Pierwszy mecz w NBA – Tim Duncan

Pierwszy mecz w NBA – Tim Duncan
Grudzień 13 18:16 2017 Print This Article

Charles Barkley tak podsumował swoje starcie z utalentowanym żółtodziobem wybranym w 1997 roku z numerem pierwszym przez San Antonio Spurs: Widziałem dzisiaj przyszłość i miała ona numer 21. Jak się później okazało w słowach legendarnego skrzydłowego nie było cienia przesady i stary lis wiedział, że ma do czynienia z postacią wybitną. W swoim inauguracyjnym sezonie waleczny podkoszowy pochodzący z Wysp Dziewiczych grał naprawdę znakomicie, spełnił pokładane w nim nadzieje i udowodnił, że zasługuje na miejsce wśród zawodowców.

Duncan był całkowitym przeciwieństwem typowej młodej, rozkapryszonej nadziei koszykówki. Tim trafił do NBA po czterech latach spędzonych na szanowanej uczelni Wake Forest zdobywając w tym czasie wyższe wykształcenie i wiele prestiżowych nagród indywidualnych. Nie był jedynie anonimowym nastolatkiem z potencjałem na gwiazdę, ale wyróżniającym się zawodnikiem, który dominował na poziomie akademickim. Prywatnie spokojny, wręcz wycofany, stronił od mediów i blasku fleszy. Wolał, aby oceniać go przez pryzmat tego co robi na boisku, a nie za to jakim jest człowiekiem.

Po rozczarowujących rozgrywkach 1996/1997 włodarze drużyny z Teksasu otrzymali dar z niebios w postaci byłego lidera Demon Deacons. Duncan dołączył do doświadczonego Davida Robinsona tworząc niezapomniany duet Twin Towers, który siał postrach wśród przeciwników z parkietu i ostatecznie zapewnił Spurs dwa tytuły mistrzowskie. Admirał był pod wrażeniem umiejętności swojego młodego kolegi z zespołu i publicznie chwalił jego dojrzałość oraz nienaganną etykę pracy: Tim jest niesamowity i jestem z niego dumny. Pracuje niezwykle ciężko bo wie, że to jedyna droga, aby być kimś w tej lidze.

Duncan zadebiutował w NBA 31 października 1997 roku w wyjazdowym spotkaniu przeciwko Nuggets. Kibice zgromadzeni w hali McNichols Sports Arena naocznie przekonali się o ogromnych możliwościach ambitnego pierwszoroczniaka, który zaprezentował bogaty wachlarz zagrań ofensywnych, a w obronie stanowił zaporę niemal nie do przejścia. Tim zanotował 15 punktów, 10 zbiórek, 2 asysty oraz 2 bloki i wraz z Robinsonem poprowadził Spurs do zwycięstwa 107-96. TD zakończył sezon 1997/1998 statystykami na poziomie 21.1 punktu, 11.9 zbiórki, 2.7 asysty i 2.5 bloku otrzymując statuetkę Rookie of the Year.

Wojciech Zwaduch
Wojciech Zwaduch

Historia NBA

Zobacz więcej tekstów

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Pierwszy mecz w NBA – Tim Duncan"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Gregor
Gość

Prawdziwy nr 1 draftu. Jeden z nielicznych w pełni trafionych, zasłużonych wyborów w drafcie.

Gnom
Gość

Za krótko

adek
Gość

Kiedyś nie lubiłem drewnianego Duncana i jego Spurs. Potem, z biegiem lat coraz bardziej go podziwiałem. Nadal jest to mój ulubiony gracz, ale na pewno jeden z tych których najbardziej szanuję.

Drydziek
Gość

Nie lubię jego stylu gry. Ale gdybym był trenerem, to chciałbym go mieć w zespole.

Grzegorz Es
Gość

Timmy to klasa, przeciwieństwo highflyera ale potwornie wręcz skuteczny po obu stronach.

Reggie 31
Gość

To był zawodnik.Nie ma tylu fanów co obecne gwiazdeczki bo grał “nudno”,ale skutecznie bez robienia z siebie klauna.5 pierścieni,3MVP finałów,2MVP sezonu i 15 All Starów.Wielki fan Punishera.Miał być w jednym z komiksów,ale niestety tylko na rozmowach się skończyło.Moim zdaniem najlepszy gracz ostatniej dekady.

wpDiscuz