John Starks – Wojownik z Nowego Jorku

John Starks – Wojownik z Nowego Jorku
Grudzień 07 17:02 2017 Print This Article

Naprawdę niewiele brakowało, aby ten niezapomniany zawodnik nigdy nie znalazł się w NBA. Brak uznania w oczach kolejnych trenerów drużyn uniwersyteckich, kradzież i krótki pobyt za kratami, afera związana z zażywaniem narkotyków i ciągłe zmiany wyższych uczelni. Upadek, podjęcie pracy w supermarkecie, a po godzinach treningi w pocie czoła i konfrontacja z własnymi słabościami. Zdecydowanie nie jest to idealny start dla młodego koszykarza, jednak dzięki ogromnej determinacji John Starks zdołał wybić się ponad przeciętność i osiągnął zamierzony cel.

Legendarny gracz Knicks trafił do ligi we wrześniu 1988 roku. Atletyczny młodzieniec nie został wybrany w drafcie, lecz ostatecznie znalazł uznanie w oczach włodarzy Golden State Warriors, którzy zdecydowali się podpisać z nim upragniony kontrakt. W tym samym czasie szeregi ekipy z Kalifornii zasilił inny utalentowany pierwszoroczniak Mitch Richmond co znacząco ograniczyło liczbę minut chłopaka z Oklahomy. Starks wystąpił w zaledwie 36 spotkaniach, natomiast jego konkurent do miejsca w składzie rozegrał znakomity sezon i zgarnął prestiżową nagrodę Rookie of the Year. Po rozczarowujących debiutanckich rozgrywkach umowa żółtodzioba została rozwiązana i wydawało się, że jego marzenie o karierze w NBA już nigdy się nie ziści. Kolejne dwa lata to tułaczka po CBA oraz WBL i nieustanna walka o szansę na występy w gronie zawodowców.

W 1990 roku Starks otrzymał zaproszenia na testy w drużynie z Nowego Jorku, a takiej okazji ten niezwykle ambitny młokos nie mógł zmarnować. Postanowił, że za wszelką cenę zapisze się w świadomości sztabu szkoleniowego Knicks i podczas wewnętrznej gierki wykonał nieudaną próbę dunku nad samym Patrickiem Ewingiem. Uderzając z impetem o parkiet skręcił kolano doznając bolesnego i skomplikowanego urazu, który okazał się dla niego przepustką do dalszych występów w zespole z Big Apple. Ówczesne przepisy zabraniały bowiem zwolnić kontuzjowanego gracza jeśli ten nie wykurował się do końca grudnia i w ten sposób Starks stał się pełnoprawnym członkiem składu Knickerbockers. John spędził w Nowym Jorku 8 sezonów stopniowo awansując w hierarchii Knicks oraz zyskując szacunek wymagających kibiców ekipy ze wschodniego wybrzeża.

Kiedy Pat Riley objął stery drużyny z amerykańskiej metropolii z miejsca dostrzegł potencjał drzemiący w byłym zawodniku Oklahoma State. Doświadczony coach powierzył mu rolę podstawowego SG, a ten odwdzięczył się doskonałą postawą po obu stronach boiska. Indywidualnie był to owocny czas dla Starksa, który w 1992 roku korzystnie zaprezentował się w mocno obsadzonym konkursie wsadów, a dwa lata później wziął udział w meczu gwiazd. W tym samym sezonie wraz z Ewingiem, Masonem oraz Oakley’em dotarł do pamiętnego finału NBA, gdzie waleczni Knicks musieli uznać wyższość Houston Rockets. Jego pełne dramaturgii potyczki z Michaelem Jordanem i Reggiem Millerem na zawsze zapisały się w pamięci sympatyków basketu, a ten bezczelny twardziel dla wielu stał się synonimem gry bezkompromisowej, często na granicy faulu.

Wojciech Zwaduch
Wojciech Zwaduch

Historia NBA

Zobacz więcej tekstów

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "John Starks – Wojownik z Nowego Jorku"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
kmn
Gość

starks, ty mały wariacie. knicks lat 90ych to było TO !!
już sto tysięcy razy jeden z drugim zachwycał się jak to pięknie było oglądać nba te ćwierć wieku temu. i co..? ja chyba zawsze będę czuł ogromny sentyment do pojedynków knicks, pacers, sonics, suns czy goldenów z niedalekiej przeszłości.
pozdrowienia dla pozytywnych wariatów, takich jak dżony

Reggie 31
Gość

Nie był Jordanem czy nawet A.Houstonem,ale fajnie się go oglądało.No może poza 7 meczem finałowym w 1994 gdzie wszystko co mógł to spudłował-airballe też były.Jak by nie patrzeć pierwszy gracz NBA który w sezonie przekroczył 200 trójek w sezonie.

Gregor
Gość

Miał facet temperament, może dlatego wszyscy go pamiętamy. Najbardziej wspominam jak opisał Jordana po jego powrocie, coś w stylu: “Jordan? To ten co grał w baseball?” No i się później doigrał bo MJ rzucił ok 40 pkt. W tamtych latach to najbardziej kręciła mnie Indiana i NY (poza Pistons rzecz jasna). Lubiłem boiskowych wyrobników. Dziś to “zadaniowcy” czego dotąd nikt mi nie wytłumaczył. Lubiłem Oakleya, Masona, A Davisa itd. Typowe walczaki o każdy milimetr pomalowanego.

kmn
Gość

majkel jordan ?? nie wiem o kogo chodzi, to jakiś jakiś basebalista. jakoś tak to leciało. i majk sypnął chyba ponad 50pkt o ile pamiętam
no i słynny wsad w game 2 east semifinals chyba 1993. lewą ręką ech.

Cikos
Gość

Idealnie pasowal do Knicksow. Wlasciwy czlowiek we wlasciwym miejscu.Nie wyobrazam go sobie w innym zespole.Jest doskonalym przykladem tego,ze na zaufaniu jaki otrzymal od trenera,mozna stac sie wspanialym zawodnikiem.Jak Starks byl na parkiecie,to wiadomo bylo,ze cos sie zaraz bedzie dzialo.Kozak jakich malo….

cormac
Gość

wizytówka Knicks z lat 90 tych, czyli poświęcenie, zaangażowanie i agresywna obrona (coś co w dzisiejszej NBA praktycznie nie istnieje), od tamtych czasów kibicuje Knicks. Strasznie żałowałem tych finałów z Houston a w szczególności przegranego kluczowego meczu nr 3 kiedy błysnął w końcówce rookie Sam Cassell…

wpDiscuz