1992 – Larry Bird kończy karierę

1992 – Larry Bird kończy karierę
Sierpień 18 08:06 2017 Print This Article

“Larry Legend” wiesza buty na kołku i obejmuje stanowisko asystenta zarządu Boston Celtics. Kończy się pewien etap w historii zawodowego basketu, czas na nowe gwiazdy, nowe rekordy, czas na nieuchronną wymianę pokoleń. Jednak Bird nie był kolejnym przeciętnym zawodnikiem, o którym miano tak po prostu zapomnieć. Dzięki swoim nietuzinkowym dokonaniom ten genialny skrzydłowy już na zawsze zostanie zapamiętany jako jeden z najwybitniejszych graczy, trenerów i managerów w historii NBA.

Kiedy 18.08.1992 Bird ogłosił zakończenie swojej wspaniałej kariery, pokonany przez chroniczny ból pleców, wielu przeciwników odetchnęło z ulgą. Wiedzieli, że nie będą już musieli pobierać kolejnej brutalnej lekcji basketu od jednego z najznakomitszych zawodników w dziejach koszykówki. Jego pewność siebie była ogromna, wręcz onieśmielająca. Upokarzał graczy, którzy odważyli się stanąć mu na drodze, doprowadzał ich do łez. Był do tego stopnia bezczelny, że wskazywał miejsce na parkiecie, z którego odda decydujący rzut i otoczony zgrają szalejących obrońców pewnie trafiał do kosza.

Nie grał zbyt efektownie, nie należał do grona fenomenalnych dunkerów takich jak Larry Nance czy Kenny Walker, lecz był do bólu efektywny (13 sezonów -> średnio 24.3 punktu, 10 zbiórek, 6.3 asysty). Lider pełną gębą, legenda Boston Celtics, członek kultowego Dream Team’u, trzykrotny mistrz NBA, trzykrotny MVP sezonu regularnego, trzykrotny zwycięzca konkursu rzutów za trzy punkty (pamiętny ostatni rzut i odejście z palcem uniesionym ku górze, WOW) – niezapomniany numer 33, Larry Bird.

Wojciech Zwaduch
Wojciech Zwaduch

Historia NBA

Zobacz więcej tekstów

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "1992 – Larry Bird kończy karierę"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Gregor
Gość

Nikt nie komentuje, a warto odnieść się do klasy L Birda. Już kiedyś to pisałem. To między innymi dzięki niemu NBA stała się tak popularna. Wykreowano świetne pojedynki dwóch mega gwiazd czyli jeszcze Magic. Oglądalność, popularność wzrosła. Świetne pojedynki. A tuż za nimi czaił się Jordan i czekał na swoją kolej z Chicago. Po drodze swoje pięć minut mieli Pistons, którzy jako pierwsi postawili na obronę, może i brudną, ale to tłoki jako pierwsi postawili na obronę. No i NBA się rozwinęło do obecnego poziomu. Szacunek dla takich graczy.

Thomas
Gość

Krótko, solidnie i w temacie.

Grzegorz Es
Gość

NBA rozwinęło się do poziomu gdzie praktycznie bez obrony szuka się na siłę bohaterów mogących w ataku wszystko dorównać MJ, czy wcześniejszym gwiazdom Larremu czy Magicowi. Generalnie uważam że trochę na siłę szuka się najlepszego w historii NBA koszykarza, może i Jordan jest najlepszy ale wiele razy musiał ulec Birdowi, nawet rzucając im w playoff 63 pkt polegli w serii. Każda era ma swojego idola i szukanie najlepszego wśród najlepszych to dobre na dyskusje u fryzjera a nie jakiś pieprzony paradygmat.

wpDiscuz