Anwil po rocznej nieobecności wrócił do play-off z dużym impetem. Podopieczni Igora Milicicia rozbili rywala tracąc w 30min tylko 34pkt, a na początku ostatniej części meczu prowadząc nawet 72:34. Zaraz po meczu chwilę na rozmowę znalazł Kamil Łączyński, który popisał się aż ośmioma asystami.


 

Marcin Rutkowski: Wasze pierwsze spotkanie z Wilkami Morskimi chyba najlepiej obrazuje trzecia kwarta, w której rywale rzucili Wam tylko trzy punkty.

 

Kamil Łączyński: To jest play-off. Wyszliśmy z pełną agresją. Wiedzieliśmy, że nie możemy dać im się rozpędzić. Mamy taki plan, żeby jeszcze dwukrotnie tak zagrać. Zobaczymy, czy się uda. Wiemy, jak groźna to jest drużyna, że potrafią seryjnie trafiać z półdystansu i dystansu. Jak pokazali w końcówce drugiej kwarty, umie to każdy zawodnik. Rzucili nam 8pkt z rzędu, bez naszej odpowiedzi. Musimy jak najszybciej zapomnieć o tym meczu, bo w niedzielę jest nowa historia.

 

Graliście z nimi w rundzie zasadniczej całkiem niedawno. Czymś Was zaskoczyli?

 

Myślę, że nie. Jesteśmy przygotowani na ich zagrywki i myślę, że tak samo oni są przygotowani na nasze.

 

A Wy coś nowego wprowadziliście przed tym meczem?

 

Możliwe, możliwe że coś wprowadziliśmy (śmiech), ale nie ma co się rozwijać. Wynik jest taki jaki jest. Myślę, że zagraliśmy bardzo agresywnie i myślę, że to był klucz do wygranej. Nie zawsze jest tak, że w play-offach gra się na wysokiej skuteczności, tak jak chociażby w pierwszym meczu Toruń zagrał ze Słupskiem. To jest bardziej walka, kto więcej serca zostawi na boisku ten raczej powinien wygrać.

 

Jeśli chodzi o skuteczność, rywale mieli za 3pkt niecałe 20%. Jakoś specjalnie się przygotowaliście, żeby nie dawać im dobrych pozycji do rzutów za trzy?

 

Oczywiście, że tak. Wiemy, że jest to drużyna, która tak jak wcześniej powiedziałem, potrafi seryjnie rzucać za trzy. Natomiast prawda jest taka, że kilka otwartych pozycji oni mieli i po prostu nie byli skuteczni. Ale to wszystko może się zmienić w niedzielę i potem w Szczecinie. Cieszę się bardzo i chyba wszyscy się tutaj we Włocławku cieszą, że zatrzymaliśmy ich na tych niecałych 20% za trzy, bo oni potrafią rzucać nawet po 50-60%. Natomiast w niedzielę jest nowa historia i trzeba znów zagrać na takiej intensywności, żeby oni znowu mieli co najmniej rękę na twarzy przy rzucie za trzy.

 

Kolejny mecz w niedzielę. Jaki jest plan na sobotę?

 

Na pewno będziemy mieli trening. Na pewno będziemy mieć analizę dzisiejszego spotkania. Znając naszych trenerów znajdą jakieś szczegóły, gdzie graliśmy źle, gdzie mamy dużo do poprawy i myślę, że jeżeli wyciągniemy wnioski z tych błędów które popełniliśmy, a popełniliśmy chociażby w drugiej połowie drugiej kwarty, to mecz w niedzielę powinien się też tak ułożyć. Może nie z taką przewagą, ale zakończy się naszym zwycięstwem. Także trochę odpoczynku i trochę koncentracji, bo ta seria jest jeszcze daleka do zakończenia.

 

Jeśli chodzi o odpoczynek, to mogliście już trochę odpoczywać pod koniec trzeciej kwarty, kiedy trener wpuścił na parkiet młodego Kamila Hanke. Dla niego to na pewno duże przeżycie (11min, 6pkt, 2zb).

 

No tak, na pewno. Jego pierwsze play-offy w życiu. Natomiast pamiętajmy, to jest seria do trzech wygranych i nie wolno wszystkich sił rzucać na pierwszy mecz. Także mamy przed sobą jeszcze kolejne mecze i musimy się teraz jak najszybciej zregenerować, aby w niedzielę grać znowu bardzo agresywnie.

 

Głośno było na hali?

 

Głośno, ale nie widziałem, żeby była pełna hala. Także to jest apel do wszystkich kibiców. Jeżeli ta koszykówka ma naprawdę wrócić i cały Włocławek żyje koszykówką, to chciałbym aby nie było wolnych miejsc. Dziś trochę ich było. Oczywiście, Ci co dziś byli dali z siebie wszystko i świetnie nas dopingowali, ale mówię – chciałbym zaprosić wszystkich na niedzielny mecz bo każde gardło jest na wagę złota.

 

Stan rywalizacji do trzech zwycięstw: Anwil Włocławek 1-0 KING Wilki Morskie Szczecin
Mecz nr 2: 1.05, 17:50, Włocławek – Hala Mistrzów

z Włocławka, Marcin Rutkowski

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o