Pierwszy mecz w NBA – Kevin Garnett

Pierwszy mecz w NBA – Kevin Garnett
Listopad 27 22:23 2017 Print This Article

Zawsze maksymalnie zaangażowany, niezwykle waleczny, niezłomny i stale pokrzykujący na kolegów z zespołu. Nigdy nie okazywał strachu, był liderem grającym bez respektu nawet dla najtrudniejszego przeciwnika. Nakręcała go bezpardonowa rywalizacja, a niedostatki w warsztacie koszykarskim nadrabiał katorżniczą pracą na treningach. Ikona Minnesota Timberwolves, kluczowa postać wspaniałego tercetu, który zapewnił ekipie Boston Celtics upragniony tytuł mistrzowski. Kto by pomyślał, że ten twardziel podczas swojego debiutu na zawodowych parkietach trząsł się jak galareta.

Ogromny talent Garnetta ujawnił się już na poziomie szkoły średniej. Eksperci byli zgodni, że mają do czynienia z zawodnikiem o niemal nieograniczonym potencjale. KG grał chaotycznie, a wachlarz jego zagrań był wciąż bardzo ubogi. Kevin bazował głównie na wrodzonym atletyźmie oraz znakomitych warunkach fizycznych, które pozwalały mu dominować nad rywalami z boiska. W swoim ostatnim sezonie w barwach Farragut Career Academy osiągnął znakomite statystyki na poziomie 25.2 punktu, 17.9 zbiórki, 6.7 asysty oraz 6.5 bloku. Garnett został również wybrany MVP prestiżowego McDonald’s All-American Game, a następnie niespodziewanie zgłosił swoją gotowość do nadchodzącego naboru do NBA.

Tajemnicą poliszynela jest fakt, że żółtodziób wypadł bardzo słabo na teście ACT co mogło uniemożliwić mu kontynuowanie kariery na szczeblu uniwersyteckim i pośrednio wpłynęło na decyzję o przystąpieniu do draftu. Ryzyko podjęte przez chudzielca urodzonego w Greenville w Południowej Karolinie ostatecznie opłaciło się, ponieważ KG został wybrany z piątym numerem przez włodarzy Timberwolves. Ogromnym orędownikiem talentu Garnetta był Kevin McHale, który w tamtym okresie pełnił rolę generalnego menadżera drużyny z Minneapolis. Niegdyś genialny zawodnik drużyny z Bostonu wziął go pod swoje skrzydła i osobiście nadzorował proces rozwoju nieopierzonego nastolatka.

Charyzmatyczny skrzydłowy po latach przyznał, że indywidualne zajęcia z legendą Celtics pozwoliły mu znacząco wzbogacić repertuar manewrów podkoszowych. Garnett rozegrał swoje pierwsze spotkanie w NBA 3 listopada 1995 roku. KG wszedł na parkiet z ławki rezerwowych i łącznie spędził na nim 16 minut. W jego grze, jak również podczas przedmeczowego wywiadu, dało się wyczuć tremę związaną z premierowym występem w gronie zawodowców. Kevin zanotował przyzwoite zawody jak na gracza typu prep-to-pro zdobywając 8 punktów (4-4 z gry), 1 zbiórkę oraz 1 asystę. Gospodarze z Sacramento pokonali Timberwolves 95-86, ale nieco elektryczny pierwszoroczniak pozostawił po sobie dobre wrażenie.

Wojciech Zwaduch
Wojciech Zwaduch

Historia NBA

Zobacz więcej tekstów

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Pierwszy mecz w NBA – Kevin Garnett"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Reggie 31
Gość

Nie miałem okazji oglądać jego meczy z sezonu rookie,gdyż NBA zacząłem oglądać jak Kevin rozgrywał swój drugi sezon.Pamiętam,że wtedy główną postacią był Tom Gugliota-ale krótko.Nigdy nie byłem i nie jestem jego fanem.Śmiać mi się chciało jak wyskoczył do D.Howarda a dostał z łokcia od małego A.Pellera i się uspokoił.Nie raz skakał-albo dostał albo kozaczył jak wiedział,że gracze,trenerzy nie dopuszczą do bójki.Garnett jak Love w Minnesocie konkret statsy ale po zmianie zespołu już słabiej.

b t
Gość

po zmianie zespolu natychmiastowe mistrzostwo, kolejny sezon zespol 27-2 do czasu jego kontuzji, pozniej bez KG na pokladzie zmiana trendu.

kmn
Gość

garnek zawsze miał dużo za dużo do powiedzenia.początkowo bardzo go ceniłem,ale po tym jego damskim boksowaniu stwierdziłem,że to po prostu duża gęba i tyle. łokieć pellera pamiętam. uśmiałem się nieźle. jak juz fikał to do mniejszych. jeszcze w bostonie trzy pierwsze sezony były dobre. fajna paczka była. moim zdaniem za późno odszedł z minnesoty. chyba 7 lat kończyli na pierwszej rundzie.
w 2000r vince prawie go zabił… eksplozja radości po wsadzie śmierci 🙂 niezapomniana scenka

Dżejkob
Gość

Webber Chris…Karl Malone…wiem nic nie znaczą zwłaszcza ten drugi, MCW jest ciekawszy i nikt nie pamięta bo daaawno temu zagrał pierwszy mecz….jest tylu byłych świetnych raczy o których można nie pamiętać pierwszego meczu…Grant Hill, John Stockton, Kevin Johnson…..i wielu iwelu innych

kmn
Gość

moim zdaniem czasem warto dowiedzieć się czegoś mniej lub bardziej ciekawego o kimś z drugiego planu,a nie tylko wciąż widzę le flopa,a kiedyś jordana czy wspomnianego nudziarza, malona. sory,ale miałem konwulsje patrząc na utah 2,3 dekady temu.

Gregor
Gość

Czy autor mógłby mi wytłumaczyć o jakich niedostatkach w warsztacie koszykarskim Garnetta miał na myśli?

wpDiscuz