Powrót do koszykówki był najlepszą decyzją, jaką Baron Davis mógł podjąć. W takim przekonaniu tkwi sam gracz. Jest już po kilku meczach w D-League i zaczyna patrzeć na wszystko z szerszej perspektywy. Czy faktycznie uda mu się wrócić do NBA? Na ten moment chce po prostu grać w kosza.


W D-League Baron Davis nie doświadczy wygód, jakie gwarantuje NBA. Na mecze swojej drużyny lata samolotem pasażerskim, natomiast pranie wielokrotnie musi robić sam. To wszystko jednak nie ma dla niego znaczenia. Najważniejszy był powrót do gry i napisanie lepszego zakończenia niż te, które miało miejsce w Madison Square Garden kilka lat temu. Davis opuszczał halę z rozerwanym kolanem w pierwszej rundzie play-offów.

Czuję się jakbym był pierwszoroczniakiem – mówi. – Staram się nie pamiętać o tym, co osiągnąłem wcześniej, pewnego rodzaju amnezja. Zacząłem ten rozdział z czystą kartką papieru – dodaje. Davis w trzech meczach z Delaware 87ers, satelitą Philadelphii 76ers, zagrał 63 minuty w trakcie których zanotował 43 punkty. Na trybunach nie brakuej jednak nawiązań do przeszłości.

Wiele fanów na mecze Davisa przychodzi w jego starych jerseyach. Optymalny scenariusz zakłada powrót do NBA, jednak 37-latek musi sobie zdawać sprawę z konkurencji, jaką stanowią młode wilki ligowej spiżarni. Jego przewagą jest doświadczenie i tutaj upatruje swoich szans. Ekipa Szóstek z Filadelfii jakiś czas temu dokooptowała do składu Eltona Branda w roli mentora. Davis przyznał, że takie rozwiązanie bardzo by mu odpowiadało.

Zaraz po kontuzji kolana, Davis był przekonany, że to koniec jego kariery. Myślał już o kolejnym rozdziale. Planował zostać filmowcem. Wraz z postępem rehabilitacji, od czasu do czasu grał w koszykówkę na boiskach Los Angeles oraz na campusie UCLA. – W mojej głowie cały czas pojawiał się obrazek tego, jak zwożono mnie na noszach. To popchało mnie dalej, stanowiło moją motywację, która doprowadziła do tego momentu. Wierzyłem, że mogę zacząć od samego początku.

Początkowo weteran myślał o wypróbowaniu sił za oceanem. Jego agent otrzymywał telefony z Finlandii, Chin, Izraela, ale naciskał na Barona, by ten skupił się na rodzimym podwórku i popatrzył w kierunku D-League. Po kilku tygodniach podpisał umowę z 87ers. – Delaware to nie Hollywood, ale tak naprawdę potrzebuję tylko sali, dobrego miejsca do jedzenia i kina – przyznał.

Najciekawsze jest jednak to, że Davis w grze dla 87ers naśladuje Stephena Curry’ego, swojego nowego idola. – Czasami musiałem mu sugerować żeby spowolnił – mówi trener drużyny – Kevin Young. W meczu z Des Moines Davis wszedł na czwartą kwartę i rozbił przeciwnika grą w pick-and-rollu. Jego koledzy mieli okazję zobaczyć namiastkę inteligentnego i niezwykle sprytnego gracza, jakim niegdyś Baron był. – To jest poziom, na którym powinienem teraz grać – przyznał szczerze.

NBA: Powrót Jacksona na ławkę? Melo mówi nie


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o