Anwil pewnie pokonał swojego odwiecznego rywala 86:69. Na jego terytorium i osłabiony brakiem dwóch zawodników. Jeden z nich, Kamil Łączyński, mając z tego powodu wyjątkowo więcej czasu po samym spotkaniu niż zawsze, znalazł chwilę na rozmowę.


Marcin Rutkowski: Kiedyś kibice z Włocławka skandowali, że osiemnastka odwołana. Dziś koszykarze z Wrocławia mieli szansę odwołać skromniejszą 18stkę Anwilu, jednak macie to osiemnaste zwycięstwo w sezonie.

Kamil Łączyński: Od początku narzuciliśmy swój rytm gry. Zrobiliśmy dość szybko dwucyfrową przewagę, mimo,że Śląsk grał dość agresywnie i cały czas napierał na graczy z piłką. Pokazaliśmy, że mamy doświadczoną ekipę i daliśmy sobie radę. Do końca kontrolowaliśmy ten mecz.

Wspomniał przed chwilą o tym trener Emil Rajković, na pomeczowej konferencji. Podkreślił Wasz profesjonalizm, że nie zlekceważyliście jego drużyny i cały czas graliście dobrze.

Takie było nastawienie przed meczem. Cały czas mówiliśmy sobie, trener nam to powtarzał, że nie możemy zlekceważyć Śląska. Nasze założenia mówiły, że nie możemy ich dopuścić do łatwych pozycji. Wiedzieliśmy, że na trybunach będzie duża liczba fanów wspierających ich drużynę, bo to jest odwieczna batalia i dla tego też ich nie lekceważyliśmy. Pracowaliśmy w całym tygodniu tak samo, jak przed innymi rywalami. Nie mogło być mowy o odpuszczeniu. Mówiliśmy sobie, że chcemy ich pokonać jak największą możliwą liczbą punktów, a nawet jak będziemy prowadzić wysoko, to dalej mamy grać swoją koszykówkę.

Zdobyliście sporo punktów, ale do tego co zrobił dziś Szczecin trochę Wam brakuje. Zaaplikowali Lublinowi 121 oczek!
Wiem, grali na super skuteczności (69,7% z gry), ale my tez graliśmy na niezłej (49,2% z gry). Myślę, że w pewnym momencie mieliśmy powyżej 50% z gry. Nie wiem, jak skończyliśmy, ale grając w ten sposób i twardo w obronie, nikomu nie jest łatwo z nami walczyć. Ale jednak nie chodzi o to, żeby zdobywać 120-130 punktów, ale żeby zdobyć ten jeden więcej od przeciwnika.

Za Wami szóste zwycięstwo z rzędu. Powoli zbliżamy się w lidze do końcówki rundy zasadniczej. Zaczyna się walka o jak najwyższą pozycję, a przed Wami bardzo ciężkie mecze.

Końcówka rundy czeka nas trudna, ale mamy taką zasadę, że koncentrujemy się na następnym meczu. Trenerzy starają się nam wpoić do głów, że najważniejszy mecz to ten następny i nie myślimy o tym co będzie później, czy np. mamy 3-4 trudne spotkania w przeciągu paru dni. Skupiamy się teraz na Polpharmie i to jest nasze zadanie. Musimy się solidnie przygotować, bo wiemy jak się skończył ich mecz z Toruniem. Jest to drużyna dobrze grająca w ataku i musimy podejść maksymalnie skoncentrowani, żeby nie zrobić sobie żadnego psikusa.

Mówiąc o przygotowaniach do kolejnych spotkań, znów na parkiet nie wybiegł Michał Chyliński. Co mu dolega?

Michał ma pewne problemy z łokciem, ale myślę, że już w najbliższym meczu może zagrać. Nie są to jakieś ogromne problemy zdrowotne i skoro ostatnie mecze były może nie super łatwe, ale z tych teoretycznie łatwiejszych, to trenerzy podjęli decyzję, że dadzą mu dojść do siebie, aby był gotowy w tych najważniejszych momentach sezonu. Tak aby był w pełni zdrowy na play-off.

Natomiast Pan ma złamane żebro…

Ale sytuacja jest podobna, też była decyzja trenera. Jest złamanie, natomiast jestem gotowy do gry. Normalnie się rozgrzewałem się z drużyną. Gdyby trener mnie potrzebował, to jak najbardziej byłem w pełni gotowy. Może nie w 100% sprawny, ale w 100% gotowy żeby być na boisku.

Z jednej strony dwóch mniej, z drugiej coraz częściej pojawia się na parkiecie Chamberlain Oguchi. Gdzieś ta liczba zawodników trochę się bilansuje.

Mamy teraz 11 zawodników, z których każdy jak wejdzie na boisku, to może dać bardzo dużo drużynie i każdy z nas jest wartościowym graczem. Myślę, że nawet nikt specjalnie nie zauważył, że dwóch nas nie grało, że ja i Michał siedzieliśmy z boku. Ta głębia składu pozwoli nam po prostu grać na wysokiej intensywności w przeciągu całego meczu.

z Wrocławia, Marcin Rutkowski

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o