Pod koniec lat 60. XX wieku koszykówka, za sprawą młodego chłopaka z uczelni LSU, zmieniła się na zawsze. Rozmaite zagrania takich koszykarzy jak Steve Nash, Michael Jordan czy Magic Johnson były wzorowane właśnie na arsenale tego zawodnika. Najprawdopodobniej każdy kto próbował wykonać różne zwody kozłem właśnie go naśladował. Był też znany ze swojego zamiłowania do siłowni. Mowa oczywiście o Pete Maravichu nazywanym przez wielu „Pistol Pete”.


Nas bohater urodził się 22 czerwca 1947 roku w Aliquippa, w zachodniej Pensylwanii. Podstaw koszykówki uczył go ojciec, który grał kiedyś na uczelni, a później kontynuował swoją pasję jako trener. Petar „Press”Maravich zaczął swój drugi fach, gdy syn miał 2 lata. Przez następne lata miłość do koszykówki u Pete’ego z dnia na dzień była coraz większa. Jak sam wspominał , zaczął dosłownie „oddychać” tą dyscypliną sportu, ćwicząc dziennie po 8-8,5 godziny. Rzucanie do kosza, ciągłe doskonalenie dryblingu było nieodzownym elementem każdego dnia. Taka etyka pracy mogła tylko zwiastować wielkie sukcesy. Zaczęła to zauważać coraz większa liczba osób. W 8 klasie Pete Maravich grał już dla lokalnej drużyny uczelnianej. Miał dosyć dobry drybling, ale nie na tyle silny by móc rzucić z wyskoku. Swoje rzuty oddawał z okolic biodra za co otrzymał nieśmiertelny przydomek „Pistol” (pistolet). W ciągu pięciu następnych lat Pete poprawiał swoją tężyznę fizyczną pod czujnym okiem ojca, najpierw na Clemson University, a następnie NC State.

pete66666

W liceum młody Maravich znacznie urósł. Miał około 195 cm wzrostu i był rozchwytywany przez wszystkie uczelnie w kraju. Problem wyboru szkoły zniknął, gdy jego ojciec został trenerem na uniwersytecie LSU. Sytuacja trochę się jednak skomplikowała. Przepisy NCAA uniemożliwiały udział w rozgrywkach na pierwszym roku studiów, stąd jego pierwszy sezon nie został uznany przez władze ligi. To nie odebrało entuzjazmu naszemu bohaterowi, ale w myśl maksymy „Co cię nie zabije to cię wzmocni” Pete stał się gwiazdą uczelni. Oficjalny pierwszy rok był chyba odwetem za zeszłoroczne anulowanie jego występów. Notował średnio 43.8 punktów i 7.5 zbiórek. Był to początek szaleństwa i zachwytów nad zawodnikiem o nazwisku „Maravich”. Przez wszystkie trzy sezony na uczelni uzbierał 3,667 punktów (44.2 na mecz) co dało mu rokroczne odbieranie tytułu najlepszego strzelca NCAA. Ze względu na czasy w jakich grał, czy podczas rozgrywek na uniwersytecie czy kiedy grał w NBA nie było mu dane grać na boisku z linią za trzy punkty. Ten fakt jest przyczyną wielu spekulacji mówiących o fenomenie Maravicha. Biorąc pod uwagę to, że większość rzutów oddanych przez niego pochodziło z dalekich części boiska jego osiągi punktowe w całej karierze mogłyby ulec znacznej poprawie.

fater

Istnieją doniesienia, że były trener LSU Dale Brown badał każdy rzut Maravicha i stwierdził, że jeżeli uznano by wszystkie trafione trójki, Pete rzucał by średnio 57 punktów na mecz. To wszystko i tak nie zmienia faktu, że wiele ustanowionych przez niego rekordów z czasów uczelnianych do dzisiaj nie zostało pobitych np. ilość zdobytych punktów w historii czy ich ilość w jednym meczu. Można stwierdzić, że Pete był takim Billem Russellem NCAA. Była też druga strona medalu. W czasach uniwersyteckich Maravich coraz częściej zaglądał do kieliszka. Stawał się z dnia na dzień bardziej agresywny, a niekiedy dochodziło do bójek w zespole z jego udziałem. Nie był to jedyny przypadek w jego rodzinie. Problemy z alkoholem mieli także rodzice zawodnika. Pistol przeżył również tragedię związaną z matką , która w 1974 roku popełniła samobójstwo.

Wśród Jastrzębi

Profesjonalna kariera Maravicha zaczęła się w 1970 roku kiedy w drafcie NBA z numerem 3 wybrała go Atlanta Hawks. Dołączył do zespołu, gdzie grali Walt Bellamy oraz Lou Hudson. Obaj byli dosyć konserwatywnymi zawodnikami .Zupełnie inaczej koszykówkę postrzegał Maravich, który był typem gracza nowej ery. Szybkiego, z dobrym kozłem, rzutem z daleka oraz niesamowitym przeglądem pola. Od początku kariery jego znakiem rozpoznawczym były także charakterystyczne, opadające skarpety. W swoim pierwszym sezonie notował średnio 23.2 punktów, niestety jego drużyna odpadła podczas półfinałów konferencji. Jego związek z Atlantą Hawks trwał 4 sezony. Okres ten był dla niego owocny jeśli chodzi o sukcesy indywidualne, drużynowo nie może zaliczyć go do udanych. Ani razu podczas tych kilku lat nie doszedł z zespołem wyżej niż półfinały konferencji. Sam zainteresowany generalnie nie miał sobie nic do zarzucenia na boisku. Po za nim było już nieco inaczej. Atlancie cały czas we znaki dawały się poza boiskowe wybryki zawodnika, które m.in. zaważyły później o decyzji dotyczącej jego przenosin. Pete zagrał dwa razy podczas All-Star Weekend stając się rozpoznawalną postacią ligi. Razem z Hudsonem byli drugim w historii duetem, który zdobył w ciągu sezonu po 2000 punktów. Podczas pamiętnej serii przeciwko Boston Celtics dowodzonym wtedy przez Johna Havlicka, Maravich udowodnił swoją wartość dla drużyny notując średnio ponad 26 punktów co mecz. W ostatnim roku Atlanta nie dostała się nawet do fazy posezonowej. Pistol zdecydował się przenieść do New Orleans Jazz.

Before making his debut into professional basketball, "Pistol" Pete Maravich receives last minute instructions from Coach Richie Guerin, in Atlanta, Oct. 20, 1970. Maravich spent the first quarter of the Atlanta Hawks-Milwaukee Bucks game on the bench. (AP Photo/Toby Massey)

W rytmie Jazzu

Włodarze Jazz szukali kogoś kto porwie publiczność swoją widowiskową grą. Sukcesy były dla nich sprawą drugorzędną. Wybór padł właśnie na Maravicha, który spełniał wszystkie wymagania zarządu. Aby zasilił szeregi drużyny z Nowego Orleanu, do Atlanty powędrowało dwóch graczy i cztery picki w drafcie. Po raz kolejny Pistol spotkał się w szatni z Waltem Bellamym, dla którego sezon 1974/75 był ostatnim w karierze. Jego kolegą z zespołu był też znany wszystkim kibicom Rick Adelman, lecz nie należał on do postaci pierwszoplanowych. W debiucie Maravich rzucił 15 punktów ,lecz nie pomogło to pokonać przeciwnika. Mecz był pierwszą porażką z serii 11 kolejnych blamaży. Sezon także nie należał do udanych zarówno dla Pete’ego jak i jego kolegów z zespołu. Zawodnik rzucał z najgorszą skutecznością w karierze (41.9 %) zdobywając przy tym 21.5 pkt na mecz. Jazzmani osiągnęli bilans 23-59, co było najgorszym rezultatem w lidze. Ciekawe jest to, że indywidualny punktowy rekord sezonu (47) ustanowił w meczu przeciwko Hawks.

Władze klubu, zawiedzione występami z poprzedniego roku postanowiły zapewnić Maravichowi dużo lepsze wsparcie. Do zespołu dołączył m.in. Otto Moore, który okazał się bardzo pomocny na zbiórce. Taki obrót spraw pozwolił Pistolowi wykorzystać swoje atuty czarując co mecz wszystkich zebranych na hali kibiców. Był tylko jeden problem. Nasz bohater po raz kolejny nie miał możliwości zagrania w playoffs mimo poprawy całej gry zespołu. Nie pomagały zmiany trenerów ani transfery, które miały przecież dać mu szansę na walkę o najwyższe cele. Maravich się nie poddawał. Cały czas brał ciężar gry na siebie. Wierzył w to, że w końcu osiągnie sukces. Taktyka była dosyć prosta- wszyscy skupiali się na nim, który potrafił z piłką robić cuda. Kiedy był podwajany, część zawodników była na wolnych pozycjach, co otwierało im drogę do kosza. Z reguły właśnie w taki sposób zdobywali punkty. Jest to jedna z przyczyn braku sukcesów tego zespołu. Inne drużyny takie jak np. Washington Bullets, którzy w tamtym okresie byli jednym z faworytów do mistrzostwa nie opierali się wcale na jednym zawodniku. Gwiazdami zespołu ze stolicy byli Elvin Hayes i Bob Dandridge, którzy notowali średnio po 20 punktów na mecz i każdy z nich w dowolnym momencie gry mógł odciążyć drugiego. Indywidualnie Maravich był ligową elitą oraz ewenementem na skalę światową. Decyzje klubu i poziom reszty drużyny wołały jednak o pomstę do nieba. Jego poświęcenie dla zespołu skutkowało licznymi obrażeniami przez od czasu do czasu opuszczał pojedyncze mecze.

Sezon zakończył ze średnią 25.9 punktów na mecz co dawało mu trzecie miejsce w lidze w tej kategorii tuż za Kareemem Abdulem -Jabbarem oraz Bobem McAdoo). Na osłodę został wybrany po raz pierwszy do NBA All-team. Władze zaczęły dostrzegać, że Pete coraz lepiej czuje się w zespole. Według nich sukcesy i forma drużyny są tylko kwestią czasu.

Strzelec wyborowy

W następnym sezonie Maravich wzniósł się na wyżyny własnych możliwości. Ówczesny trener Jazzmanów, Elgin Baylor powiedział- (Oscar) Robertson był najlepszym obrońcą przeciwko jakiemu kiedykolwiek grałem. Jerry West był najlepszym graczem z jakim grałem. Pete jest najlepszym zawodnikiem jakiego w życiu widziałem.

Większość rekordów strzeleckich Maravicha pochodzi właśnie z magicznego sezonu 1976/77, gdzie w ciągu 73 spotkań zdobywał średnio 31.1 pkt i 5.4 asyst na mecz. 13 razy notował 40 punktów i więcej, a w pięciu spotkaniach zdarzyło mu się przebić granicę 50 ,,oczek”. Prawdziwym arcydziełem było to co zdarzyło się 25 lutego 1977 roku w meczu przeciwko New York Knicks. Naprzeciw drużyny Jazz stanął zespół, w którym grali legendarni- Earl Monroe, Walt Frazier czy Bob McAdoo. Cała ta trójka nie mogła się jednak równać z talentem ” faceta w obwisłych skarpetkach”, który rzucił im wtedy aż 68 punktów!!! Był to występ wyjątkowy z kilku powodów. Po pierwsze Maravich ustanowił wtedy rekord ilości punktów rzuconych kiedykolwiek przez obrońcę. Był to także ówczesny trzeci najlepszy wynik w historii ( po Wilcie Chamberlainie i Elginie Baylorze, który był właśnie trenerem naszego rekordzisty). Oprócz tak dużej ilości punktów Pete 6-krotnie faulował rywali co daje mu rekord w ilości punktów z tyloma przewinieniami na koncie.

Zawodnik zdobył w każdej kwarcie odpowiednio 17,14,17 i 20 punktów. Po meczu powiedział- Mogłem zdobyć większą ilość punktów. Spudłowałem dużo łatwych rzutów w tym meczu.

[ot-video][/ot-video]

Wyobraźmy sobie co by było, gdyby Maravich żył w czasach rzutów za 3 punkty. Po raz kolejny ten jego rekord wydaje się być pokrzywdzony przez ówczesne zasady, dlatego pozostaje mi tylko zakończyć tą relację pomeczowym komentarzem Reda Holzmana, trenera KnicksOn jest po prostu fenomenalny.

Zdobycie tytułu najlepszego punktującego sezonu pozwoliło mu porównywać się do takich ikon jak Rick Barry czy George Mikan, ponieważ stał się kolejną osobą, która została królem strzelców NBA oraz NCAA. Obrońca zaliczył także swój 3 występ w All-Star Game(10 punktów), a także po raz drugi z rzędu wybrano go do najlepszej piątki ligi. Pasmo sukcesów indywidualnych znowu nie znalazło odzwierciedlenia w triumfach drużynowych. To smutne, że zarząd po raz kolejny nie umie zapewnić mu dogodnych warunków do wygrywania. Przebłyski pomocy takie jak te z 10 kwietnia kiedy razem z Natem Williamsem zdobyli po 40 punktów nie wystarczały, bowiem w lidze było kilka duetów, które co noc potrafiły przesądzić o losach spotkania. Lider Jazz nie mógł liczyć na niczyją pomoc. Jego stan zdrowia także nie był najlepszy. coraz częściej z gry wykluczały go problemy z kolanem. Kontuzji nabawił się 31 stycznia w meczu przeciwko Buffalo Braves. Po uderzeniu prawym kolanem o parkiet przez ponad minutę zwijał się z bólu trzymając się za źródło całego bólu. Wstępna diagnoza mówiła o  “skręceniu kolana” jednak jak się dzień później okazało Maravich doznał częściowego zerwania więzadła bocznego. Zawodnik postanowił poddać się operacji, który go wykluczyła z dalszej gry podczas trwających rozgrywek. W ciągu następnych dwóch sezonów opuścił ponad 60 spotkań, a jego stan wcale się nie poprawiał. Żeby odwzorować jego wielkość w kanonach NBA warto podkreślić, że podczas tych ciężkich sezonów notował średnio 24.8 punktów na mecz na skuteczności 43% z gry. Nasz bohater zaczął myśleć o zakończeniu kariery, dlatego postanowił zmienić trochę kurs.

Łabędzi śpiew

W sezonie 1979/80 Jazzmani zmienili swoją siedzibę z Nowego Orleanu na Utah. Nigdy wcześniej stan zdrowia Maravicha nie był, aż tak zły. Zawodnik zagrał w pierwszych 17 spotkaniach sezonu, następnie z powodu nasilającego się bólu musiał opuszczać część treningów. Cała ta sytuacja nie podobała się nowego szkoleniowcowi Jazzmanów, Tomowi Nissalke, który nie chciał dopuszczać do gry zawodników odpuszczających ten rodzaj szkolenia. Surowe zasady bardzo utrudniały kontynuowanie kariery Pete’owi. Przez następne 24 mecze mógł jedynie przyglądać się  swojej drużynie z ławki rezerwowych. Stopniowo wzrastała jego frustracja. Nową gwiazdą zespołu miał zostać Adrian Dantley, który można powiedzieć “wygryzł” dotychczasowego lidera. W styczniu odstąpiono od jego kontraktu. Maravich postanowił związać się z Boston Celtics, licząc na grę w playoffs. Jego nowym kolegą z zespołu został debiutant, niepozornie wyglądający młodzieniec- Larry Bird. Obydwaj Panowie byli przez lata w wielu aspektach ze sobą zestawiani. Pistol zagrał w 26 meczach wspierając zespół z ławki rezerwowych. Ta rola była dla niego idealna, ponieważ nie był obarczony odpowiedzialnością za cały zespół, mógł się oszczędzać i dodatkowo cieszyć się grą. Koszykarze z Bostonu zakończyli sezon z bilansem 61-21, który był zdecydowanie najlepszym, jeśli chodzi o sukcesy drużynowe, okresem w jego karierze. Wszyscy byli pewni, że wreszcie odnalazł swoje miejsce na ziemi i zdobędzie wymarzone trofeum. Wpływ na wyniki zespołu podczas playoffs był niewielki. Pierwsze skrzypce należały do Birda oraz Cedrica Maxwella. Kiedy Celtics awansowali do finałów konferencji fani Pistola naprawdę mieli powody do radości. Ich idol jeszcze nigdy nie był tak blisko szczytu NBA. Na drodze do szczęścia stanął jednak Julius Erving, który zdominował całą serię wprowadzając swój zespół do ścisłego finału. Problemy z kolanem były coraz większe, dlatego Maravich postanowił zakończyć karierę. Od sezonu 1979/80 liga wprowadziła linię rzutów za trzy punkty. Szkoda, że to tak późno nastąpiło zważywszy na jego predyspozycje do strzałów z daleka. Pete oddał tylko 15 takich rzutów z czego trafił 10. Kto wie jak potoczyłaby się jego kariera, gdyby wcześniej wprowadzono ten element gry. Ironią losu jest na pewno to, że kilka miesięcy po zawieszeniu przez niego butów na kołku Boston zdobył mistrzostwo. Czyżby klątwa Elgina Baylora?

[ot-video][/ot-video]

Boska zmiana

-Jednego dnia zagrałem i zdobyłem 38 punktów, niedługo później skończyłem z koszykówką. Czułem się jak narkoman po odstawieniu heroiny- powiedział po latach Pistol.

Po zakończeniu kariery Maravich nie dbał o medialność. Totalnie odciął się od świateł jupiterów, odchodząc w cień na własne życzenie. Cały czas na emeryturze zamierzał poświęcić rodzinie, która zawsze była dla niego najważniejsza. Wszystko się jednak zmieniło, jak twierdził Pete, po rozmowie z Bogiem, który kazał mu zmienić swoje życie. Zawodnik skończył z piciem, stał się zagorzałym katolikiem i powrócił do gry w koszykówkę. Coraz częściej martwił się o własne zdrowie i przyszłość swojej rodziny. Zaczął inwestować w różnego rodzaju akcje, które miały zapewnić dochód jego bliskim. Sam zamawiał masę preparatów i witamin. Sądził, że dzięki nim i głębokiej wierze dożyje sędziwego wieku. Kiedyś, jeszcze podczas gry dla Hawks powiedział– Nie chcę grać w NBA przez 10 sezonów i umrzeć na zawał w wieku 40 lat.

Oprócz tego polepszył stosunki ze swoją byłą drużyną, Utah Jazz którzy w 1987 roku zastrzegli jego numer. W tamtym czasie stworzył również serię filmików pt. ,,Pistol Pete Homework Basketball”. Była to składanka czterech części poświęconych pracy nad poprawą dryblingu, panowaniu nad piłką, rzutom a także innym umiejętnościom koszykarskim. Filmiki były skierowane do każdej osoby chcącej poprawić swoje umiejętności niezależnie od jej wieku. Tego samego roku Maravich został przyjęty jako najmłodszy zawodnik w historii do Galerii Sław.

Finał

5 stycznia 1988 roku w Pasadenie Pete zasłabł po luźnej gierce ze swoimi przyjaciółmi. Miał zawał serca. Lekarze przez około godzinę próbowali go uratować jednak tym razem Maravich nie okazał się na tyle silny by wygrać walkę o życie. Później stwierdzono, że Pistol miał wrodzoną wadę serca.

Pete Maravich jest idealnym przykładem ogromnego poświęcenia dla koszykówki. Kiedy był młody spędzał całe dnie na doskonaleniu swojego warsztatu. Później na boisku doznał kontuzji, która dawała mu się we znaki  do końca życia. Serce, które biło w rytmie koszykówki nie wytrzymało obciążeń. Ta cała ironia losu odebrała nam jednego z najlepszych zawodników w historii tej dyscypliny. Można mówić wiele o jego fenomenie, można także zarzucać mu, że nigdy nie osiągnął za wiele z zespołami, w których miał okazję grać, jednak jego poświęcenie powinno być dla nas nieskazitelnym wzorem etyki pracy i pasji. Większość koszykarzy zachwycających nas obecnie widowiskową grą, czerpało inspiracje właśnie od niego. Szkoda, że o takich postaciach jak on nie mówi się zbyt często. Podobnie jest w przypadku innych gwiazd takich jak Rick Barry, Wilt Chamberlain czy Wes Unsled. Może dlatego, że są to dla wielu z nas zbyt odległe czasy?

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Lv1CikosTkk Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Tkk
Gość
Tkk

Taka prehistoria, że nikt nic nie ma do powiedzenia 😉 ciekawe czy jest tu ktoś kto widział. strasznie mnie jaralo jego kozlowanie piszczelami. Fantastyczna sztuczka. Długo zajęło opanowanie tego numeru 😉

Cikos
Gość
Cikos

Czas troszeczke za odlegly jak dla mnie,ale niewiele ? Bardzo fajnie czyta sie skrocone biografie takich kozakow.
Czekam na kolejnego typa ?

Lv1
Gość
Lv1

Dobry zawodnik. Historie ta poznałem w latach 90 w filmie fabularnym pt Pit pistol, którego teraz nie można znaleźć na necie. Szkoda