Finaliści NBA, wielokrotni uczestnicy Meczów Gwiazd, debiutanci roku, zdobywcy MVP oraz wielu innych nagród indywidualnych, wybierani do pierwszych piątek sezonu zasadniczego i play off, medaliści olimpijscy oraz uczestnicy Mistrzostw Świata. O kim mowa?


Bohaterami, których osiągnięcia zostały przytoczone powyżej to Gwiazdy Koszykówki Amerykańskiej grający w zawodowej lidze NBA w latach 90-tych. Charles  Barkley, Patrick Ewing, Karl Malone, Reggie Miller, John Stockton,  Dikembe Mutombo, Anfernee Hardaway, Charles Oakley, Dominique Wilkins, Larry Johnson, Grant Hill, Shawn Kemp i wiele innych legend koszykówki oprócz fantastycznej gry i pobijanych na każdym kroku rekordów, łączy coś jeszcze. Wszyscy oni nie zaznali smaku wygranych Finałów i zdobycia mistrzostwa NBA. W wielu przypadkach na drodze do zdobycia tytułu stawał im Michael Jordan, którego Chicago Bulls zdominowało rywalizację w latach 90-tych tworząc Dynastię.

Komu z nich najbardziej należał się tytuł mistrza? Który z nich był najbliżej osiągnięcia pełni sukcesu?

Charles Barkley jako zawodnik Philadelphii 76ers grał w cieniu Juliusa Ervinga i Mosesa Malone’a. Dopiero po odejściu gwiazd stał się liderem, jednakże największym sukcesem jaki osiągnął w barwach Szóstek był tytuł MVP All-Star Game 1991. Najbliżej celu Sir Charles był w 1993 roku, kiedy to w barwach Phoenix Suns przegrał Finały w sześciu meczach z Chicago Bulls. Ekipa Jordana wygrywając te Finały przypieczętowała swoje pierwsze Three-Peat. Za sezon zasadniczy Barkley otrzymał tytuł MVP a Finały 1993, które były także jedynymi w karierze Kevina Johnsona, Cedrica Ceballosa oraz Dana Majerle’go – zostały okrzyknięte finałami dekady. W poszukiwaniu szczęścia Barkley przeszedł do Houston Rockets jednak zaczęły nękać go kontuzje i nie zdołał zdobyć mistrzostwa NBA.

Debiutant 1986 roku, dziewięciokrotny uczestnik All-Star Game – Patrick Ewing – lider New York Knicks przegrał walkę o mistrzostwo w siódmym meczu Finałów 1994 z będącym u szczytu kariery Haakemem Olajuwonem i jego Houston Rockets. W tej samej potyczce swoje jedyne szanse na mistrzowskie pierścienie pogrzebali także Charles Oakley i John Starks. New York Knicks zdołali dostać się jeszcze do Finałów w 1999 roku. Kontuzjowany King Kong nie mógł jednak pomóc swojej drużynie a jego koledzy – Larry Johnson i Latrell Sprewell (nigdy więcej nie grali w Finale) – pozostawieni bez lidera nie zdołali nawiązać walki z duetem Twin Towers z San Antonio i przegrali rywalizację 1-4.

Mistrz Olimpijski z 1996 roku, wielki rywal Michaela Jordana, słynący z celnych, decydujący rzutów za trzy punkty Reggie Miller także zakończył karierę bez upragnionego mistrzostwa. Pięciokrotny uczestnik meczu gwiazd zagrał w The Finals tylko raz w 2000 roku. Jego Indiana Pacers, w której składzie grali wtenczas także Chris Mullin i Rik Smits (obaj zakończyli kariery nie zdobywając mistrzostwa), przegrała 2-4 z będącymi na fali wznoszącej Los Angeles Lakers.

Karl Malone (dwukrotny MVP sezonu 1997 i 1999 oraz dwukrotny MVP All-Star Game 1989 i 1993), John Stockton (MVP All-Star Game 1993) oraz Jeff Hornacek – stworzyli wielką trójkę w Utah Jazz, która dwukrotnie z rzędu (1997 i 1998) przegrała walkę o Trofeum Larry’ego O’Brienai dwukrotnie na ich drodze stawał Jego Powietrzność Michael Jordan. Mailman jak nazywano Malone’a wystąpił jeszcze raz w Finałach NBA w 2004 roku reprezentując barwy Los Angeles Lakers, jednak Jeziorowcy przegrali tamtą rywalizację z Detroit Pistons w stosunku 1-4.

Jedną z „ofiar” talentu Michaela Jordana stał się efektowny „dunker” Shawn Kemp. W Finałach 1996 roku jego Seattle SuperSonics ulegli 2-4 Chicago Bulls, którzy rozpoczęli tym samym drogę do zdobycia drugiego Three-Peat. Finał 1996 był też jedyną szansą na zdobycie mistrzowskiego pierścienia dla Hersey’a Hawkinsa. Po sezonie Kemp odszedł do Cleveland Cavaliers a w następnych latach ubierał jeszcze koszulkę Portland Trail Blazers i Orlando Magic. Zawodnik nie osiągnął już jednak takiego poziomu jaki prezentował podczas sezonu 1995/1996 i nie zdołał zdobyć mistrzostwa.

„The Human Highlight Film” – tak określano króla strzelców NBA sezonu 1985/1986 Dominique’a Wilkinsa. Dziewięciokrotnemu uczestnikowi NBA All-Star Game nie było nigdy dane rozegrać ani jednego meczu w The Finals. Pod jego przywództwem Atlanta Hawks odniosła wiele wygranych pojedynków lecz jedyne klubowe mistrzostwo zdobył grając w Panathinaikosie Ateny wygrywając Euroligę w 1996 roku. Zapamiętany został jako zwycięzca konkursu wsadów w 1985 roku. Jego przeciwnikiem był nie kto inny jak His Airness.

Graczem bez pierścienia jest także Penny Hardaway jeden z liderów młodej drużyny z Orlando. Anfernee zdobył tytuł MVP Rookie Game a na koniec debiutanckiego sezonu 1993/1994 został wybrany do drużyny NBA All-Rookie Team, minimalnie przegrywając tytuł debiutanta roku. Czterokrotny uczestnik Meczu Gwiazd już podczas drugiego sezonu gry w NBA miał szansę zdobyć mistrzostwo ligi. Jak się później okazało była to pierwsza i zarazem ostatnia szansa. W 1995 roku tworząc duet z Shaquille’em O’Neal’em  pokonali w drodze do Finału – Boston Celtics, Chicago Bulls oraz Indianę Pacers. Niestety dla nich rzeczywistość okazała się brutalna gdyż w Finale przyszło im walczyć z Houston Rockets. Mistrzowie poprzedniego sezonu wzmocnieni Clyde’em Drexlerem nie pozostawili Orlando Magic złudzeń pokonując ich 4-0.

Grant Hill – zawodnik, którego już po debiutanckim sezonie w którym zdobył tytuł Rookie of the Year, zaczęto nazywać następcą Michaela Jordana, to kolejna gwiazda NBA lat 90-tych która zakończyła karierę bez mistrzostwa. Sześciokrotny uczestnik meczu gwiazd nie zagrał nawet w meczach finałowych. Po zakończeniu sezonu w 2000 roku odszedł z Detroit Pistons i przez kolejne lata borykał się z kontuzjami będąc graczem Orlando Magic. Karierę zakończył w trykocie Los Angeles Clippers.

Terry Porter (finalista 1990 i 1992), Dikembe Mutombo (finalista 2001) oraz Mark Price, Tim Hardaway, Vin Baker, Eddie Jones, Nick Van Excel to także legendy Zawodowej Koszykówki Amerykańskiej, które nie doświadczyły mistrzowskiej fety.


Współcześnie na parkietach najlepszej koszykarskiej ligi świata obserwujemy zmagania obecnych gwiazd NBA. Wśród nich jest sporo wybitnych zawodników z mistrzowskimi  aspiracjami. Rozwijając swoje talenty poszukują oni drogi do upragnionego mistrzostwa. Niedawno buty na kołek zawiesił Steve Nash – dwukrotny MVP sezonu zasadniczego, ośmiokrotny uczestnik All-Star Game. Wspólny mianownik z gwiazdami lat 90-tych? – Brak mistrzostwa NBA. Czy Russell Westbrook, Carmelo Anthony, Derrick Rose, Paul George, James Harden, Dwight Howard, Anthony Davis, John Wall i pozostali gracze doświadczą tego samego losu, który spotkał wiele gwiazd NBA lat 90-tych? Czy będą oni mieli możliwość założenia na palec pierścienia mistrzowskiego? A może zdobędą ich kilka? Czas pokaże a my przekonamy się o tym w najbliższych latach ciesząc się z możliwości oglądania wyczynów najlepszych koszykarzy świata.

Autor: Andrzej Bies

 

19
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
16 Comment authors
JimmySzypcormacGrzegorz EsCarter86 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Gregor
Gość
Gregor

Fajna art bo akurat dla mnie i mojego pokolenia opisane powyżej gwiazdy to….gwiazdy na miarę ASG. Nie to co dzisiaj.

Marcin
Gość
Marcin

Liga ze względu na tempo gry należy teraz do młodych, zwróć uwagę ilu było debiutantów tegorocznym ASG. Kiedyś w ASG grały same “stare wygi”, a jak się trafił jakiś debiutant to było komu na nosie zagrać i pokazać miejsce w szeregu.

Carter86
Gość
Carter86

O jakich debiutantach mowa ? Bo nie widziałem ani jednego. Embid powinien grać już 4 sezon a gra w zasadzie drugi ale w lidze jest już od 3 lat. Dalej kto ? Lillard ? Też już biega chyba 5 rok, Oladipo też ze 4 lata ma już w nogach, podobnie jak Beal. Więc gdzie są ci debiutanci ? Czy masz na myśli takich którzy grają po raz pierwszy ? Bo piszesz o młodych czyli w domyśle 1-2 roczniaków. Jeśli chodzi o debiutantów w ASG ogólnie to zwróć uwagę, że masa zawodników wyleciało przez kontuzje. Poza tym “stare wygi” muszą kiedyś… Czytaj więcej »

Jimmy
Gość
Jimmy

Carter jesteś ignorantem,patrz na takich zawodników jak jaylen Brown, tatum, Malik monk Mitchell, simmons, ingram A to jest ich 2-3 sezon. Booker po 2 sezonach gry sieknal jakby nigdy nic 70 pkt przeciw Celtics (kto by tam patrzył, kiedyś to bylo…)

Reggie 31
Gość
Reggie 31

Reggie największe szanse miał na mistrzostwo nie w starciu z LA w 2000r,ale w 1998r.Jak później mówił w wywiadzie”mieliśmy ich i spiepszyliśmy”.Chicago wygrali finał konferencji 4-3 i potem z Utah 4-2.Tamta Indiana miała by napewno większe szanse z Utah niż z LAL w 2000r.Dostał też propozycję od Bostonu w 2008r.(byli mistrzami)Ale odmówił bo nie chciał być rezerwowym.Sporo graczy mimo braku pierścienia jest bardziej zapamiętanych czy szanowanych niż ci z mistrzostwem.

kmn
Gość
kmn

fajny art, zawsze lubię powspominać moje gwiazdeczki z lat młodości. kocham tych “przegrańców” !! penny, chuck, koń ewing 🙂 no może z wyjątkiem nudziarzy z juuuuuuta…
p.s.
w tym całym wpisie najbardziej zadziwił mnie fakt o ledwie 5-krotnym powołaniu/uczestnictwie reggiego killera w meczach all stars. kpina jakaś…
pozdro dziadki

Ruspect
Gość
Ruspect

Masz racje z tym powołaniem do all staru 5 razy dla mnie to też kpina.Ale w latach gdy grał Miller na tej samej pozycji grał MJ.I wszystko jasne.Jak Jordan miał przerwe ro Reggie był nawet w 1 piątce.

Mateusz
Gość
Mateusz

Gdzie Sacramento ?? LA wygrało bo sędziowie byli przekupieni 😉

Red
Gość
Red

Nikt z nich nie zasłużył na mistrzostwo. Tytuł trzeba wywalczyć, taki jest sport w swojej prostocie. widocznie byli na to zbyt słabi.

Marcin
Gość
Marcin

Fajne wspomnienia. Takie właśnie były w tamtych czasach ASG i chyba wszyscy, którzy pamiętają wspominają je jako lepsze… Tegoroczny ASG dało się obejrzeć natomiast wystąpili w nim gracze z mniejszym stażem w NBA niż występowali zawodnicy w latach 90-tych.
A co do gwiazd bez tytułu to jednak Utah Jazz trafili na bardzo mocnych Chicago i oni najbardziej zasługiwali na Mistrzowski Pierścień. W tamtych sezonach ekipa Bulls grała życiówkę, Jordan robił przewagę w końcówkach i Jazz nie udało im się ich przełamać.
Pozdrawiam wszystkich fanów NBA w Polsce

Cikos
Gość
Cikos

Celem zawodnika powinno byc zrobienie wszystkiego co w jego mocy,zeby zwyciezyc ze swoja druzyna mistrzostwo.Szacunek dla wszystkich,ktorzy do konca pozostali w swoich druzynach.Przeciez dotarcie do CF,albo finalu NBA tez jest osiagnieciem.Dlatego zawsze bede kibicowal druzynom,ktore moze nie walcza o najwyzsze cele,ale nie tworza sztucznych tworow i sa wierne swojemu,wypracowanemu systemowi. Dzieki Bogu,te sztuczne druzyny,ktore na papierze wygladaja fantastycznie,czesciej zawodza,niz zwyciezaja.Dla mnie przykladem zawodnika,ktorego bardzo szanowalem,a ktory niestety nie docenil tego co osiagnal ze swoja ekipa,jest Malone.Przechodzac do Lakersow jaki sygnal dal kibicom i calej organizacji z Utah……jest to niestety bardzo przykre.Niektore obecne gwiazdy NBA,ale takze GM maja to w glebokim… Czytaj więcej »

Drydziek
Gość

Czy Malone zagrał w choć jednym meczu finałowym w 2004? Wydaje mi się że był kontuzjowany od finałów konferencji.

badger
Użytkownik
badger

Dzięki za miłe wspomnienia!
Dorzuciłbym do tych gości Allana Iversona. Też był walczak nieprzeciętny, ale cóż, nie udało się, podobnie Vince Carter.
Swoją drogą cieszę się, że takim ludkom jak Gary Payton, czy Alonzo Mourning udało się poczyć bycie mistrzami, choć już bez decydującego z ich strony wkładu…

Jacek
Gość
Jacek

Tylu wielkich graczy miało pecha, że musiało grać w czasach Jordana…

cormac
Gość
cormac

C.Paul – bodaj najlepszy rozgrywający ostatniej dekady a nie grał nawet w finałach konferencji… to dopiero ból dupy

Airjersey
Gość
Airjersey

Vince Carter – tak mnie boli jego brak pierścienia, że szok…
Przychodzi mi na myśl jeszcze Melo. Nie zdobędzie nigdy mistrzostwa, dlaczego? Przez wybujałe ego… no i LeBrona ;]
Koleś uważa się za nie wiadomo kogo a jest średni po prostu. Jedynym sposobem dla niego jest podpisanie kontraktu za minimum z pewniakiem na mistrza i siedzenie grzecznie cicho.

Grzegorz Es
Gość
Grzegorz Es

Hardaway to raczej pretensje powinien mieć do Hakeema, raz Jordana ograli w PO i skisli w finale.

cormac
Gość
cormac

widać że autor nie oglądał tych wydarzeń tylko poszperał w necie i tyle… C.Ceballos i finały z Bulls? ciekawe…oglądałem te mecze jako szczeniak po 100 razy i jakoś Ceballosa nie kojarzę (kontuzja), wystarczyło wspomnieć znanego z polskich parkietów R.Dumasa

Szyp
Gość
Szyp

A mogli jak Durant przejść do zwycięskiego składu.