Memphis Grizzlies w swoim pierwszym meczu sezonu pokonali przed własną publicznością Minnesotę Timberwolves 102:98, a jednym z bohaterów został Vince Carter. Weteran zdobył tylko trzy punkty, ale zdecydowanie ważniejsza okazała się jego postawa po bronionej stronie parkietu.


Vince Carter ma już 39 lat na karku, ale wciąż udowadnia, że wiek nie jest barierą. Oczywiście, nie jest w stanie skakać już tak wysoko, grać tak dynamicznie i każdej nocy decydować o losach swojego zespołu, jednak ciągle ma do zaoferowania bardzo wiele. Niedawno nie wykluczył udziału w przyszłorocznym Weekendzie Gwiazd, a minionej nocy pierwszy raz zobaczyliśmy go na parkiecie w sezonie 2016/17.

Statystyki nie oddadzą tego, jak ważnym graczem okazał się w spotkaniu inaugurującym nowe rozgrywki. Trzy punkty, siedem zbiórek, zaledwie jeden celny rzut z czterech oddanych. Ale to mało istotne. Najważniejsze i kto wie, czy nie kluczowe dla ostatecznego rozstrzygnięcia, było to, co wyprawiał w defensywie.

W decydującej czwartej kwarcie zatrzymał bowiem młodszego o 18 lat lidera Wolves – Andrew Wigginsa. Nadzieja Leśnych Wilków w pierwszych trzech odsłonach zdobyła łącznie 23 punkty, ale w ostatnich 12 minutach dołożyła tylko dwa – zamieniając na punkty nic już nie znaczące rzuty osobiste, na niespełna dwie sekundy przed ostatnią syreną.

Carter jak rzep przykleił się do swojego rywala i nie pozwalał na dojście do łatwych pozycji. Wiggins w czwartej kwarcie oddał w sumie dwa rzuty z gry, oba kontestowane i oba niecelne. Między innymi dzięki temu Grizzlies zwyciężyli tę część rywalizacji 26:23 i cały mecz 102:98.

Po prostu starałem się być na swojej pozycji, kontestować rzuty i grać fizycznie – skomentował Carter. Przyznał jednocześnie, że był wściekły, gdy Wiggins w końcówce trafił na linię rzutów wolnych, bo przyjął sobie za cel, aby zatrzymać go przy zerowym dorobku. – On skacze trochę wyżej ode mnie i jest trochę szybszy, dlatego dla mnie ważne było, by zrozumieć jego grę i jak najbardziej ją uprzykrzyć. Widzieliśmy w pierwszej fazie meczu, że jest w stanie trafiać z trudnych pozycji. Siedziałem z boku i zastanawiałem się, jak można się temu przeciwstawić. To zadziałało – dodał weteran.

Oczywiście nie mogło zabraknąć pytań na temat postawy Vince’a w ofensywie. Wszak w swojej wieloletniej karierze najlepiej dał się poznać właśnie z tej strony, notując na przestrzeni 18 sezonów średnio 18,8 punktu na mecz. – Dotarłem do momentu, gdzie już nic nie muszę udowadniać w ofensywie. Jednocześnie jednak wciąż wiem, na co stać mnie w tym aspekcie. Kiedy zespół będzie tego potrzebował, znów będę oddawał więcej rzutów – skomentował.

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
piktłoknr1 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
tłoknr1
Gość
tłoknr1

on skacze wyżej od mnie, i to mówi najlepszy meczowy dunker w historii z wyskokiem jak z trampoliny , skromności i profesjonalizmu oraz miłości do gry a nie tylko hajsu powinni się uczyć od niego wszyscy ,

pik
Gość
pik

Nic dodać, nic ująć.