Ekipa Igora Milicicia po czterech spotkaniach zajmuje środkowe miejsce w tabeli. W ostatniej kolejce pokonali u siebie po ciężkiej przeprawie beniaminka z Krosna 65:61. O tym i o kolejnym meczu z Czarnymi Słupsk (również bilans 2-2) porozmawialiśmy z Kamilem Łączyńskim, krótko po końcowym gwizdku w Hali Mistrzów.


Marcin Rutkowski: Z jednej strony sukces, ale z drugiej coś do końca nie trybiło.

Kamil Łączyński: Nie trybiło też w Dąbrowie Górniczej, gdzie przegraliśmy. Nie trybiło w Hali Mistrzów, gdzie wygraliśmy. Wiadomo, wszyscy patrzą na atak, ale my straciliśmy 61 punktów. Wyciągnęliśmy to obroną. Tylko i wyłącznie obroną. Wiadomo, że każdy kibic przychodzi oglądać atak, a nie obronę, ale mecze wygrywa się grając skutecznie po obu stronach parkietu. My w końcówce graliśmy skutecznie po obu stronach i stąd zwycięstwo. Nie ważne jednym, dwoma czy czterdziestoma oczkami, bo i tak byśmy dostali 2pkt za zwycięstwo. Trzeba się z tego cieszyć, wyrzucić to z głowy, przeanalizować błędy, powielić to co dobre i zacząć się przygotowywać do meczu w Słupsku.

Czego najbardziej brakuje w ataku? Agresji?

Skuteczności, tylko i wyłącznie skuteczności. Mamy wiele otwartych rzutów, nie wiem skąd się biorą nasze wahania. Na treningu naprawdę oddajemy ich mnóstwo, żeby nie powiedzieć że w tygodniu tysiące. Naprawdę rzucamy bardzo dużo i teraz to tylko kwestia przełożenia tego na mecz. W zeszłym roku dwa spotkania na styku wygraliśmy, równie dobrze początek mógłby być inny. Pierwszy z Rosą i trzeci z Turowem to były mecze, których nie powinniśmy wygrać. W tym roku w Starogardzie Gdańskim nie udało się tego zrobić, natomiast teraz wygraliśmy zaciętą końcówkę. Brakuje pewnych elementów w grze w ataku, gdzieś się nie zazębia, nie klei się. Ten offence nie wygląda tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Oczywiście sami też byśmy chcieli zdobywać po 90, a tracić po 60 punktów.

Już w tej okolicy rzucaliście.

Ale mecz meczowi jest nierówny. To jest dyspozycja dnia.

Może wynikało to bardziej z obrony rywala?

Możliwe że też. To nie jest na takiej zasadzie, że rywal daje nam otwarte rzuty, a my ich nie trafiamy. Jest presja i niejednokrotnie rzut był z ręką. Ale pamiętajmy, ile spod kosza było niecelnych rzutów, ile razy piłka się wykręciła z obręczy. Także ja bym nie dramatyzował. Jest zwycięstwo i z tego trzeba się cieszyć.

Po pokonaniu Krosna możecie na rękach nosić Pawła Leończyka. Punktował w trudnych momentach, zdobył ważną trójkę (21pkt, 9zb, 60% z gry).

Wiedzieliśmy, na kogo grać, gdzie mieliśmy przewagę. Nie od dziś wiadomo, że nasza drużyna jest zbilansowana. Nie mamy tak, jak w zeszłym roku Davida Jelinka, pod którego był ułożony atak. W tym sezonie jest inaczej. Mamy rozłożoną grę w ataku i każdy musi wziąć w pewnym momencie odpowiedzialność na swoje barki. Gdy się prześledzi to, jak zdobywamy punkty, to naprawdę w każdym meczu kto inny gdzieś tam lideruje. Są trzy – cztery osoby, które mają w tym ataku się wyróżniać, jeśli chodzi o zdobycz punktową, ale na nich pracuje cały zespół. Oni tylko wszystko wieńczą. Tak jak niejednokrotnie gra się dwójkowe akcję z Josipem Sobinem. Widzi się jego punkty, a nie widzi się, że cała drużyna zrobiła taki spacing, żeby on te dwa punkty zdobył. Oczywiście, Paweł zagrał w końcówce fenomenalnie w ataku i poprowadził nas do zwycięstwa, ale naprawdę nie patrzmy tylko na ludzi, którzy zdobywają punkty, bo to jest złudne.

Kolejny mecz w Słupsku. Póki co w tym sezonie na wyjeździe zwycięstw brak.

Nie wiem na czym polega ten „fenomen”,że nie możemy na wyjeździe zagrać z takim pazurem jak u siebie. Natomiast Słupsk też nie jest w najwyższej formie, dlatego chcemy pojechać tam i zagrać dobrą koszykówkę przez 40 minut, a nie 10-15, bo z takim przeciwnikiem i w takiej hali to nie wystarczy. Natomiast taktyka Słupszczan się nie zmieniła, wszystko opierają głównie na pick and roll’ach z Jarelem Blassingame’em. Prawda jest taka, że powstrzymanie go spowoduje duże zamieszanie w ich szeregach. Nie chcę mówić o jakichś naszych przewagach, bo jest na to za wcześnie, natomiast jest na to pomysł, abyśmy… wiemy jak przeciwstawić się ich grze, ale czy nam wyjdzie to nie mogę niczego obiecać. To jest trudny teren, to jest bardzo dobra ekipa, w dodatku mecz telewizyjny. Takie spotkania wywołują jeszcze większą mobilizację, jest jeszcze większa chęć zwycięstwa. Oni na swojej sali jeszcze w tym sezonie nie wygrali, więc na pewno podejdą do tego meczu zmobilizowani.

Mają również nowego zawodnika. Ich rzucającym został 23 letni Chavaughn Lewis, przyszedł za Burrella. To może być element zaskoczenia?

Może tak, ale też spokojnie. Musimy skupić się mocno na naszej grze. Wiemy, że te trybiki nie działają tak, jak działać powinny, więc czy ktoś doda nowego zawodnika, czy nie, to myślę że ich strategia wielce się nie zmieni. Jak będziemy grać agresywnie, tak jak w końcówce w meczu z Krosnem, to powinno być nieźle.

A gdzie szukać tej agresji? Jak ją wyzwolić? Chwilami gracie tak, jakby brakowało tego pazura czy to w ataku czy w obronie.

Czasami jest tak, że nawet jak jest ten pazur, to pewne rzeczy nie wychodzą.

Tylko taki mecz się lepiej ogląda, jak drużyna walczy.

Ja wiem, ale w tym meczu było tak, że rzuciliśmy dwa punkty i zrobiło się 35:26. Mamy świetną obronę i Maddox rzuca wymuszoną trójkę i trafia. Potem my nie trafiamy, on gra jakiegoś wariata, trafia hakiem i oni nagle z tego robią run 18-0. Czyli pomimo tego, że ten pazur gdzieś tam był na początku, to i tak się trafia szczęśliwe rzuty. Mecz nie może zakończyć się wynikiem 0-0, zawsze się może zdarzyć tak, że gdzieś ta piłka wpadnie przeciwnikowi do kosza. Kwestia jest tylko tego, żeby jak najczęściej uprzykrzyć im życie. Żeby to nie były rzuty treningowe, żeby nie biegali tak jak oni chcą, tylko jak my chcemy. Nawet zawsze mamy taką teorię, którą coach próbuje nas zarazić, żebyśmy to my grając w obronie atakowali atakujących. Żebyśmy to my starali się przeciwstawić im, aby musieli złamać swoje zagrywki i grać to, do czego nie są przyzwyczajeni.

I w tym meczu często zaczynaliście wysoko swoją obronę.

Tak, oczywiście. O to właśnie chodzi. Agresja zaczyna się od rozgrywających i my to wiemy. Razem z Robertem staraliśmy się wywierać cały czas presję na całym boisku. Natomiast tak jak mówię, co z tego, że ona była, jak gdzieś tam w końcowych fragmentach akcji jednak trafiali. Taka jest koszykówka, nie da się obronić wszystkiego, ale trzeba grać równo. Drużyny, które grają równo przez 40 minut, walczą o najwyższe laury.

z Włocławka, Marcin Rutkowski


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o