Playoffs 1994 i 1995 – It’s Miller time!

by Wojciech Zwaduch | 18 czerwca 2017 11:15

Święta wojna. Pojedynki pełne pasji, walki i niesłychanej dramaturgii. Kibice rozpaleni do czerwoności, atmosfera złowrogiej rywalizacji, wyczuwalna chęć rewanżu i udowodnienia swoich racji rywalowi. To nie były mecze dla mięczaków i takim zawodnikiem z pewnością nie był Reggie Miller, lider Indiana Pacers. It’s Miller time! Historyczne spotkania z New York Knicks to był zdecydowanie jego czas, to wtedy kształtowała się legenda Millera, jednego z najlepszych strzelców w historii NBA.

Był piąty mecz finału konferencji wschodniej w 1994 roku. Stan rywalizacji 2-2. Początek czwartej kwarty. Indiana Pacers przegrywali 12 punktami z New York Knicks, na których czele stał legendarny Patrick Ewing. Drużyna z ”Big Apple” rozgrywała bardzo dobre spotkanie i pewnie zmierzała po upragnione zwycięstwo. Wydawało się, że nic nie było w stanie ich powstrzymać. Jednak po stronie przeciwników występował zawodnik, dla którego słowo ”niemożliwe” nie istniało. Dopóki piłka była w grze, dopóki istniał choć promyk nadziei, dopóty była szansa na końcowy sukces. Reggie Miller, jak przystało na prawdziwego lidera, wziął sprawy w swoje ręce.

Spike Lee, zagorzały kibic Knicks, przez całe spotkanie uprawiał ”trash talk” z Millerem. W pewnym momencie, po kolejnej udanej akcji, Reggie spojrzał gniewnym wzrokiem na sławnego reżysera i chwycił się obiema dłońmi za gardło prezentując gest duszenia. To pokazywało jak pewny siebie był zawodnik Pacers i jak bardzo zależało mu na zwycięstwie w tym pasjonującym meczu. Zawodnik Pacers, rzucając w ostatniej kwarcie 25 punktów w tym 5 trójek, poprowadził ekipę z Indiany do niespodziewanej wygranej. Kibice Knicks, w tym oczywiście Spike Lee, przecierali oczy ze zdumienia. Byli zawiedzeni, źli i nie mogli uwierzyć w to co właśnie się wydarzyło. Pacers byli górą, podnieśli się z kolan i utarli nosa twardzielom z Nowego Jorku.

Wydawało się, że po zwycięstwie w tak niesamowitym spotkaniu Pacers będą wystarczająco zmotywowani, aby rozstrzygnąć całą serię na swoją korzyść. Knicks pokazali jednak charakter i zwyciężyli w dwóch kolejnych meczach eliminując ekipę z Indiany z dalszej rywalizacji. Pacers byli rozczarowani takim obrotem sprawy, ale jednocześnie żądni zemsty. Obiecali sobie, że w przyszłym sezonie taka sytuacja się nie powtórzy i za punkt honoru obrali rewanż na drużynie z Nowego Jorku.

Przed sezonem 1994/1995 ekipę z Indiany wzmocnił Mark Jackson, znakomity rozgrywający pozyskany z Los Angeles Clippers. Zawodnik urodzony w Nowym Jorku okazał się brakującym elementem Pacers i pewnie dyrygował grą swojego zespołu. Drużyna prowadzona przez Larry’ego Browna zakończyła sezon regularny z bilansem 52-30 i pewnie zakwalifikowała się do playoffs. W pierwszej rundzie szybko rozprawiła się z Atlanta Hawks wygrywając trzy kolejne mecze. Pojedynki z ”Jastrzębiami” były tylko przystawką przed daniem głównym. W półfinale konferencji wschodniej czekała ich konfrontacja, na którą przygotowywali się od zakończenia poprzednich rozgrywek posezonowych. Ta seria miała być rewanżem za zeszłoroczną porażkę, dlatego Pacers przystępowali do tej rywalizacji szalenie zmotywowani. Cel był jeden, pokonać znienawidzonych Knicks i awansować do finału konferencji.

Pierwszy mecz był rozgrywany w Nowym Jorku i publiczność licznie zgromadzona w hali MSG oczekiwała zwycięstwa Knicks. Na 18.7 sekundy przed końcem spotkania Pacers przegrywali 6 punktami i porażka drużyny z Indiany zdawała się być nieunikniona. Po przerwie na żądanie Pacers wyprowadzali piłkę z autu. Jackson podał piłkę do Millera, który trafił szybką trójkę. Sympatycy Knicks, mając w pamięci zeszłoroczne potyczki z drużyną z Indiany, wstrzymali oddech. Ich najczarniejszy sen spełnił się, kiedy Miller przechwycił podanie Anthony’ego Masona i trafił kolejny rzut za trzy punkty niespodziewanie doprowadzając do remisu. Ze swojego miejsca przy parkiecie Spike Lee doskonale widział jak Reggie pogrąża jego ukochaną drużynę. W kolejnej akcji sędziowie odgwizdali faul Pacers na Johnie Starksie dając ekipe z ”Big Apple” szansę na objecie prowadzenia i zwycięstwo w tym dramatycznym spotkaniu. Rozgrywający Knicks nie wytrzymał jednak presji i spudłował oba rzuty wolne. Dobitka Ewinga również była nieskuteczna i kiedy Miller zebrał piłkę a następnie został sfaulowany, publiczność w MSG zamarła. Reggie pewnie wykorzystał dwa osobiste i wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie, którego Pacers już nie oddali.

Historyczny ”comeback” stał się faktem. Waleczna drużyna z Indiany w niesamowitych okolicznościach wygrała na trudnym boisku Knicks i objęła prowadzenie w półfinale konferencji wschodniej. Pacers, po siedmiu pasjonujących i niezwykle zaciętych meczach, ostatecznie wyeliminowali z rywalizacji znienawidzony zespół z Nowego Jorku i po raz drugi z rzędu awansowali do finału konferencji wschodniej. Rewanż za zeszłoroczną porażkę stał się faktem. Pacers, poprzez swoją znakomitą grę pełną wiary i poświęcenia, udowodnili, że nie rzucali słów na wiatr i zmotywowani poprzednim niepowodzeniem w konfrontacji z Knicks byli w stanie odnieść upragnione zwycięstwo.

Source URL: http://probasket.pl/nba-playoffs-1994-i-1995-its-miller-time/