Koszykarze TBV Startu Lublin nie mają w tym sezonie szczęścia do gry we własnej hali. Po inauguracyjnej porażce po raz drugi okazali się słabsi na własnym parkiecie. Przegrali 72:84 z MKS Dąbrowa Górnicza.


Klub z Zagłębia Dąbrowskiego przyjeżdżał do Lublina z myślą o przełamaniu. Pierwsze akcje nie zwiastowały jednak tego, że ekipa Jacka Winnickiego podbije halę Globus. MKS potrzebował jednak chwili, żeby zbudować sobie skromną przewagę 11:7. Niezwykle ważną rolę w prowadzeniu gry miał pełnić Trey Davis. Sami gospodarze wyciągali do rywali pomocną dłoń – nie grzeszyli skutecznością, a do tego Devonte Upson i Earvin Morris szybko łapali faule i usiedli na ławce. Do końca kwarty lublinianom udało się ustabilizować swoje poczynania, przez co oglądaliśmy bokserską wymianę ciosów. Nokautu nie było, ale bardziej obolałą szczękę mieli czerwono-czarni, którzy przegrywali 15:19.

Podopieczni Davida Dedka nie chcieli powtórzyć błędu z meczu inauguracyjnego z Legią Warszawa i sprawić swoim kibicom przykrą niespodziankę. Szczególnie do serca wziął to sobie Mateusz Dziemba, który do tego momentu był najskuteczniejszym zawodnikiem z Lublina z 8 punktami na koncie. Po jego „trójce” gospodarze objęli prowadzenie 20:19. Kolejnej słabej akcji swojego zespołu nie zniósł Jacek Winnicki, który poprosił o przerwę na żądanie. Każdy, kto sądził, że konsultacje z trenerem diametralnie odmienią oblicze tego spotkania, srogo się zawiódł. Oba zespoły strasznie męczyły się w ofensywie i nie robiły najlepszej promocji koszykówce. Lepiej w takich warunkach radzili sobie goście, którzy po 20 minutach gry wygrywali 36:30.

Dąbrowianie potrzebowali nieco ponad trzech minut, żeby objąć dwucyfrowe prowadzenie – 44:34. Duża w tym zasługa koszykarzy Startu, którzy byli wyjątkowo uśpieni. Ich akcje ofensywne pozostawiały wiele do życzenia, podobnie było zresztą z obroną, która popełniała sporo prostych błędów. Podopieczni Jacka Winnickiego utrzymywali kilkupunktową przewagę, ale mimo wszystko musieli się mieć na baczności. Coraz śmielej pod koszem poczynał sobie Devonte Upson, dzięki czemu wyrastał na jednego z głównych aktorów w czerwono-czarnym składzie. Powoli zaczynał się budzić także lider lubelskiej ekipy James Washington. Bez obrony lublinianie mogli jednak zapomnieć o nawiązaniu równej walki. Przyjezdni nękali rywali rzutami trzypunktowymi. Przed decydującą odsłoną mieli w zapasie 6 punktów – 58:52.

Gospodarze nie rzucali ręcznikiem, tylko za wszelką cenę próbowali jeszcze wrócić do gry. Ich ambitne zamiary były jednak torpedowane przez słabą grę w obronie. Dąbrowianie wykorzystywali to, że mieli dosyć dużo miejsca pod obręczą Startu. Po niecelnych rzutach mogli ponawiać akcje i koniec końców zdobywać punkty. Przy stanie 59:66 słoweński szkoleniowiec sięgnął po „czas”, bo mecz coraz bardziej wymykał się jego zawodnikom z rąk. Lublinianom nie udało się wrócić do gry – Trey Davis trafiał z każdej klepki i zapewnił swojemu zespołowi pewne zwycięstwo 84:72.

fot. Andrzej Romański/EBL

===

TBV Start Lublin – MKS Dąbrowa Górnicza 72:84 (15:19, 15:17, 22:22, 20:26)

Start: Dziemba 13, Upson 15 (12 zb.), Borowski 9, Washington 12, Morris 5 – Szymański 2, Gospodarek 8, Mirković 8, Czerlonko, Pelczar

Trener: David Dedek

MKS: Melvin 17, Richardson 14, Davis 25, Łukasiak 2, Wojciechowski 5 – Kobel 2, Zębski 3, Wołoszyn 7, Gabiński 9, Chorab

Trener: Jacek Winnicki

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o