Fenomenalny Florence, tańczący z piłką Broussard, ostra walka na pograniczu fauli, budowanie przewagi i fantastyczne pogonie punktowe i to wszystko okraszone niesamowitym dopingiem kibiców. Tak wyglądał czwarty mecz półfinałowy pomiędzy Anwilem Włocławek a Arką Gdynia. Krótko po ostatnim gwizdku na rozmowę zaprosiliśmy Michała Ignerskiego, zawodnika zwycięskiego Anwilu (90:85). A mecz nr 5 już w niedzielę, transmisja od 19:45 w Polsacie Sport. Warto!


W połowie czwartej kwarty prowadziliście dziesięcioma punktami. Podopieczni trenera Frasunkiewicza popisali się serią dziewięciu punktów z rzędu i znów zrobiło się nerwowo.

Taka jest koszykówka. Raz oni punktują, raz Ty punktujesz. Może kwestia zmęczenia, być może jakiejś dekoncentracji. To jest wspaniały zespół. Na pewno nie chcieliśmy tego. Trzeba to przeanalizować, ale najważniejsze, jak się to później skończyło.

James Florencere rekord sezonu i 38pkt. Jakie były założenia przedmeczowe wobec tego gracza?

Oczywiście, że go pilnujemy. To jeden z dwóch liderów tego zespołu. To spotkanie rozegrał fantastycznie, trafiał z naprawdę ciężkich pozycji. Trzy czwarte tych rzutów były przez ręce i naprawdę z daleka. Nie ma obrony, żeby takie rzuty obronić. Staramy się go czasami odcinać od podań, ale to naprawdę kosztuje dużo sił i nie zawsze działa.

A może to, że tak się rozrzucał, trochę Wam pomogło? Uśpiło resztę zawodników Arki, przestali grać zespołowo.

To problem Arki jak oni to odebrali. Jeżeli on ma rzucać 40pkt a my wygrywać mecz, to niech nadal tak zrobi w kolejnym spotkaniu.

W Anwilu za to fenomenalnie zagrał Aaron Broussard. Zdobył 25pkt, robił co chciał.

Znamy Aarona i wiemy, jakie ma możliwości gry tyłem. Staramy się wykorzystywać jego siłę i umiejętności pod koszem, a tym razem miał również dużo punktów z penetracji i fantastycznie nas liderował.

Patrząc na grę Michała Ignerskiego, można było odnieść wrażenie, że był Pan na początku trochę uśpiony, ale w trzeciej kwarcie pojawił się przechwyt, po chwili celna trójka, osobiste. Ruszyło.

Ciężki mi się weszło w mecz. Zawsze jest tak, jak ma się dwa przypadkowe faule i musiałem szybko usiąść. Później z ławki starałem się powoli wejść w mecz. W trzeciej kwarcie byłem już zdeterminowany, mieliśmy 11pkt straty, chciałem jak najmocniej pomóc. Akurat wyszło jak wyszło. Jestem gotowy do brania odpowiedzialności w każdej chwili. Cieszę się, że akurat tym razem dałem ten sygnał do pogoni i tak to się później potoczyło.

Na tym poziomie, przed decydującym meczem numer pięć, jest co poprawiać? Czy to już tylko kwestia dyspozycji dnia? Znacie się z rywalami chyba już na wylot.

Myślę, że tak. Taktycznie się znamy. Czasami jeszcze wprowadzamy jakieś drobne zmiany. Kilka zagrywek, które możemy z zaskoczenia pokazać na początku, czy wprowadzić w danych sytuacjach po timeoutach. Jednak tak naprawdę mecz się rozgrywa w parterze. Walka o każdą zbiórkę, o te niczyje piłki, o koncentrację i ten, kto będzie miał więcej siły, ten wygra.

Po takim meczu nie sposób nie spytać o atmosferę na hali.

Coś fenomenalnego po prostu. Grać dla takich kibiców, w takiej atmosferze… po to wróciłem do koszykówki, żeby to poczuć. Coś niesamowitego. Kibice za nami jeżdżą, do Gdyni teraz na pewno pojadą jeszcze w większym gronem. To jest niebywałe. Unikalne w skali europejskiej tak naprawdę. Tylko im dziękować i mam nadzieję, że sprawimy im niespodziankę i że wszyscy będziemy się cieszyć z finału.

Może Pan zdradzić, co trener Igor Milicic powiedział po meczu w szatni?

Zrobiliśmy kolejny nasz krok, drugi. Pozostał trzeci. Trener powiedział, że jest z nas dumny. Na daną chwilę musimy poprawić właśnie te rzeczy, o których Pan wspomniał. Żeby nie dawać się doganiać w czwartej kwarcie, żeby nie było przestojów. Ale to jest koszykówka i to będzie. Z takimi świetnymi zespołami to jest nieuniknione.

Stan rywalizacji półfinałowej: 2-2
Mecz nr 5: 26.05.2019, 20:00, Gdynia
Transmisja: Polsat Sport (od 19:45)

Włocławek, Marcin Rutkowski

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o