Bobby Hurley – Z nieba do piekła

Bobby Hurley – Z nieba do piekła
Grudzień 11 17:33 2017 Print This Article

Masz wszystko co niezbędne, aby odnieść sukces. Talent, ogromne umiejętności, twardy charakter i odpowiednie nastawienie do ciężkiej pracy. Zyskałeś uznanie ekspertów, kolegów z drużyny, a nawet przeciwników z parkietu. Jesteś na szczycie i myślisz, że teraz nic nie może Cię zatrzymać. Jak przewrotne i okrutne bywa życie, kiedy w jednej chwili zabiera wszystko na co tak ciężko pracowałeś.

Robert Matthew ”Bobby” Hurley urodził się 28 czerwca 1971 roku w New Jersey. W latach 1985-1989 był podstawowym rozgrywającym oraz liderem St. Anthony High School, drużyny trenowanej przez jego wymagającego i surowego ojca Boba Hurleya Seniora. W tym czasie ekipa z Jersey City czterokrotnie zdobyła mistrzostwo stanowe i wspięła się na pierwsze miejsce w ogólnokrajowym rankingu szkół średnich. Postawa niezwykle szybkiego i cechującego się wysokim koszykarskim IQ rozgrywającego była kluczowa w osiągnięciu niewiarygodnego bilansu 115 zwycięstw i tylko 5 porażek. W swoim ostatnim sezonie w St. Anthony High School, Hurley notował średnio 20 punktów, 8 asyst i 3 przechwyty i nie pozwolił, aby jego drużyna przegrała choćby jedno spotkanie (32-0). Eksperci byli zgodni, że Bobby ma wszystko, aby zajść naprawdę daleko.

Talent Hurleya dostrzegł również legendarny Mike Krzyzewski i w 1989 roku Coach K przekonał go, aby zasilił ekipę Duke Blue Devils. Pochodzący z New Jersey gracz z miejsca stał się podstawowym rozgrywającym i mózgiem drużyny, którą trzykrotnie poprowadził do turnieju Final Four. W latach 1991-1992, wraz z Grantem Hillem i Christianem Laettnerem, dwukrotnie zdobył mistrzostwo ligi NCAA i potwierdził opinię niezwykle utalentowanego i obiecującego rozgrywającego. W 1992 roku zdobył nagrodę dla najlepszego zawodnika Final Four, a jego rekord 1076 asyst zgromadzonych w ciągu czterech lat gry w drużynie Duke nie został poprawiony do dzisiaj. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że w 1993 roku Blue Devils zastrzegli numer 11, z którym występował Bobby. To pokazuje jak wielkim szacunkiem cieszył się Hurley podczas gry na uniwersytecie. Swoimi znakomitymi występami zwrócił uwagę przedstawicieli wielu klubów NBA i został zaproszony do wzięcia udziału w meczu, który pozwolił mu utwierdzić się w przekonaniu, że da sobie radę w najlepszej lidze świata.

W 1992 roku reprezentacja USA przygotowywała się do występów w Barcelonie na obiektach UCSD (University of California / San Diego). Trener Chuck Daly obawiał się, że będzie mu niezwykle trudno zmotywować gwiazdy NBA do pełnego zaangażowania w treningi i grę na olimpiadzie, dlatego przy współpracy z Krzyzewskim zorganizował mecz, który okazał się niezwykle bolesny w skutkach dla ekipy uważanej powszechnie za najlepszą drużynę w historii koszykówki. Naprzeciw nim stanęło ośmiu najbardziej utalentowanych zawodników z ligi akademickiej: Grant Hill, Anfernee Hardaway, Chris Webber, Allan Houston, Eric Montross, Rodney Rogers, Jamal Mashburn oraz filigranowy rozgrywający ekipy Duke Blue Devils Bobby Hurley. 24 czerwca 1992 roku ekipa ”College Kids” pokonała Dream Team 62-54 narzucając niezwykle szybkie tempo gry i nękając przeciwników licznymi rzutami zza łuku. Larry Bird tak zapamiętał to spotkanie: Skopali nam tyłki, Allan Houston masakrował nas rzutami z dystansu i nikt nie był w stanie nadążyć za Bobbym Hurleyem. Nikt nie chciał go kryć, bo nikt nie był w stanie dotrzymać mu tempa. Ci chłopcy nas upokorzyli, ale jednocześnie wyświadczyli nam przysługę. Po tym meczu zmieniło się nasze podejście, zrozumieliśmy, że czas wygłupów się skończył. Była to ich jedyna porażka w historii. Przydarzyła im się ona w wydawałoby się niewiele znaczącym sparingu, ale w przypadku tak ambitnych zawodników jak Michael Jordan czy Magic Johnson żaden pojedynek nie był bez znaczenia, a zwłaszcza przegrany.

Naturalnym krokiem dla wychowanka Duke był draft do NBA i w 1993 roku Bobby został wybrany z wysokim siódmym numerem przez ekipę Sacramento Kings. Drużyna z Kalifornii była bardzo zadowolona ze swojej decyzji i wiązała z Hurleyem duże nadzieje. Bobby miał zostać podstawowym rozgrywającym Kings i kierować ich grą przez wiele następnych lat. Ukoronowaniem jego świetnej postawy na boisku było podpisanie indywidualnej umowy sponsorskiej z firmą ITZ (In The Zone) na produkcję obuwia sygnowanego jego imieniem. Początek sezonu był bardzo obiecujący dla gracza pochodzącego z New Jersey. W pierwszych 19 meczach jako podstawowy playmaker notował średnio 7.1 punktu, 6.1 asysty oraz 0.7 przechwytu. Panowało powszechne przekonanie, że z każdym następnym spotkaniem, z każda dodatkową minutą spędzoną na boisku, Hurley będzie podnosił swoje umiejętności i stanie się pierwszoplanową postacią Sacramento Kings.

Szczęśliwa passa Bobbyego została jednak brutalnie przerwana 12 grudnia 1993 roku. Po przegranym meczu z Los Angeles Clippers, Bobby wracał samochodem do domu, kiedy nagle jego Toyotę 4Runner staranował stary, jadący bez włączonych świateł i wyładowany puszkami z farbą, Buick prowadzony przez Daniela Weilanda. Hurley nie miał niestety zapiętych pasów bezpieczeństwa, a siła uderzenia była tak duża, że wyrzuciła go z auta. Wychowanek Duke szczęśliwie przeżył wypadek, jednak doznał licznych obrażeń (zerwane więzadła w kolanie, złamany nadgarstek, połamane żebra, zmiażdżona krtań, zapadnięte płuca, pęknięta łopatka i jeden z kręgów), które już na zawsze utrudniły mu występy na parkietach najlepszej ligi świata oraz uniemożliwiły powrót do formy prezentowanej przed tym tragicznym wydarzeniem. Po długiej i niezwykle bolesnej rehabilitacji oraz pomimo licznych wypowiedzi sugerujących, że Hurley jest już definitywnie skończony jako gracz na poziomie NBA, wrócił do składu Kings i w sezonie 1994-1995, dając swoim kolegom wsparcie z ławki rezerwowych, notował 4.2 punktu i 3.3 asysty. Po rozegraniu łącznie 242 spotkań w barwach drużyny z Kalifornii, Bobby został wytransferowany do ekipy Vancouver Grizzlies, gdzie spędził sezon 1997-1998 notując 4.5 punktu, 3.6 asysty oraz 0.4 przechwytu i spędzając na parkiecie średnio 17 minut w każdym z 27 rozegranych meczów. Bobby Hurley pożegnał się z NBA w styczniu 1999 roku, a statystyki jakie osiągnął w przeciągu całej swojej kariery (3.8 punktu / 3.3 asysty / 1.1 zbiórki) zupełnie nie oddają potencjału jaki w nim dostrzegano.

Obecnie Bobby Hurley pełni funkcję szkoleniowca zespołu uniwersyteckiego Arizona State. W swoim pierwszym sezonie uzyskał bilans 15-17 i władze uczelni zdecydowały się przedłużyć jego kontrakt do 2021 roku. Hurley skupia się na teraźniejszości i nie rozpamiętuje wypadku, za który sprawca przeprosił go dopiero po osiemnastu latach od feralnego zdarzenia: Dałem sobie spokój. Myślę, że to po prostu była nieuwaga z jego strony. Nie miał zamiaru skrzywdzić kogokolwiek…

Wojciech Zwaduch
Wojciech Zwaduch

Historia NBA

Zobacz więcej tekstów

Dodaj komentarz

17 komentarzy do "Bobby Hurley – Z nieba do piekła"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Cikos
Gość

Nie pamietam tego zawodnika…..ale historia niezla,moze jakis film powstanie

tłoknr1
Gość

GRAŁ KRÓTKO ALE JAK GRAŁ , TAKI WCZEŚNIEJSZY MODEL J. WILIAMSA I TEŻ W KINGS , SZKODA ŻE TAK KRÓTKO , BARDZO MU KIBICOWAŁEM

Timur
Gość

hmmm, a ja pamiętam chudzinka taka, z przyjemnym technicznie rzutem który mi się podobał,..ciesze się że teraz mu się powodzi i ma fajną pracę.

tłoknr1
Gość

te highligts z duke i do tego rakim i erik b na podkladzie – coś pięknego ps. ta drużyna co skopała dream teamt , czy są możliwe jeszcze takie roczniki w ncca i drafcie ???

lkk
Gość

podklad dobry…fajne czasy gdy zaczynało się nosic szerokie spodnie,a rap dopiero co zaczynało nazywac sie hip hopem…czapka raiders na dwie lufki w kieszeni i walkman:)

Tkk
Gość

Taaa, za dużo tych lufek w kieszeni… Rappers delight sobie posłuchaj to będziesz wiedzieć kiedy rap został nazwany hiphopem. I zmień proszę nick bo mi wstyd 😉

lkk
Gość

przesadzasz ja pisze mniej wiecej o tych czasach a jesli Ci wstyd to Ty zmien nick…wspaniale,ze są ludzie ktorzy mogą mnie poprawić , wzrastam wiedząc że sa ludzi na tyle szczodrzy by robic to bez zbytecznej dumy i poczucia swojej wyzszosci…a i mysle,ze gdyby nie youtube to nie wiele wiedzialbys o tamtych czasach ..pozdrawiam aha ze wstydem mozna walczyc to zwykla emocja a emocje sie zmieniają pamietaj o tym… będzie dobrze niczym sie nie martw 🙂

Tkk
Gość

Eh odstaw już te lufki 😉 na końcu akapitu o nicku była odpowiednia emotka sugerująca że to żart. Możesz mieć taki nick jak zechcesz 🙂 jestem pokoleniem napstera i audiogalaxy oraz fantastycznych sklepów jeszcze z kasetami. W tamtych czasach nie było YouTube, a płyty CD dostawałem od rodziny z za zach. granicy. Btw w moim Wrocławiu można również było zamawiać płyty z USA i to w ’93.

lkk
Gość

zupelnie przypadkiem kupilem tam kiedys plyte wlasnie we wroclawiu Black Sunday Cypress i to było na runku w jakims pietrowym domu towarowym czy jak to sie nazywało wtedy…na gorze tam jest chyba teraz militarny,a plyty byly pietro badz dwa niżej..i mozna bylo dostać cos ciekawego zawsze.

Tkk
Gość

Czyli po miłej konwersacji okazuje się, że my to podobne roczniki, zainteresowania, a na dodatek nicki 🙂 Teraz wróćmy do basketu bo o muzyce to nie tutaj 😉 yo

tłoknr1
Gość

super chłopaki , ja jestm z pokolenia że Black Sundey było juz moją setną kasetą 🙂 a zaczynało się o run dmc i public enemy , fajne czasy , teraz meistrimowy rap w ogóle nie przypomina rapu , ale co tu tłumaczyć młodym skoro innego nie znają , z tym że dobrym ruchem było przez lige wprowadzenie dress codu , bo na tych ławkach to przeginali z ubraniem

Tkk
Gość

Tłok, jako ’77 ( dobrze kojarzę? ) jesteśmy jednym pokoleniem. Ikk też nie napisał że od tego zaczął, ja napisałem że miałem dostęp do całego wydawnictwa od 93 na Cd, miałem co chciałem. Nie licytuje się kto pierwszy i od czego. Cieszy to że jest tu kilku co ogarnia nba i rap czy hh, które szły w parze i rozwijały się w symbiozie przez długi czas.

tłoknr1
Gość

dokokładnie nie ma co licytować , chciałem tylko wspomnieć od kiedy i jak , a dokładnie to 78, z rapem nadal ale bardzo duża selekcja muzyczna 90 % rzeczy odrzucam i bardzo wszedłem w tzw. instrumentalnych hip -hop , trip -hop, trochę elektroniki itp

Dunk
Gość

Umarłem… “kiedy rap został hip-hopem…”, będzie wtedy wiadomo… i trzeba wrócić do przeszłości, to się dowiemy :]

Tkk
Gość

Pechowi są gracze Duke, zwłaszcza rozgrywający, Jay Williams też się rozbił 😐 cały skład zwycięski z meczu z dream team zakończyli kariery jako cienie samych siebie.

frz
Gość

Bobby Hurley Mix [BP15] – Panowie co to za nuta w tle??

tłoknr1
Gość

Eric B. & Rakim – Don’t Sweat The Technique

wpDiscuz