NBA: Prawdziwy kopciuszek NBA czyli historia Los Angeles Clippers

NBA: Prawdziwy kopciuszek NBA czyli historia Los Angeles Clippers
Kwiecień 04 19:19 2017 Print This Article

Większość z nas jeszcze kilka lat temu myśląc Los Angeles bez zastanowienia dokańczało Lakers. Ostatnie sezony słabości Jeziorowców zaczęły powoli ten trend zmniejszać, a wśród sympatyków koszykówki pojawia się coraz więcej fanów Clippers. Dzisiaj postanowiłem przybliżyć Wam nieco historię kopciuszka najlepszej ligi świata.

Początki tuż nad rzeką Niagara

Korzenie Clippers znajdują się w spokojnym mieście, Buffalo. W latach 60. XX w. dwoma ulubionymi drużynami tutejszych mieszkańców były Bills oraz Canisius College. Pierwsza z nich mogła poszczycić się zdobyciem dwóch tytułów mistrza American Football League ( zanim powstało NFL). Był to odpowiednik dzisiejszego Super Bowl. Zimy mieszkańcy Buffalo spędzali śledząc poczynania swoich idoli podczas Little Three w hali Auditorium Canisius, wypełnionej po brzegi gęstym papierosowym dymem. Nie było to NBA, dla kibiców emocje były duże większe.

– Koszykówka Canisius była wtedy najważniejsza- wspomina Tony Masiello, była gwiazda Canisius, który później został burmistrzem Buffalo– Ludzie nie pamiętają już intensywności i znaczenia tamtych Canisius oraz koszykówki Little Three w sobotni wieczór na hali Auditorium. Dopóki Sabres i Braves nie przyszli, sobota była własnością Canisius College. To był typowy sobotni wieczór w Buffalo. Każdej soboty była pełna widownia.

Buffalo w tym czasie kwitło, a w związku z tak ogromną popularnością tych dyscyplin miejsce to stało się coraz bardziej łakomym kąskiem dla przyjezdnych. Po pewnym czasie do drzwi miasta postanowiły zapukać dwie największe ligi sportowe- NHL i NBA, które zapragnęły na początku lat 70. XX w. powiększyć nieco ilość drużyn. W 1970 roku do najlepszej ligi hokejowej świata dołączyło Vancouver oraz właśnie BuffaloNBA zostało wtedy rozbudowane przez nowe zespoły z Cleveland i Portland.

Drużyna Sabres (NHL) nie miała na swojej drodze większych przeszkód. Bracia Seymour i Northrup Knox dysponowali na tyle wysokimi pieniędzmi, że wynegocjowali z miastem porozumienie na mocy którego daty ich spotkań na hali Aud nie kolidowały z Canisius. Ponadto bracia byli urodzeni i wychowani w Buffalo. Mieli także powiązania polityczne z wpływową częścią miasta.

Braves to zupełnie inna bajka. Franczyzobiorcą mieli zostać partnerzy firmy inwestycyjnej Neuberger, Loeb & Co.  z siedzibą na Manhatannie. Według New York Times popełnili oni masę błędów, które doprowadziły do wielu procesów sądowych i tymczasowego upadku klubu wkrótce po jego zakupie. Wtedy właśnie pojawił się Paul Snyder. Typowy człowiek sukcesu. Futbolista uniwersytecki, zapaśnik, który dorastał w Pensylwanii i ukończył Uniwersytet w Buffalo. W 1958 roku założył firmę Freezer Queen produkującą mrożonki. Później stworzył także park rozrywki, Darien Lake o łącznej powierzchni ponad 2 km². W kwietniu 1970 roku sprzedał swoje prawa do firmy za kwotę około 22 milionów dolarów. Porównując realia wtedy i dziś można to porównać do sumy 142 milionów dolarów. Oprócz wspomnianych biznesów mężczyzna zakładał kolejne inwestycje przez co mówiło się, że ,,Snyder czego się dotknie to zamienia w złoto”. I tak ni stąd ni zowąd amerykański przedsiębiorca postanowił wykupić franczyzę koszykarską za 4 miliony dolarów.

–  Żyłem na bardzo wysokim poziomie- powiedział wtedy Snyder– Właśnie sprzedałem moją firmę. Byłem na szczycie świata. Już jestem właścicielem jeziora Darien. Posiadałem wiele nieruchomości, więc byłem na fali. Byłem także sportowcem w college’u. Znałem wielu ludzi w sporcie i zaprzyjaźniłem się z Ralphem Wilsonem ( właściciel Buffalo Bills w latach 1959-2014, przyp. redakcji). Poszedłem za sportem.

– Biorę swojego syna nad Niagarę, aby mógł zobaczyć pierwszy raz w życiu NBA, a ten cholerny mecz został przedłużony o dogrywkę, którą Braves wygrali- wspomina SnyderTo było naprawdę ekscytujące. Postanowiłem sprawdzić, czy mógłbym kupić zespół na miejscu. Kierowały wtedy mną emocje. Mój syn był bardzo podekscytowany, mówiąc ,, Tato! Musimy to zrobić”, wiec go kupiłem.

Pierwszy ruch biznesmena to napisanie czeku dla NBA i przejęcie praw do zespołu. Drugi to wyrzucenie każdej osoby z klubu, która pracowała dla Neuberger- Loeb. W międzyczasie kiedy fani oglądali już swoich nowych idoli na parkiecie mężczyzna rozwiązał wszystkie problemy prawne i finansowe, które pozostawili po sobie pierwsi właściciele.

– Kupiłem ten zespół, aby go uratować- powiedział Snyder– Myślałem, że robię coś dobrego dla miasta. Ten zespół NBA prawdopodobnie będzie dobry. Bycie jego właścicielem może być naprawdę ekscytujące.

Bob McAdoo i dominacja kopciuszka z Buffalo

Przez pierwsze dwa sezony na parkietach NBA koszykarze Braves wygrali łącznie 42 spotkania. Liderami zespołu byli Bob Kauffman oraz Don May, którzy dopiero pod kopułą hali Auditorium mogli rozwinąć skrzydła. W trykocie Braves osiągali średnie na poziomie 20 punktów, które były ich tzw. “życiówkami”. Trenerem zespołu była legenda lig NBL, BAA orz NBA, Adolph Schayes. Jego osoba skusiła Snydera swoim tytułem trenera roku z 1966 roku kiedy to poprowadził Philadelphię 76ers z Wiltem Chamberlainem na czele do bilansu 55-25. Nikomu jednak nie przyszło wtedy do głowy, że za wyniki zespołu nie była odpowiedzialna wspaniała myśl trenerska Schayesa, a niezwykłe umiejętności “Szczudła”.  Wszystko potwierdziło się kiedy szkoleniowiec objął Braves, gdzie po rozgrywkach 1971/72 został przez Snydera zwolniony. Szansę na poprawę reputacji zespołu otrzymał Jack Ramsay, również były trener 76ers, a w przyszłości mistrz NBA z Portland Trail Blazers ( 1977). Braves okazję do podniesienia własnych notowań widzieli podczas ceremonii draftu. W trakcie pierwszej loterii wybierali z numerem trzecim(1971) stawiając na Elmore’a Smitha, późniejszego rekordzistę NBA w ilości bloków (17). Druga selekcja okazała się kluczowa, bowiem szeregi zespołu zasilił wtedy pominięty przez Blazers, Bob McAdoo. To właśnie dzięki temu utalentowanemu zawodnikowi Braves wyszli z ligowego dołka. Szkoleniowiec Buffalo miał olbrzymie problemy, aby przydzielić pozycję 21-letniemu Big Macowi, który dzięki swojej wszechstronności mógł grać na pozycjach od 3-5. Trener Ramsay początkowo próbował go jako niskiego skrzydłowego z powodu ponadprzeciętnej sprawności i świetnego rzutu, lecz po czasie zauważył, że Bob dużo lepiej spisuje się w grze bliżej obręczy. McAdoo miewał także problemy z zatrzymaniem szybszych od siebie skrzydłowych, co pokazał mecz przeciwko Knicks, gdzie Bill Bradley rzucił przeciwko niemu, aż 38 punktów. Szkoleniowiec przywrócił go na pozycję podkoszową, dzięki czemu Big Mac mógł pokazać cały wachlarz swoich umiejętności. Ze średnimi 18 punktów i 9 zbiórek zawodnik został ogłoszony debiutantem roku. Wraz z końcem rozgrywek zespół pożegnał Elmore’a Smitha, który mógłby ograniczać rozwój młodej gwiazdy Braves. Klub postanowił też wzmocnić się na innych pozycjach. W ramach wymiany z Lakers za Smitha Buffalo otrzymało solidnego skrzydłowego Jima McMillana. Ponadto szeregi zespołu wzmocnił też Gar Heard oraz Ernie DiGregorio. Ten ostatni został podczas debiutanckiego sezonu najlepszym podającym ligi. Dzięki silnym wzmocnieniom Braves z miejsca stali się najbardziej ofensywną drużyną NBA rzucając przeciwnikom średnio, aż 111 punktów na mecz! Liderem zespołu był nie kto inny jak McAdoo, który dokładał do dorobku zespołu 30.6 “oczek”(najlepszy w lidze) oraz 15.1 zbiórek co noc. Braves zakończyli tamte rozgrywki bilansem 42-40 po raz pierwszy awansując do fazy play-off. Ich zapały zgasili jednak przyszli mistrzowie NBA, Boston Celtics. To była tylko cisza przed burzą. Następny sezon Braves zakończyli bilansem 49- 33 stając się ligową elitą. Główny dowódca, Bob  McAdoo każdej kolejnej nocy wyglądał na coraz większego dominatora. Dzięki rewelacyjnej dyspozycji objawiającej się średnimi 34.5 punktów ( najlepszy w lidze) oraz 14.1  zbiórek został uznany najlepszym zawodnikiem rozgrywek. Podczas pierwszej rundy play- off jego zespół musiał zmierzyć się ze świetnymi Washington Bullets dowodzonymi przez Elvina Hayesa i Wesa Unsleda. Tamte pojedynki można określić mianem kultowych. Podczas czwartego meczu McAdoo był po prostu nie do zatrzymania. Trener drużyny ze stolicy, K.C. Jones wystawiał przeciwko niemu tamtej nocy, aż czterech obrońców. Nic z tego! Big Mac rzucił wtedy 50 punktów ( 20 do przerwy) prowadząc Braves do zwycięstwa. Do dzisiaj jest to jeden z najlepszych indywidualnych występów w tej fazie sezonu. Podczas całej serii McAdoo nie zszedł ani razu poniżej 34 oczek w meczu, lecz ostatecznie musiał po siedmiu spotkaniach uznać wyższość rywala. Mimo kolejnej klęski apetyt na mistrzostwo włodarzy klubu tylko wzrastał.

Rok później Braves wygrali tylko 3 mecze mniej niż podczas zeszłych rozgrywek. McAdoo wciąż dominował. Sport Illustrated nazwało go ,, najszybszym wysokim graczem, najlepszym strzelcem oraz najbardziej zdumiewającą maszyną do punktowania podczas gry w koszykówkę”. Pochwał nie szczędził także Bill Russell, który powiedział, że Big Mac ” jest nie tylko najlepiej rzucającym wysokim graczem, ale w ogóle najlepszym strzelcem w historii koszykówki”. Taka marka zobowiązywała do sukcesów drużynowych. Braves po raz pierwszy odkąd pojawili się na mapie NBA przeszli pierwszą rundę play- offs ogrywając Philadelphię 76ers. Nasz dominator oprócz siebie mógł liczyć także na kolegów z drużyny. Randy Smith wraz z Jimem McMillanem dostarczali łącznie ok. 42 punktów co noc. Ich następnym przeciwnikiem byli niestety, po raz kolejny późniejsi mistrzowie ligi, Boston Celtics. Celtowie już od początku pierwszego spotkania narzucili tercetowi Braves trudne warunki. McAdoo został zajeżdżony przez świetnego tej nocy Dave’a Cowensa. 25- latka zatrzymano na zaledwie 16 “oczkach”, co przy jego dominacji wydawało się po prostu niemożliwe. Odkuł się jednak w następnym meczu, gdzie rzucił, aż 40 punktów. Niestety Braves nieznacznie polegli, a stan rywalizacji wynosił 0-2 dla Bostonu. Rywalizacja przeniosła się do Buffalo, gdzie miejscowi zdołali urwać 2 mecze. Było to jednak wszystko co zdołali w tamtym roku ugrać. Następne dwa spotkania wygrali Celtowie eliminując z gry naszego bohatera i jego drużynę. Po sezonie został zwolniony Jack Ramsay, obwiniany za niemoc zespołu podczas play- offów. Porozumienia w sprawie nowego kontraktu nie mógł znaleźć też Bob McAdoo. Zawodnik pokłócił się wcześniej z właścicielem klubu kiedy skarżył się na kontuzję pleców. McAdoo chciał zrobić sobie kilka spotkań przerwy, jednak Snyder nalegał by skonsultował się w tej sprawie z lekarzem. Big Mac odmówił, za co został przez klub zawieszony. 9 grudnia 1976 roku klub oddał swoją gwiazdę do lokalnych rywali, New York Knicks. Tym samym Paul Snyder stracił jakiekolwiek szanse na mistrzostwo w najbliższym czasie.

Problemy na własnym podwórku

Nowy właściciel Braves wciąż nie do końca rozumiał warunki franczyzy, która jak wiadomo nie jest typową własnością biznesową, do której przywykł Snyder. Wkrótce pojawił się jeszcze jeden problem, który później okazał się przyczyną przenosin zespołu na tereny San Diego. Mianowicie Braves nie mogli poradzić sobie z halą Auditorium. Sabres mieli pierwszeństwo jeśli chodzi o zajęcie najlepszych terminów do gry. Uczestnikiem tej chorej kolejki byli także Canisius wciąż posiadający jeszcze więcej sympatii mieszkańców. Braves byli prawdziwym kopciuszkiem Buffalo. Snyder dostał co prawda pozwolenie na grę w tygodniu i podczas weekendów, jednak nie mógł “zaklepać” żadnej daty dopóki Sabres oraz Canisius nie skończą sezonu. Uniemożliwiało to NBA sfinalizowanie harmonogramu, co wpływało m.in. na ich zdolność negocjacji i finalizacji umów telewizyjnych. Braves byli coraz bardziej na cenzurowanym. W pewnym momencie NBA dała Snyderowi ultimatum: jeśli przez 5 lat problem nie zostanie rozwiązany zespół nie będzie uprawniony do podziału dochodów płynących z umów najlepszej ligi świata. Brak tych pieniędzy poważnie osłabiłby budżet Braves, dlatego Snyder błyskawicznie wziął się do roboty. Nie obwiniał za zaistniałą sytuację Sabres, a największą konkurencję- Canisius, więc postanowił się z nimi dogadać. Zgłosił się do prezydenta klubu rywali, Jamesa Demske’a, z którym łączyły go przyjazne stosunki. Mężczyzna później udzielał ślubu ( był pastorem) dzieciom Snydera. Właściciel Braves zaproponował mu 125.000 dolarów za oddanie kilku terminów jego drużynie podczas weekendu. Demske odrzucił ofertę, ponieważ obawiał się nieodwracalnych szkód w koszykówce uniwersyteckiej, która osiągała wtedy szczyty popularności.

– Szczerze mówiąc musisz dać ojcu Demskiemu dużo kredytów na siłę by się podnieść- skarżył się Snyder– Nie zrobił tego. Canisius mieliby pieniądze, ale on spojrzał na to jakby ratował św. Bonawenturę i Niagarę, i tak naprawdę było.

Wkrótce jednak lokalna koszykówka uniwersytecka zaczęła tracić na wartości. Większe szkoły zaczęły łączyć się w silne konferencje wykorzystując miliony dolarów płynących z telewizji i sponsoringu. Canisius i Niagara nie zdołali dotrzymać kroku nowym czasom tracąc swoje udziały w mieście.

Patrząc na sytuację tego małego miasta, można zadać sobie pytanie: Jakim cudem Madison Square Garden mieści Rangers, Knicks, liczne koncerty, cyrki, zapasy, boks i inne atrakcje? Czy na pewno Sabres i Canisius mieli, aż taki monopol na tą halę? Wszystko wydaje mi się jest kwestią odpowiedniego zarządzania. Taką opinię podziela również Frank Layden, były trener Niagara oraz późniejszy generalny menadżer Utah Jazz– Nigdy o czymś takim nie słyszałem i nie chce mi się w to wierzyć. To przesada. Było miejsce dla każdego. Nie kupuję tego, że nie da się czegoś wypracować. Canisius i Niagara mogły grać po południu. Come on!

Problem z halą nie został rozwiązany przez określone 5 lat. Jedyną szansą na uratowanie zespołu było ewentualne wybudowanie nowej areny, lecz taka inwestycja mogłaby okazać się totalną klapą. Wyjazd Braves był nieunikniony. Całą sytuację skomentował były komisarz NBA, David SternEkonomia zespołu w tym czasie i na tym rynku w ogóle nie działała. Jeśli masz zespół koszykówki i hokeju w tym samym budynku to jedna rzecz, ale kiedy zaczynają ze sobą rywalizować o terminy to każda z nich jest na drugim miejscu. To działa jak błędne koło.

Buffalo nie wytrzymało natłoku, aż trzech drużyn sportowych. Po przenosinach Braves miasto stało się ważnym punktem na mapie NHL. Nigdy wcześniej na tych terenach nie było, aż takiego zainteresowania hokejem. Zaczęto tworzyć rozmaite ośrodki sportowe, drużyny na collegach itp. Dominacja w mieście mogła wyglądać zupełnie inaczej, tak przynajmniej stwierdził Snyder, który do końca wierzył, że to on był górą w tej walce.

– Nie dbam o to kto kim jest i jak się na niego patrzy. Gdyby Braves nie zostawili Buffalo, Sabres zrobiliby to za nas. Braves mieli trzy razy lepszy telewizyjny wynik oglądalności niż Sabres. Mieliśmy także lepszy rezultat w radiu.

Kto wie jakby to było. Być może kiedy na hali Auditorium pojawiłyby się takie gwiazdy jak Larry Bird, Magic Johnson czy Michael Jordan, Braves faktycznie zdobyliby serca mieszkańców Buffalo?

Przenosiny na Zachód

Wyprowadzka do południowej Kalifornii wiązała się z koniecznością zmienienia nazwy zespołu na taką, która bardziej oddawałaby klimat słonecznych plaż San Diego. Klub zorganizował więc konkurs na najlepszą ksywkę. Wygrał Amerykanin polskiego pochodzenia, Frank Kowalski. Logika była prosta- ,,Clippers” mają oznaczać ,, szybki, smukły żaglowiec przeznaczony by igrać z szybkością”. Klipery są do dzisiaj symbolem miasta. Najbardziej znanym żaglowcem jest Star of India, który pływa już od 151 lat! Ponadto San Diego w latach 60 i 70. XX w. było miejscem największego połowu tuńczyka ze względu na świetne naturalne warunki umożliwiające stworzenie portu. Wyróżnienie konkursu powędrowało do ksywek Gob ( majtek) oraz Zoo. Wyobrażacie sobie loga takich nazw?

Motyw statku można było zobaczyć także w artystycznym logo. Na grafice widać Słońce, trójkąty miały wyglądać jak trzy żagle Klipera, a bladoniebieski kolor symbolizował rozległe wody oceaniczne. Później jednak Clippers zrezygnowało z takiej grafiki i barw zespołu. Design loga poszedł bardziej w stronę południa, mimo że niedługo mieli przeprowadzić się na północ. Paleta kolorów stała się królewskim niebieskim i czerwonym. Później wprowadzono także nową grafikę, która nieznacznie różni się od znanego jeszcze do niedawna loga Lob City.

W 1982 roku zespół Clippers przejął za 12,5 mln dolarów prawnik i deweloper z Los Angeles, Donald Sterling. Biznesmen miał duże nadzieje  na stworzenie elitarnego zespołu. Najpierw postanowił jednak przenieść drużynę z San Diego do Miasta Aniołów. Podczas oficjalnego ogłoszenia przez władze klubu przeprowadzki prezes zespołu, Alan Rothenberg zapewniał- Uważamy, że Los Angeles ma wystarczającą populację  by utrzymać zainteresowanie dwoma profesjonalnymi drużynami koszykarskimi jednocześnie. (…) Próbowaliśmy tu przyjść dwa lata temu, ale los na to nie pozwolił. Teraz jednak jesteśmy gotowi by sprzedawać bilety. Jesteśmy Los Angeles Clippers.

Senator stanowy Bill Campbell, który był przewodniczącym Komisji Coliseum ( Memorial Sport Arena) oznajmił, że Clippers podpisali 10- letnią umowę wynajmu hali z dwoma pięcioletnimi opcjami. Arena mogła pomieścić 15.700 kibiców. Poprzednie miejsce zamieszkania Żaglowców miało zaledwie 500 miejsc więcej, toteż Rothenberg stwierdził,  że przenosiny nie są krzywdzące. Nowy dom Lob City to poprzednia hala Lakersów (1960-1967). W tamtym czasie Jeziorowcy grali już pod kopułą Great Western Forum, która mieściła się na przedmieściach Los Angeles. Nie było więc mowy o jakimkolwiek kolidowaniu ze sobą tych dwóch organizacji. Przeprowadzka Clippers jak już wspomniałem udała się dopiero za drugim razem. Prezes klubu stwierdził, że tym razem NBA zgodzi się na ich migrację na północ– Nie sądzę, żeby powiedzieli nie. Moim zdaniem decyzja Raidersów ma z tym coś wspólnego.

Rothenberg odwoływał się do werdyktu sądu federalnego na korzyść Raiders, który dwa lata wcześniej pozwolił mu przenieść jego zespół z Oakland do Los Angeles. Ówczesny komisarz ds. Ligi, David Stern obiecał, że ta sprawa ” będzie badana przez specjalną komisję w trybie przyspieszonym i zostanie przedstawiona zarządowi gubernatora na zaplanowanym spotkaniu w Salt Lake City w dniu 26 czerwca”.Podczas pobytu na południu Kalifornii Clippers zanotowali łączny bilans 186-306 regularnie okupując dolną część tabeli konferencji zachodniej.

A może jednak północ?

Donald Sterling od samego początku chciał uczynić z Clippers drużynę kultową, która w przyszłości przy dobrych wiatrach( jak to żaglowce) mogłaby nawet wyprzeć z miasta Lakers. Plan dosyć ambitny, zwłaszcza patrząc na to, że w NBA panowała wtedy era Showtime. Celem numerem Clippers było upokorzenie Jeziorowców w bezpośrednim starciu. Pierwsze derby LA odbyły się 24 października 1984 roku na Sports Arenie. Po stronie Lakers plejada gwiazd- Magic Johnson, Kareem Abdul- Jabbar, James Worthy, Michael Cooper, Byron Scott oraz były zawodnik BravesBob McAdoo! Z kolei liderami Clippers byli Marques Johnson, Derek Smith oraz były jeziorowiec, Norm Dixon. Żaglowce przegrały tamten mecz pięcioma punktami (103-108). Mecz mimo ogromnej przewagi jednej ze stron był bardzo wyrównany. Clippers naprawdę chcieli wtedy wejść do ligi z przytupem! Wygrali jednym punktem drugą kwartę, a także zremisowali w następnej odsłonie. Lakers dopięli swego dopiero podczas ostatniej ćwiartki (29-25). Patrząc na możliwości obydwóch drużyn zespół Jima Lynama mógł być wtedy z siebie naprawdę dumny. W końcu Lakers zakończyli tamten sezon bilansem 62-20 i mistrzostwem NBA. Na pierwszą wygraną kibice Clippers musieli czekać prawie 1,5 roku kiedy to zanotowali serię czterech zwycięstw z rzędu eliminując na swojej drodze właśnie lokalnych rywali. Spotkanie zakończyło się wynikiem 120-109 dla Żaglowców. Przełomowym momentem spotkania była druga kwarta, którą wygrali, aż piętnastoma punktami! Świetny mecz zagrali wtedy Marques Johnson (22pkt, 8 ast), Kurt Nimphius( 19pkt, 10zb.) oraz wchodzący z ławki Benoit Benjamin (18pkt). Zdaję sobie sprawę, że większości z Was te nazwiska absolutnie nic nie mówią, ale to byli właśnie pogromcy wielkich Showtime.

Euforia po zwycięstwie trwała jednak krótko. Clippers byli jedną z najgorzej zarządzanych drużyn w lidze. Same chęci Sterlinga nie wystarczały. Tutaj potrzebni byli prawdziwi profesjonaliści. Klub marnował wszelkie szanse na odbudowanie się. Podczas ceremonii draftu w latach 1984 – 1987 wybrali do składu następujących zawodników- Lancaster Gordon, wspomniany Benejamin Benoit Reggie Williams. Warto przypomnieć kto został wybrany po picku Clippers. W 1984 roku byli to Othis Thorpe, John Stockton oraz Kevin Willis. Ceremonię później pominięci zostali Xavier McDaniel, Chirs Mullin, Detlef Schrempf, Charles Oakley, Karl Malone, Joe Dumars, Terry Porter czy choćby Michael Adams. W 1986 (rok wcześniej nie wybierali ze względu na trade z 76ers) po Reggie’m Williamsie poszedł Scottie Pippen, Kevin Johnson, Reggie Miller oraz Horace Grant! Wybierani przez Clippers zawodnicy kończyli później jako ligowi zadaniowcy lub tak jak Gordon zawieszali buty na kołku po zaledwie czterech sezonach gry. Wyobrażacie sobie przespać te wszystkie legendy? Może rywalizacja z Lakers już wtedy miałaby tą magię kiedy trykot Żaglowców mieliby na sobie Karl Malone wraz ze Scottiem Pippenem. Jedynym dobrym wyborem w latach 90. był Danny Manning wybrany z numerem 1. draftu 1989. Na przykładzie jego kariery można też pokazać jeszcze jedną słabość drugiego klubu z Los Angeles, mianowicie władze kompletnie nie potrafiły zatrzymać u siebie utalentowanych i perspektywicznych zawodników. Po tym jak Clippers zaczęli powoli tworzyć własną tożsamość dwukrotnie, rok po roku awansując do fazy play- offs władze postanowiły w sezonie 1993/94 wytransferować skrzydłowego do Atlanty za, uwaga, Dominique Wilkinsa! Członkami tej “zwycięskiej” drużyny byli m.in. Mark Jackson, Ron Harper oraz właśnie Manning. Po dołączeniu Wilkinsa zespół miał dostać porządnego kopa i być czarnym koniem bieżących rozgrywek. Dwukrotny zwycięzca NBA Slam Dunk Contest indywidualnie spisywał się perfekcyjnie notując średnio 29.1 pkt oraz 7 zbiórek na mecz. Nie przełożyło się to niestety na wyniki zespołu, który zakończył tamte rozgrywki bilansem 27-55.

Na następne play- offy kibice Żaglowców musieli czekać cztery lata. Nie była to już jednak tak perspektywiczna paczka jak wtedy, gdy grał Harper, Jackson i Manning. Clippers po raz kolejny odpadli w pierwszej rundzie. Ich rywalami byli legendarni Jazz dowodzeni przez duet Malone- Stockton ( pamiętacie kogo pominęli w drafcie?). Po tej porażce kibice zespołu musieli nacieszyć się smakiem play- offs 1996/1997 na kolejne 9 lat, bowiem tyle trwało utworzenie zdolnej do awansu drużyny. Władze klubu nie wyciągnęły żadnych wniosków z wcześniejszych klęsk podczas ceremonii draftu. Wciąż do zespołu trafiały osoby, których nazwiska z perspektywy czasu są po prostu anonimowe. Symbolem tego pasma klęsk jest nazwisko Olowokandi. Nie wiadomo do końca czym kierowały się podczas tego wyboru władze klubu. Podobno Clippers chcieli mieć odpowiedź na fenomenalnego w tym czasie Shaquille’a O’Neala, który robił pod koszem lokalnego rywala co tylko chciał. Z resztą nie tylko w ich pomalowanym, co sprawiało, że każdy dosyć utalentowany podkoszowy był po prostu na wagę złota. Ofiarą tej mody stał się właśnie Michael Olowokandi, gwiazda uczelni Pacific. Podczas ostatniego roku gry na parkietach NCAA, zawodnik notował średnio 22.2 punktów, 11.2 zbiórek oraz 2.9 bloków! Nic więc dziwnego, że skauci zgodnie określali Nigeryjczyka mianem następcy wielkiego Hakeema Olajuwona. Tak więc naiwny zarząd postanowił wybrać go z pierwszym numerem draftu 1998. Zastanawiacie się kto poszedł po nim? Hmm… dosyć znani gracze m.in. Vince Carter, Mike Bibby, Antawn Jamison, Paul Pierce, a także Dirk Nowitzki. Na co im jednak skrzydłowi czy obrońcy skoro mają przed sobą kolejnego The Dream? Oczywiście są to wszystko żarty. Olokwandi okazał się totalną klapą.

Nie miał w sobie choćby kilku procent finezji Olajuwona. Talent do punktowania i bloków także gdzieś momentalnie zniknął. W dodatku pojawiły się liczne kontuzje, który były główną przyczyną zakończenia przez niego po 10 latach kariery. Podczas ostatnich trzech sezonów rozegrał zaledwie 72 mecze. Pod kątem jedynki draftu było to jedne z największych rozczarowań w historii, ale patrząc na samą wartość zawodnika Olowokandi mógł spełniać się jako bardzo solidny zadaniowiec. Tak wysoki wybór może silnie oddziaływać na psychikę gracza o czym przekonaliśmy się na przykładzie Anthonego Benneta. Być może, gdyby nie plaga kontuzji środkowy miałby szansę zostać częścią jakiejś solidnej ekipy. Wierzyli w to m.in. Wolves, którzy chcieli kiedyś by wspomógł Kevina Garnetta pod koszem.

Clippers starali odkuć się w następnych edycjach draftu. Rok po Olokwandim do Clippers trafił Lamar Odom. Brak sukcesów sprawił jednak, że ten wszechstronnie uzdolniony skrzydłowy przeniósł po 4 latach swoje talenty do słonecznego Miami. Później wybierani byli odpowiednio Darius Miles, Chris Wilcox, Chris Kaman, pechowiec Shaun Livingston i tak w kółko. Problem selekcji trwał już ponad 20 lat! W międzyczasie byliśmy świadkami historycznego wydarzenia. Los Angeles Clippers awansowali do fazy play- offs, następnie po serii z Nuggets zameldowali się w drugiej rundzie! Liderem zespołu był wtedy 26-letni Elton Brand rozgrywający życiowy sezon. Jego średni dorobek z sezonu 2005/2006 to 24.7 punktów, 10 zbiórek oraz 2.5 bloku na mecz. Wspomagali go Cuttino Mobley, nieśmiertelny Sam Cassell, Corey Maggette oraz Chris Kaman. Rywalami Żaglowców w drugiej rundzie byli ultraofensywni Suns dowodzeni przez Mike’a D’Antoniego. O sile zespołu Słońc stanowili wtedy ówczesny MVP ligi, Steve Nash wraz z Matrixem, Shawnem Marionem. Emocjonująca, siedmiomeczowa seria zakończyła się niestety na korzyść koszykarzy z Arizony. Elton Brand robił co mógł, o czym świadczyły podstawowe statystyki. Podkoszowy rzucał podczas tej rywalizacji średnio 30.1 pkt (40 w pierwszym meczu), 10.4 zbiórki i 3.1 bloku. Był to kolejny jednorazowy występ Clippers w fazie play- offs. Następny sezon zakończyli z bilansem 40-42 jako 9. drużyna Zachodu. Później było już tylko gorzej.

Przełom

Wraz ze słabnącą drużyną Clippers w siłę i potęgę rośli koszykarze Lakers odradzający się po odejściu O’Neala. I tak koszykarze Lob City zakończyli rozgrywki 2008/2009 jednym z najgorszym bilansów w historii przegrywając, aż 63 spotkania. I tak, szczęście postanowiło się do Clippers nareszcie uśmiechnąć. Kopciuszek Los Angeles wygrywa loterię draftu i wybiera z pierwszym numerem! Tym razem nie dali skusić się afrykańskiemu talentowi. Zamiast Hasheema Thabeeta klub postawił na gwiazdę Uniwersytetu Oklahoma, Blake’a Griffina. To przełomowy moment w historii zespołu z Los Angeles, choć jeszcze żaden z kibiców NBA nie zdaje sobie z tego sprawy. Nic dziwnego, nie wiadomo czy po pierwsze skrzydłowy stanie na wysokości zadania i po drugie na jak długo zawita wśród Żaglowców. Przedsmak jego dokonań mieliśmy podczas Ligi Letniej, gdzie 20-latek został jednogłośnie okrzyknięty MVP. Fatum Clippers jednak wciąż nie dawało za wygraną- Griffin podczas ostatniego meczu przedsezonowego doznał kontuzji rzepki w kolanie. Kibice musieli poczekać na jego debiut kolejny rok.

Blake zadebiutował 27 października w meczu przeciwko Portland. Mimo zdobycia 20 punktów i 14 zbiórek, nie pomógł swojej drużynie odnieść zwycięstwa. Przez cały sezon szedł mimo wszystko jak „burza”, zdobywając wszystkie tytuły Rookie of The Month swojej konferencji, co w konsekwencji pozwoliło mu zdobyć statuetkę dla najlepszego debiutanta roku. Podobna dominacja wśród rookies miała miejsce przez całą historię ligi zaledwie 6 razy. Warto zwrócić także uwagę na fakt, że Clippers już w pierwszym sezonie poprawili swój bilans o 19 zwycięstw. Cały klub zaczął dostrzegać promyk nadziei na przyszłość.

Sezon później do Los Angeles trafił Chris Paul uznawany za jednego z najlepszych wtedy rozgrywających ligi. Zawodnik momentalnie zaczął nadawać na tych samych falach, co Griffin z miejsca tworząc z nim najefektowniejszy duet NBA.

Od czasu połączenia sił przez obu panów Clippers notują przeciwko Lakers bilans 18-3, co coraz częściej frapuje osoby przychylne Jeziorowcom. Podważa się dotychczasowe osiągnięcia Żaglowców, ich późne zakwaterowanie w Los Angeles oraz podkreśla markę samych złoto- purpurowych barw. Odkąd klub przejął miliarder Steve Balmer media spekulują o kolejnej przeprowadzce Clippers. Mówiło się o Seattle, a ostatnie doniesienia wspominają dużo bliższą lokalizację, mianowicie Inglewood. Rzekomo właściciel Lob City chce podłączyć się do inwestycji budowy nowej areny dla  zespołu Los Angeles Rams, choć na razie to wciąż tylko plotki. Póki co, Clippers są związani umową ze Staples Center do 2024 roku.

Czy kolejna przeprowadzka po raz kolejny negatywnie wpłynie na tożsamość Lob City? Dzisiejsza drużyna Clippers to najlepsza ekipa w ich stosunkowo krótkiej historii. Blake Griffin, Chris Paul oraz DeAndre Jordan są w stanie nareszcie zmienić postrzeganie ich przez inne zespoły jako ligowego kopciuszka. Może warto po prostu poczekać, aż to ziarno wykiełkuje i przyniesie owocny plon?

 

 

Dodaj komentarz

9 komentarzy do "NBA: Prawdziwy kopciuszek NBA czyli historia Los Angeles Clippers"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
krrr
Gość

osobiscie lubie clippers nie ktore rzeczy wiedzialem nie ktore nie spoko artykul

spy
Gość

bardzo dobry art

cyzeisk
Gość

delob
dedżem!

RA85
Gość

Patrząc z perspektywy czasu ,a koszykówką interesuje się od sezonu 95 gdzie trzon tego zespołu stanowili tacy zawodnicy jak Rodney Rogers,Loy Vaught,Malik Sealy czy Brent Barry jest to zespół który naprawdę był budowany bardzo długo, przychodzili kolejni zawodnicy z draftu i tak jak napisał kolega nigdy nie mieli szczęścia do wybórów a poza tym ciężko im było cokolwiek zbudować, na chwilę gdzieś to tam się oparło na Eltonie Brandzie, ale podsumowując to to co im się najlepszego trafiło to Blake Griffin…gdyby wtedy wybrali Thabeet’a to pewnie po dzisiejszy dzień oglądalibyśmy clippers trust the process

swidur
Gość

Jedna ważna rzecz podstawowym problemem Clippers był sterling, który był skąpy i nie chciał płacic zbyt wysokich kontraktów więc w jaki sposób można było zbudować cos solidnego na dłużej

Andre
Gość

Dokładnie tak, aż się dziwię, że ktoś tam chciał przychodzić grać, nie dość, że mętny typ, to jeszcze rasista. A co do polityki kadrowej, to ciągle nie mają za dobrej ręki do tego.
Oddanie, za Mo Williamsa, Barona Davisa i picku, który potem był jedynką do Cavs, oddanie w wymianie Erica Bledsoe, za JJ Redicka, problem ze znalezieniem dobrego SF do S5 i tak można by wymieniać. Ciągle czegoś brakuje.

Cikos
Gość

Az wstyd sie przyznac,ale od lebka myslalem i jakos nikt,nigdy nie wybil mi tego z glowy,ze Clippers sa od wyrazu clipper-NOŻYCE!!!! hahahhaha 😊
Czlowiek cale zycie sie uczy 😊

Andre
Gość

Nie Twoja wina, z pewnością słyszałem to (lub czytałem) gdzieś, zatem jakiś nasz rodzimy ekspert musiał tak przetłumaczyć tę nazwę 😀

hyyyhyyy
Gość

Dominique Wilkins…. Francuz??? no proszę….

wpDiscuz