To był pojedynek, po którym jedna ze stron miała być już tylko o jeden krok od upragnionego Mistrzostwa. Po zaciętym meczu i dużych emocjach w ostatnich sekundach, lepsi okazali się podopieczni trenera Igora Milicicia, którzy wygrali 84:80 i prowadzą w rywalizacji do czterech zwycięstw 3:2. Jednym z wyróżniających się graczy drużyny zwycięskiej był Kamil Łączyński, który pod względem punktowym zanotował swój najlepszy występ w ekstraklasie. W trakcie 30 minut zdobył 22pkt oraz miał 7 asyst. Chwilę po meczu zaprosiliśmy rozgrywającego Anwilu na krótką rozmowie.

Marcin Rutkowski: Wygląda Pan na wyczerpanego spotkaniem.

Kamil Łączyński: Łatwo nie było. Dużo dramaturgii, trudny pojedynek. Wiadomo, że obie ekipy bardzo chcą tego złota i łatwo skóry nikt nie sprzeda. Na pewno to, że w ich szeregach nie ma Aarona Johnsona jeszcze bardziej ich napędza do tego, żeby odnieść zwycięstwo i zdobyć ten złoty medal. Grają troszeczkę już bez presji, bo zawsze mogą powiedzieć, że są bez pierwszego rozgrywającego. Także cieszy wygrana, ale jeszcze daleka droga przed nami.

Wspomniał Pan o Johnsonie. Czy jego brak nie spowodował, że bardziej otworzył się obwód?

No tak. Wiadomo, że nie ma już tych gier dwójkowych, które dość często w trakcie swojego przebywania na pakiecie Johnson grał z Adamem Łapetą, czy też z innymi podkoszowymi. Ci podkoszowi po pick-and-roll’ach zdobywają mniej punktów. Tak jak wspomniałeś, więcej jest punktów zawodników obwodowych, którzy po pick and roll’ach wykorzystują swoje możliwości strzeleckie i celnie rzucają za dwa czy za trzy, a także grają dużo więcej tyłem do kosza Nikola Marković z Jure Škificem z pozycji cztery. Na pewno coś im zabrał brak Johnsona, ale też coś im to dało ze względu na to, że inni mogą się otworzyć.

Po Pana trochę szalonej trójce w końcówce czwartej kwarty Hala Mistrzów eksplodowała, ale zaraz niesamowicie odpowiedział Michał Chyliński i znów wróciliśmy do gry.

To prawda. Wydaje mi się, że szczęście trzeba mieć, ale i szczęściu trzeba pomóc. Dziś czułem się dobrze strzelecko, wziąłem na siebie ten rzut i nie ważne, czy piłka wpadła o tablice czy nie, ważne, żeby przeszła przez siatkę i to się stało. Oczywiście Michał również trafił o deskę i jeszcze końcówka była dosyć dramatyczna, bo straciliśmy piłkę w rogu boiska, ale wtedy świetnie Quinton Hosley z Ivanem Almeidą można powiedzieć wskoczyli na Marca Cartera i nie dali mu się rozpędzić.

Chwilami w waszej grze widać braki zespołowości, gra stoi, chcecie grać samemu. Gdy wracacie do tej zespołowej, zaczyna Wam iść.

Różne są fragmenty. Mamy dosyć dużo indywidualności w zespole. Wielu graczy potrafi wziąć grę na swoje barki i niejednokrotnie już pokazywaliśmy, czy w meczu ze Stelmetem Hosley czy Josip Sobin, wielokrotnie trafiał Michał Nowakowski, już nie mówię o Ivanie… Jaylin Airington, Zyziu… no mamy każdego gracza, który może w pojedynkę seryjnie zdobywać punkty. Dla tego nie uważam, że nasze chwilami granie indywidualne to jest coś bardzo negatywnego. Chociaż oczywiście powinniśmy grać zespołowo przez całe 40 minut.

Ostatnio znajomi powiedzieli mi „po co oglądasz te mecze od początku, wystarczy Ci ostatnie 10 minut”. Większość Waszych pojedynków to walka do samego końca, ledwie kilku punktowe różnice na koniec, emocje dla kibiców. To są tak bardzo zbliżone drużyny?

Tak, to są zbliżone drużyny. Walka jest o najwyższy cel jaki można osiągnąć, także nikt tutaj nie będzie odpuszczał. Każda sekunda jest ważna, każde posiadanie jest ważne. Z takim nastawieniem musimy jechać do Ostrowa Wielkopolskiego, że nie możemy pierwszych 5-7min odpuścić i musimy być cały czas skoncentrowani.

Wrócicie tutaj, czy kończycie w Ostrowie Wielkopolskim?

Bardzo bym chciał skończyć w Ostrowie!

Włocławek, Marcin Rutkowski

Mecz nr 6 zostanie rozegrany w poniedziałek 4.06 o godzinie 18:00 w Ostrowie Wielkopolskim. Transmisja w Polsacie Sport HD. Ewentualny mecz nr 7 zaplanowany jest na piątek 8.06 we Włocławku o godzinie 18:30 z transmisją w Polsacie Sport HD.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o