Po miesiącu przerwy od ligowego grania można się było spodziewać, że niektórzy zawodnicy wypadną z rytmu meczowego. To przydarzyło się koszykarzom TBV Startu Lublin, którzy przegrali u siebie z BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski 57:70.


Obie drużyny miały miesiąc „wolnego” od ligowych zmagań. Obie jednak nie próżnowały w tym czasie. Start zadebiutował w turnieju finałowym Pucharu Polski w Warszawie. Przygoda czerwono-czarnych z Final Eight szybko dobiegła końca, bo lublinianie przegrali w ćwierćfinale z późniejszym triumfatorem Polskim Cukrem Toruń. Z kolei Stal działała na rynku transferowym. Udało im się przechwycić skrzydłowego Nikolę Markovicia, który rozstał się ze Stelmetem Enea BC Zielona Góra.

Ten mecz można by spokojnie reklamować jako pojedynek dwóch klasowych rozgrywających – Jamesa Washingtona ze Startu i Aarona Johnsona ze Stali. Najpierw na listę strzelców wpisał się ten drugi. „Prezydent” i jego koledzy potrzebowali za to nieco więcej czasu na rozgrzewkę. Przy przewadze lublinian 11:6 trener gości Emil Rajković zdecydował się po raz pierwszy przerwać grę i uspokoić swoich podopiecznych. Kilka nieudanych akcji w ataku po stronie Startu plus coraz szybciej rozpędzająca się machina ofensywna Stali pod wodzą Aarona Johnsona i Marca Cartera dały przyjezdnym prowadzenie 16:13. Tym razem to David Dedek skorzystał z przerwy na żądanie. Do końca kwarty na parkiecie byli niemal sami rezerwowi. Lubelski szkoleniowiec wprowadził do gry także i Mateusza Dziembę, który w listopadzie ubiegłego roku złamał rękę w wyjazdowym spotkaniu z Polskim Cukrem Toruń. Po 10 minutach ostrowianie nieznacznie wygrywali 16:15.

Drugą partię z większym animuszem rozpoczęli gospodarze, ale nie przełożyło się do bezpośrednio na ich zdobycze. Różnica w grze ciągle była niewielka. Ostrowianie śmielej poczynali sobie zza łuku – trafili dwa takie rzuty z rzędu i postraszyli rywali. Ta odsłona spotkania stała pod znakiem wyrównanej walki. Żadnej z ekip nie udawało się przechylić szali na jedną albo drugą stronę. W pewnym stopniu to zasługa solidnej defensywy obu drużyn. W ostatniej minucie inicjatywa była po stronie miejscowych. Marcin Dutkiewicz trafił „trójkę” i dał czerwono-czarnym prowadzenie 34:31 do przerwy.

[ot-video][/ot-video]

Nie da się ukryć, że utalentowany wysoki zawodnik jest w polskiej lidze na wagę złota. W ekipie Stali łokciami rozpychał się Adam Łapeta, a w składzie Startu często taką rolę spełniał Darryl Reynolds. Amerykański rezerwowy nie dopisywał się może regularnie do protokołu, ale po raz kolejny był siłą, z którą należało się liczyć w walce o zbiórki. To właśnie zawodnicy, którzy najwięcej czasu spędzają w „pomalowanym” dyktowali warunki gry na początku tej odsłony. Z upływem każdej minuty coraz lepiej radzili sobie ostrowianie, z kolei ich przeciwnikom zdarzały się dosyć proste błędy techniczne. Taka sytuacja znalazła swoje odzwierciedlenie w wyniku, bo lublinianie stracili prowadzenie. Można nawet powiedzieć, że dali się łatwo zdominować. Od odrobienia w ostatniej odsłonie mieli 7 punktów – 42:49.

W ostatniej partii nie zabrakło emocji. Start rozpoczął mocno i konsekwentnie odrabiał straty. Stosunkowo szybko udało im się doprowadzić do wyniku 52:54. Nie potrafili jednak wykorzystać okazji do objęcia prowadzenia. Z kolei ostrowianie przerwali w końcu niemoc i zaliczyli serię 8:0, która na dobre ustawiła wynik tej rywalizacji. Czerwono-czarni próbowali jeszcze wyszarpać tą wygraną, ale ich wysiłki nie przyniosły oczekiwanego efektu. W konsekwencji Stal wygrała pewnie 70:57.

[ot-video][/ot-video]

======

TBV Start Lublin – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski 57:70 (15:16, 19:15, 8:18, 15:21)

Start: Dutkiewicz 8, Washington 18, Mirković 10, Lewis 16, Szymański – Reynolds 2 (14 zb.), Gospodarek 3, Ciechociński, Kowalski, Zalewski, Czerlonko, Dziemba

Trener: David Dedek

Stal: Johnson 22, Marković 11, Chyliński 8, Łapeta 11, Majewski – Łukasiak 2, Carter 12, Kostrzewski 4, Surmacz, Kierlewicz, Ochońko

Trener: Emil Rajković

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o