystali 22 próby na 26 oddanych i mieli skuteczność 84.6%. Taka skuteczność jest wyższa o 4 punkty procentowe od najlepszego w tym aspekcie średniego wyniku w sezonie notowanego przez King Szczecin. Rywale zanotowali tylko 54.5% z gry trafiając 12 z 22 rzutów. Dodam, iż są najgorzej rzucającą z linii drużyną w PLK- jedynie 62.9% w sezonie. Duch Marvina Jeffersona wciąż żywy….

Najlepszym strzelcem w ekipie Stalówki był Szymon Szewczyk autor 19 pkt., 5 zb. (4/5 za trzy). Rozgrywający Aaron Johnson dziś przemianował się na rzucającego i do 11 pkt. dołożył tylko 1 asystę, ale też 4 przechwyty. Świetnie na tablicach spisywał się Shawn King, który zebrał 18 piłek (5 na atakowanej) i dołożył 13 pkt., ale też 4 bl. (8 w dwóch dotychczasowych meczach w PLK).

W barwach beniaminka Dariusz Wyka rzucił 10 pkt., dołożył 6 zb. i wygrał defensywny pojedynek z Kingiem i zablokował 6 rzutów. Royce Woolridge zanotował 20 pkt., 3 zb., 4 as.

MVP spotkania: Chris Czerapowicz- wielką przyjemność sprawia oglądanie tego zawodnika w akcji. Potrafi uwolnić się na zasłonie i błyskawicznie oddać rzut, a także sam wykreuje sobie pozycje do zdobycia punktów. 27 pkt. i 9 zb. Nie do zatrzymania dla obrońców rywali.

MKS Dąbrowa Górnicza- Rosa Radom 71-67

Każdy kolejny mecz radomian to te same oczekiwania i te same rezultaty. Poszukują formy i nie mogą jej znaleźć. Oglądając Rosę odnosi się wrażenie, że już zaraz, już za chwilę, trzy akcje i złapią odpowiednie tempo i rytm, że zaskoczą odpowiednie trybiki. I w takim oczekiwaniu mija pierwsza kwarta potem druga i tak na zakończenie meczu mówimy: jeszcze nie tym razem. Nie wiem czy Jordan Callahan jest tu zbawieniem. Może odciążenie Brazeltona coś przyniesie, ale tutaj problem jest złożony i brak formy nie jest widoczny u tylko jednego czy dwóch zawodników. Cóż najlepiej wygląda ten, który przyszedł najpóźniej- Jarosław Zyskowski.

Swoje problemy miała ekipa z Zagłębia. Trice –plecy, Kowalenko- kostka, a Kendall Gray nie jest efektywny po obu stronach boiska. Na szczęście znów gościli w swojej hali, którą pomału można przemianowywać na „paszcze lwa”, gdyż w ostatnich tygodniach przegrały tu finaliści PLK z zeszłego roku: Stelmet i w ten weekend Rosa. Jedyną drużyną, która zdołała odnieść tu zwycięstwo to lider z Torunia. Trener Anzulović ma za to nie lada orzech do zgryzienia, gdyż drużyna zapomina jak gra się w koszykówkę jak tylko wsiada do busa.

Trener dąbrowian przez problemy zdrowotne, przede wszystkim Kowalenki, nie mógł korzystać z ustawienia, które stosował w każdym meczu z piątką zawodników mogących dowolnie zmieniać krycie. Trochę zmodyfikowane ustawienie jednak nie było tak groźne dla rywali.

Goście od początku mieli problemy z trafianiem za trzy. W pierwszej kwarcie ratował ich Darnell Jackson, który w niecałe 6 min. zanotował 7 pkt. (ale też 2 straty i faule). Drugą kwartę radomianie rozpoczęli od dołku strzeleckiego i przez 6:24 min. nie zdobyli punktów. W efekcie czego gospodarze wyszli na 7 punktowe prowadzenie sami nie grzesząc skutecznością, a ta przewaga była najmniejszym wymiarem kary dla Rosy.

Był to ciężki mecz, w którym mało mieliśmy efektownych zagrań i celnych rzutów. Radomianie mimo ogromnych problemów rzutowych za trzy oddali ich, aż 31 trafiając tylko 6 (19.4%).

W samej końcówce meczu Rosa marnowała posiadania złymi wyborami podejmowanymi przez zawodników. Gospodarze momentami sami razili nieporadnością nie potrafiąc wykorzystać błędów radomian, co po bezsensownym faulu Johnsona przy rzucie za trzy mógł wykorzystać Zyskowski i doprowadzić do remisu. W koszu wylądowały 2 z 3 wolnych (na 12 sek. do końca). Kolejne niecelne rzuty za trzy radomian i celne 3 z 4 wolnych gospodarzy zakończyły mecz. Kolejna już 4 porażka Rosy w sezonie i kolejne (piąte) zwycięstwo MKS-u u siebie w hali (wyjazdy 0-2)- najlepszy start w 3 letniej historii w PLK. W zeszłym sezonie Rosa w całym sezonie zasadniczym przegrała 7-krotnie, dziś po 8 kolejkach mają ich aż 4. Czy Jordan Callahan okaże się zbawicielem? Na pewno da trochę odetchnąć grającym duże minuty co 3 dni zawodnikom. Rosę gnębi efekt pucharów i związane z tym zmęczenie….., ale o tym miałem już nie wspominać.

Jarosław Zyskowski pudłował za trzy jak i jego koledzy, ale był najpewniejszym strzelcem drużyny. Jackson w okrojonych minutach zdobył 11 pkt. i 6 zb. Najlepszym w ekipie trenera Kamińskiego był Tyrone Brazelton- 12 pkt., 4 zb., 7 as.

Wśród gospodarzy Kerron Johnson miał 16 pkt., ale kilka złych decyzji i problemów z organizacją gry (co u niego się nie zdarzało do tej pory, 4 str. i tylko 2 as.). Ponowne wszechstronne zawody rozegrał Bartek Wołoszyn notując eval- 20 z 11 pkt., 5 zb., 4 as. i 4 przech. Jedynie te pięć przewinień obniża notę.

MVP spotkania: Piotr Pamuła- w pierwszej połowie niewidoczny. W drugiej lider, który pociągnął drużynę i dawał jej to czego akurat było potrzeba. 16 pkt., 5 zb., 3 as., 2 przech. Z uwagi na ograniczoną rotację zaczął jako rezerwowy, ale nie przeszkodziło mu to w zostaniu najlepszym zawodnikiem drużyny.

AZS Koszalin- Anwil Włocławek 45:93

Co tu dużo pisać. Wynik jak w meczu juniorskim. Pozwolić na podwojenie swojej zdobyczy punktowej na poziomie profesjonalnym to jednak dramat. Mam tylko nadzieję, że żaden z kibiców koszalinian nie dokonał samookaleczenie oglądając „popisy” swojej drużyny.

Nie ma co się pastwić nad gospodarzami, bo już zrobił to Anwil, a i pewnie kibice…. Czekamy na dalsze kroki, co w przypadku Koszalina jest oczywiste … Mam nadzieję, że jednak nie nastąpi to co zazwyczaj i trener Ignatowicz będzie mógł spokojnie wyciągnąć wnioski i kontynuować pracę. Bilans 2-5 nie jest tak tragiczny (jak na stawiane cele), ale kolejny taki mecz będzie tragedią. Nie chcę wyciągać daleko idących wniosków po takim meczu. Przyjdzie jeszcze czas na ocenę gry AZS-u, a zobaczymy jak na taki mecz zareaguje drużyna za tydzień w starciu ze Stalą Ostrów Wielkopolski. Czy był to wypadek przy pracy czy symptomy czegoś większego? Przekonamy się już w niedalekiej przyszłości. Zawodnicy AZS-u mają sporo do udowodnienia.

Koszalin trafił 3/12 z …linii rzutów wolnych. 19 strat. Tyle na temat gry gospodarzy.

Serio, bardzo ciężko jest cokolwiek ciekawego napisać o tym meczu. 11 zawodników włocławian punktowało. Wszyscy, którzy pojawili się na placu gry. Gratulację dla trenera Milicica i jego podopiecznych za to, że pomimo 26 punktowego prowadzenia po połowie dalej grali na wysokim poziomie i chcieli powiększać przewagę.

W barwach Anwilu dobrze zagrał Toney McCray autor 12 pkt. i 8 zb. Najwięcej punktów zdobył Tyler Haws- 13 pkt.

MVP spotkania: Kamil Łączyński- 10 pkt., 6 as., 3 zb., 3 przech.

Asseco Gdynia TBV Start Lublin 80-65

Lublin jechał na drugi kraniec Polski po pierwszą wygraną. Po szybkim uderzeniu gdyńska mieszanka młodości i rutyny wybiła gościom z głowy myśl o premierowym zwycięstwie. Po pierwszej kwarcie Asseco prowadziło 13 punktami., a po 20 minutach powiększyli prowadzenie do 24 punktów. Lublinianie w drugiej połowie i po solidnej reprymendzie od trenera Zakeljego nie poddali się i walczyli próbując odrobić straty. Na 6 minut do końca meczu zmniejszyli przewagę do 10 pkt., ale w kolejnych minutach gospodarze nie pozwolili na doprowadzenie do zaciętej końcówki i bezpiecznie dowieźli zwycięstwo.

Start w całym meczu zanotował tylko 5 asyst. Sami zawodnicy z Lublina wskazywali na problemy z egzekwowaniem zagrywek i brakiem balansu pomiędzy rozgrywaniem zespołowym, a akcjami indywidualnymi. Trzeba wskazać, iż Start jest drugą drużyną posiadającą najmniejszą średnią asyst w sezonie- jedynie 12.9 na mecz. Dla porównania King Szczecin notuje ich 19.9. Ponowne problemy ze skutecznością w rzutach za trzy oddając 33 próby (przy tylko 28 za dwa) na skuteczności 27% oraz 13 niecelnych wolnych przy skuteczności 52% nie mogły pozwolić na odniesienie wyczekiwanego zwycięstwa.

Gdynianie również nie posiadali pewnej ręki w rzutach zza łuku, ale równowaga pomiędzy elementem rzutu za trzy, a atakowaniem obręczy była na właściwym poziomie. Gospodarze pomimo braku klasycznych podkoszowych, na których opieraliby grę tyłem do kosza zdecydowanie korzystali z atletyczności swoich zawodników obwodowych (Ponitka, Żołnierewicz). Raz po raz atakowali obręcz gości zdobywając, aż 42 punkty ze strefy podkoszowej przy 22 punktach rywali.

Wśród gości kolejne dobre zawody zaliczył Stefan Balmazović autor 17 pkt. (4/8 za trzy) i 11 zb. Doug Wiggins zanotował 20 pkt. , 3 zb., 4 as. (z 5 całej drużyny).

Krzysztof Szubarga zdobył 14 pkt., 7 zb., 5 as., a Piotr Szczotka trafił 3 na 5 rzutów za trzy i skończył mecz z 16 pkt. i 5 zb.

MVP spotkania: i zarazem najlepszym strzelcem był Przemysław Żołnierewicz, który był odpowiedzialny za odjazd gospodarzy w pierwszej połowie – 15 pkt. w pierwsze 20 min. gry W całym meczu był autorem 21 pkt., (3/6 za trzy) i 3 przechwytów.

Paweł Doniec

fot. Adrianna Antas / MKS Dąbrowa Górnicza

  Tagi:
Redakcja
Redakcja

Redakcja PROBASKET – oficjalne konto.

Zobacz więcej tekstów

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz