Niedzielne pojedynki zapowiadają się równie ciekawie, co wczorajsze starcia ekip ze Wschodu. Tym razem na przystawkę, o godz. 19.00 NBA zaserwuje swoim kibicom spotkanie Cleveland Cavaliers – Indiana Pacers. Dwie i pół godziny później Oklahoma City Thunder podejmą Houston Rockets. Transmisja drugiego spotkania od 21.30 na Canal+ Sport.

Cleveland Cavaliers – Indiana Pacers (3-0), początek godz. 19.00


Po ostatnim meczu, Cavaliers mają awans na wyciągnięcie ręki. Przy stanie 3-0 i żądzy wygranej jaka towarzyszy LeBronowi Jamesowi, Cleveland są zdecydowanymi faworytami do zwycięstwa w dzisiejszym starciu. Pojedynek King Jamesa z Paulem Georgem jest  jednym z najbardziej zaciętych starć podczas pierwszej rundy tegorocznych play-offs. Obydwaj Panowie każdego wieczoru prezentują równy, wysoki poziom, nie odpuszczając swojemu bezpośredniemu rywalowi choćby na krok, zatem żadna z drużyn nie może narzekać na dyspozycję swojego głównego dowódcy. Sytuacja zmienia się, gdy spojrzymy jaką, każdy z tych zawodników ma pomoc od kolegów z zespołu.

O ile Big Three Cavs sprawdza się generalnie bez zarzutu to po stronie Pacers, Paul George wydaje się być trochę osamotniony. Obwód gra przyzwoicie, lecz wiele do życzenia pozostawia gra podkoszowych. Kiedy latem szeregi Indiany zasilił Thaddeus Young, wydawało się to istotnym wzmocnieniem. Zawodnik nie jest jednak od początku rozgrywek odpowiednio wykorzystywany. Jak gracz, który idealnie mógłby sprawdzić się jako druga opcja zespołu, może oddać zaledwie 4 rzuty w ciągu 34 minut gry? Co ciekawe chyba trener Earl Watson zauważył tę nieprawidłowość, stąd przez ostatnie dwa spotkania Young oddawał ok. 10 rzutów w meczu na skuteczności 57%.

Zupełnie niewidoczny jest natomiast Miles Turner, który poza niezwykle efektownym wsadem nad Tristanem Thompsonem nie miał dotychczas zbyt wielu powodów do dumy. Środkowy Pacers zawodzi przede wszystkim w ataku, gdzie przez sezon regularny radził sobie co najmniej nieźle. Podczas serii z Cavaliers zdobywa średnio 7.7 pkt ( 14.5 w RS) na fatalnej skuteczności 32 %! To wynik o ponad 20% gorszy od jego średniej z sezonu regularnego. Wszystko to dziwi, zwłaszcza patrząc na to jakie Cavaliers mają braki pod koszem. Władze klubu starały się z tym walczyć, jednak jak dobrze wiemy bezskutecznie. Najpierw przez minutę podjęto próbę zawojowania świata z Andrew Bogutem. Później mówiło się o powrocie Larrego Sansdersa. Teraz z kolei postawiono na Waltera Tavaresa, który jednak nie wydaje się być lekarstwem na bolączki Cavs, stąd sam na posterunku pozostaje samotnik Tristan Thompson. Problemem zespołu Tyronna Lue jest również obrona. Do tej pory cała seria jest obustronnym pokazem umiejętności ofensywnych. Indiana nie potrafi zatrzymać szarży LeBrona i spółki, co pokazał game nr 3, gdzie rozpędzeni Cavaliers odrobili 26- punktową stratę i ostatecznie odnieśli 5- punktowe zwycięstwo. Mimo to bardzo razi ich defensywa. Kawalierzy pozwalają rzucać sobie średnio 119 punktów na sto posiadań rywali. To najgorszy wynik spośród wszystkich drużyn, które kiedykolwiek prowadziły w play-offs 3-0. Może tym razem Pacers wykorzystają swój potencjał pod koszem oraz na bronionej połówce, wyszarpując dzięki temu chociaż jeden game aktualnym mistrzom. Jak zapowiada Jeff Teague, Indiana nie zamierza jeszcze składać broni.

-Teraz zagramy z dumą, Wszyscy jesteśmy rywalami i wierzymy w siebie nawzajem. Nie poddajemy się. Jesteśmy dumni i damy radę się przez nich zmieść, więc będziemy w stałym ruchu i wyjdziemy gotowi do gry- zapowiedział TeagueZagramy tak, aby nie dać im szansy na wygraną w niedzielę.

Houston Rockets – Oklahoma City Thunder (2-1), początek godz. 21.30 na Canal+ Sport

Starcie głównych faworytów do zgarnięcia tytułu MVP wciąż trwa. Po dwóch zwycięstwach Rakiet na własnym podwórku rywalizacja przeniosła się w burzowy zakątek Stanów Zjednoczonych. To właśnie w tym miejscu , 18 lat temu pojawiła się jedna z nasilniejszych trąb powiertrznych, jaka kiedolwiek została odnotowana przez człowieka. Podobnie jest dzisiaj, gdzie poruszycielem całej wichury jest nieprzewidywalny Russell Westbrook, który ostatnio nie miał za dużo powodów do uśmiechu.  Nic dziwnego. Jego historyczne triple- double miało słodko-gorzki smak. Z jednej strony nikt w historii ligi nie wykręcił jeszcze takich cyferek, z drugiej cały wyczyn nie został przypieczętowany zwycięstwem. Sam zawodnik skomentował to następująco- Pierd*lić historyczne triple-double, skoro przegrywamy.

O ile pierwszy pojedynek był pokazem dominacji Rakiet to z każdym kolejny meczem przewaga była coraz mniejsza. I tutaj byliśmy świadkami czegoś, co cechuje tych wielkich sportowców- złość sportowa. Westbrook zagrał naprawdę dobre spotkanie. Nie forsował tym razem rzutów za trzy punkty (0/1) przypominając bardziej seryjnego mordercę aniżeli jeźdźca bez głowy, do którego często porównuje się jego styl gry. Russ wykorzystywał swoją zawrotną prędkość raz po raz punktując spod kosza. Przy okazji z przyjemnością oddawał też piłkę klubowym partnerom, z czego bardzo chętnie korzystał Taj Gibson. Skrzydłowy zaaplikował przyjezdnym podczas meczu nr 3, aż 20 punktów trafiając 10 z 13 oddanych prób! Mały renesans przeżył również Victor Oladipo, który przez całą serię rzuca ze średnią skutecznością 29% z gry. Billy Dovovan wciąż jednak wierzy w jego wkład, stąd tak spora ilość minut jaką spędza średnio na parkiecie. Skrzydłowy gra każdej nocy ponad 36 minut. Mecz nr 3  pokazał, że wsparcie klubowych partnerów Russa może okazać się kluczowe dla przebiegu całej serii, która podobnie jak starcie Pacers- Cavs jest wspaniałym pokazem umiejętności ofensywnych.

Jeśli chodzi o Rockets, drużyna Mike’a D’Antoniego gra po prostu swoje. Wydaje się, że szkoleniowiec Rakiet tylko czeka, aż przeciwnikowi skończą się naboje. Trenera Rakiet cechuje przy tym ogromna pewność siebie  bowiem ma on w składzie taki arsenał strzelców, że rzadko która ekipa jest w stanie przez cały mecz dotrzymać im tempa. Podczas serii z Thunder lider zespołu, James Harden spisuje się naprawdę świetnie. Brodacz dostarcza swojej drużynie niemal 38 punktów i 7.7 asyst na mecz. Wciąż wymusza charakterystyczną dla siebie dużą ilość rzutów osobistych, czym nieraz potrafi wyprowadzić z równowagi zmotywowanego by go zatrzymać obrońcę, lecz jak to mówią- cel uświęca środki. Świetne wsparcie daje Brodaczowi dwójka kandydatów na rezerwowego roku czyli Eric Gordon i Lou Williams. Obydwaj nieustannie rozbijają zasieki rywali, czym nieraz wprawiali w zakłopotanie Billy’ego Donovana. Sweet Lou podczas starć z Thunder notuje średnio 18 punktów na skuteczności 50% z gry i 54% za trzy. Spadek formy zaliczył natomiast Ryan Anderson, który wyraźnie nie może się wstrzelić. Skrzydłowy słynie z rewelacyjnej miary zza łuku, tymczasem na razie trafił jedynie 2 z 18 prób. Być może jego przebudzenie pozwoli wrzucić Rakietom kolejny bieg.

Czy Rockets przetrwa wielką nawałnicę w Chesapeake Energy Arena? Czy pierwsze dwa mecze były tylko ciszą przed burzą? Dowiemy się tego już dzisiaj!

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
kukuMarek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marek
Gość
Marek

No i Lebrony w drugiej rundzie.

kuku
Gość
kuku

Wizards juz moga zalowac, ze zostawili drewnianego a pozbyli sie Nene. Nene razem z durnym pseudotrenerem OKC wygral mecz.
Drewno powinno sie uczyc a wiz zalowac