Playoffs 1994 – Nuggets na przekór historii

by Wojciech Zwaduch | 22 czerwca 2017 12:56

Ostatnia prosta sezonu regularnego. Faworyci zaciekle walczą o czołowe lokaty i uzyskanie przewagi własnego parkietu. Dla nich cel jest jeden, liczy się tylko końcowy sukces, upragnione mistrzostwo NBA. Jednak dla wielu ekip to często niedoceniane miejsce numer osiem jest spełnieniem marzeń. Chcą dostać szansę, chcą się sprawdzić na tle najlepszej drużyny w swojej konferencji i spróbować dokonać niemożliwego. Marzenie ściętej głowy? Niekoniecznie. Playoffs w 1994 roku i historia niesamowitych Denver Nuggets pokazują, że warto wierzyć i zawsze należy walczyć do końca.

Początek lat 90-tych był dla drużyny z Kolorado fatalny. Liczne porażki, mało widowiskowa gra, ohydne, tęczowe koszulki meczowe, niedobór wyrazistych postaci i brak występów w playoffs. Promykiem nadziei była obiecująca postawa Dikembe Mutombo. Wychowanek Georgetown został wybrany z czwartym numerem w drafcie w 1991 roku i stanowił o sile zespołu. Przed sezonem 1992-1993 zarząd Nuggets zdecydował się na odważny krok zatrudniając w roli pierwszego trenera byłą gwiazdę swojej organizacji. Trudnej misji odbudowy zespołu podjął się legendarny Dan Issel i jak się później okazało znakomicie wywiązał się z powierzonej mu roli. Ekipa z Denver bardzo dobrze spożytkowała swoje dwa wybory w pierwszej rundzie draftu. Nowymi członkami zespołu zostali LaPhonso Ellis oraz Bryant Stith, którzy w znacznym stopniu przyczynili się do osiągnięcia końcowego bilansu 36-46. Playoffs były na wyciągnięcie ręki i ten fakt rozbudził apetyty zawodników z Kolorado.

Sezon 1993-1994 zapisał się w historii Nuggets złotymi zgłoskami. Był to czas zmian. Zmieniono logotyp oraz barwy klubowe, podstawowy rozgrywający zmienił swoje imię i nazwisko, ale najbardziej istotna była zmiana jaka zaszła w sposobie gry ekipy z Kolorado. Nuggets, prowadzeni przez dominującego w strefie podkoszowej Mutombo, wreszcie zyskali szacunek przeciwników. Dzięki twardej oraz bezkompromisowej postawie po obu stronach parkietu osiągnęli dodatni bilans (42-40) i zakwalifikowali się do upragnionych playoffs z ósmego miejsca. Eksperci zgodnie uznali wywalczenie awansu do rozgrywek posezonowych za sukces Nuggets, jednak nie dawali im większych szans w konfrontacji z niezwykle mocną ekipą Seattle Supersonics.

Drużyna prowadzona przez legendarny duet Kemp-Payton była uważana za jednego z faworytów do końcowego sukcesu. Ponadto jeszcze nigdy w historii NBA zespół przystępujący do playoffs z ósmego miejsca nie zdołał wyeliminować lidera swojej konferencji. Zadanie stojące przed Mutombo i jego kolegami wydawało się być niemożliwe do wykonania i porażki zanotowane w dwóch pierwszych spotkaniach zdawały się to potwierdzać. Niezrażeni trudnym początkiem serii oraz niesieni dopingiem swoich kibiców Nuggets zdołali wygrać dwa kolejne mecze rozgrywane na własnym parkiecie i wyrównali stan serii. O awansie do kolejnej rundy miał rozstrzygnąć piąty mecz, którego gospodarzami byli Supersonics.

Sensacja wisiała w powietrzu, napięcie sięgało zenitu. Jedno spotkanie dzieliło drużynę z Kolorado od zapisania się w annałach ligi. Nuggets przystąpili do decydującego pojedynku niezwykle zmotywowani i ku zdumieniu kibiców zgromadzonych w hali udało im się zwyciężyć po pasjonującym meczu zakończonym dogrywką (98-94). Szał radości, euforia mieszająca się z niedowierzaniem. Niemożliwe stało się faktem. Niedoceniana drużyna Nuggets nie poddała się i na przekór niedowiarkom awansowała do kolejnej rundy playoffs. Tryumfowali grając z ogromnym poświeceniem, zaangażowaniem i nawet na moment nie wątpiąc, że zwycięstwo jest w ich zasięgu. Moment przedstawiający Mutombo leżącego na parkiecie po końcowym gwizdku i ściskającego z radości piłkę doskonale obrazuje jak wiele wysiłku, pracy i determinacji potrzeba, aby tak bardzo zakpić z historii i odnieść upragniony sukces.

Source URL: http://probasket.pl/nba-play-offy-1994-nuggets-na-przekor-historii/