Sukces Golden State Warriors w dużej mierze opiera się na wykorzystaniu głębokich zasobów rotacji. Steve Kerr zbudował strukturę umożliwiającą mu korzystanie ze swoich graczy w bardzo elastyczny sposób. Szkoleniowiec potrzebował jednak wsparcia. Poświęcenie wyszło także ze strony graczy gotowych podporządkować się woli zespołu.


Jesteśmy świetnym zespołem, bo wiemy co to poświęcenie – mówi Andrew Bogut. Najlepszym przykładem w rotacji mistrzów jest Andre Iguodala. Weteran w większości ekip ligi wychodziłby w pierwszej piątce jako świetny defensor i zagrożenie w ataku. Steve Kerr poprosił go jednak, aby stanowił wsparcie z ławki rezerwowych. Iggy kręcił nosem, ale w końcu się zgodził. W finałach NBA 2015 został MVP, bo zapewnił drużynie dokładnie to, czego potrzebowała w kluczowym momencie.

Andre, Festus [Ezeli] czy Marreese [Speights] prawdopodobnie dostaliby większe pieniądze, gdyby zdecydowali się grać gdzie indziej – twierdzi Bogut. – […] Niektórzy nie widzą rzeczy, jakie ci gracze dla nas robią, ale Mo Speights miał swoje najlepsze miesiące w trykocie Warriors. Trafia, zbiera i broni, dzięki czemu zabiera wiele odpowiedzialności z barków pierwszej piątki – kontynuuje australijski środkowy.

Zatem dlaczego Warriors i Spurs byli gotowi zbudować drużynę w taki sposób, a reszta ligi walczy ze swoim salary-cap? Według Andrew Boguta, młodsi gracze wchodząc w najlepszy okres karier po prostu nie są gotowi wypuścić z rąk części pieniędzy, jakie mogą zarobić. – Chcą podpisać duże kontrakty i dostać swoje minuty. To dziwna liga. Jest w niej wiele liderów, którzy powtarzają w mediach, że chcą zwyciężać. Jednak wszystko musi odbywać się na ich warunkach – dodaje.

To trafne spostrzeżenie Boguta. – Taki jest właśnie problem z ligą. „Chcę wygrywać, ale potrzebuję swoich 30 rzutów”. Teoretycznie potrzebujesz 10, a resztę czasu poświęcasz na pomoc kolegom. Niewielu jest gotowych na takie poświęcenie. My mamy dwóch znakomitych strzelców – Klaya i Stepha, którzy to rozumieją. Dzięki ich poświęceniu możemy odnosić sukcesy. Potrzebujesz dobrego trenera, który trzyma wszystkich w ryzach, mądrego generalnego menadżera i właścicieli, którzy trzymają stronę zespołu. Jeśli tego nie masz, po prostu dryfujesz… – kończy.

Australijczyk w systemie Steve’a Kerra mógł nie tylko pozbierać swoją grę w jedna całość, ale także przywrócić swoje ciało do stanu używalności. – Mam nadzieję, że będę w stanie chodzić, gdy przekroczę 50-tkę – żartuje. Jego zadania skupiają się na defensywie i Andrew nigdy nie upominał się o swoją rolę po atakowanej stronie. Doskonale rozumie, że jego zespół ma wystarczająco dużo opcji, z których może skorzystać. W 70 meczach sezonu regularnego weteran notował 5,4 punktu, 7 zbiórek, 2,3 asysty i 1,6 zbiórki.

NBA: Joerger porozumiał się z Kings!


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o