Denver Nuggets z bilansem 6 – 9 i 10 miejscem w Konferencji Zachodniej nie są nośną medialnie drużyną. Warto jednak odnotować, że w tej ciekawej, młodej ekipie widać interesującą koszykówkę, której już od kilku lat stara się przewodzić Kenneth Faried.


Faried to złoty medalista Mistrzostw Świata 2014 z reprezentacją USA, natomiast w 2016 roku znalazł się w szerokiej kadrze na Igrzyska Olimpijskie. Jego udział w turnieju sprzed dwóch lat niektórzy mogą nazwać szczęściem, rezultatem rezygnacji kilku pierwszoplanowych nazwisk ligi, jednak nie zmienia to faktu, że gracz Bryłek był czwartym punktującym drużyny, z drugim największym odsetkiem celnych rzutów. Taka podpora reprezentacyjna to zatem istotna postać w klubie.

I faktycznie, o Faridzie słyszało już pewnie wielu, jednak w tym sezonie pojawia się o nim zauważalnie mniej wzmianek. Przyczyną tego faktu jest spadek statystyk w jego najbardziej rozpoznawalnej dziedzinie – ataku. Wobec średniej z poprzedniego sezonu, Amerykanin zdobywa teraz o 4 punkty mniej, na skuteczności o prawie 10% mniejszej. Jak pamiętamy, Manimal głównie znany jest ze swoich monstrualnych wsadów, które są składową wielu TOP 10. Mniejsza ilość zdobywanych punktów siłą rzeczy obniżyła liczbę jego atletycznych wyczynów.

Ciekawie robi się jednak, gdy spojrzymy na statystyki obronne w tym sezonie. Długowłosy zawodnik jest aktualnym liderem drużyny w zbiórkach (9.3), przechwytach (1.3) i blokach (1.1), a przy tym każda z tych wartości to jego najlepszy wynik kariery w danej kategorii. Defensywa Farieda zawsze kłuła w oczy, kontrastując z jego efektownymi dokonaniami przy koszu przeciwnika, jednak nie można nie zauważyć, że obecnie poprawił on ten element swojej gry. Wydaje się natomiast, że odbyło się to niestety kosztem wskaźników ataku, które po wspomnianym spadku stały się dla odmiany najniższymi w karierze (8.7 PPM i 47.4% FG).

Manimal to strasznie niestabilny zawodnik, w każdym momencie kariery ewidentnie jakiś element rzemiosła u niego szwankuje. Europejska ekspansja w składzie Nuggets spowodowała, że wśród wysokich graczy panuje ostra konkurencja o boiskowe minuty. Doskonale widać to w przypadku Farieda, którego mecze, jako zawodnika pierwszej piątki i wychodzącego z ławki, rozkładają się na dwie, niemal równe części. O ile ta rywalizacja wpłynęła pozytywnie na jego grę w obronie, o tyle w ataku nastąpiło załamanie. Warto jednak mieć go na oku – trener Malone powiedział ostatnio, że dyscyplina Farieda zaczyna dorównywać jego atletyzmowi i ma on wszystko, co potrzebne, by stać się wielowymiarowym i wszechstronnym obrońcą. Ponadto sam zainteresowany, wcześniej w tym sezonie, wyraźnie zapowiadał walkę o to, by ponownie jego miejsce w pierwszej piątce stało się pewne i wyrażał głębokie niezadowolenie utratą roli startera.

Być może to przedkładanie swojej dumy nad drużynową pomyślność, a być może wyraz nieprzejednanej ambicji sportowej. Oby ta druga przyczyna okazała się prawdziwa i w ślad za deklaracjami pójdzie praca nad jeszcze lepszą grą w wykonaniu Manimala. Powrót do najlepszych statystyk w ataku, przy jednoczesnym utrzymaniu poziomu gry pod własnym koszem, zapewni drużynie bardzo solidny filar, o jaki będzie mogła oprzeć swój młody, budujący się skład.

Tekst: Piotr Zach

NBA: Przedłuży się przerwa Russella?

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o