Alternatywny Dream Team – Gdyby nie było Jordana i spółki…

Alternatywny Dream Team – Gdyby nie było Jordana i spółki…
Wrzesień 22 20:20 2017 Print This Article

Przy okazji pisania ostatniego tekstu o tym jak konstruowano legendarny Dream Team niespodziewanie naszła mnie myśl z pogranicza fantasy i choroby psychicznej. Zacząłem się zastanawiać jak wyglądałby skład tego wspaniałego zespołu, gdyby jego prawowici członkowie nigdy nie istnieli lub gdyby pod koniec 1991 roku ekipa Monstars niespodziewanie zjawiła się na naszej pięknej planecie i skradła im talenty, aby rozegrać mecz o przetrwanie własnego, pozaziemskiego gatunku. Czy nadal uważalibyśmy ten zespół za najlepszy w historii koszykówki? Czy NBA zyskałaby tak ogromną popularność na całym świecie? Kto byłby pierwszoplanową postacią i liderem reprezentacji USA? I co najważniejsze, czy ta ekipa sięgnęłaby po medal z najcenniejszego kruszcu?

Życie nie zna próżni, a tym bardziej liga NBA na wskroś przesiąknięta komercją, tak bardzo nastawiona na globalizację oraz mamonę, gdzie koniunkturę od zawsze napędzają gwiazdy i gracze nietuzinkowi. W świecie zawodowego basketu nie ma miejsca na nagły przestój i brak regularnej pożywki dla licznej rzeszy kibiców. Maszyna musi działać nieustannie, solidnie naoliwione tryby nie mają prawa się zatrzymać. W tej alternatywnej rzeczywistości nie spotkamy do bólu ambitnego Michaela Jordana, niezwykle kreatywnego Magica Johnsona, atletycznego Karla Malone’a czy charyzmatycznego Larry’ego Birda. Jestem jednak pewien, że status idoli zyskaliby gracze często niedoceniani, którzy mieli “szczęście” występować w erze totalnie zdominowanej przez “Jego Powietrzność”. Uważam, że wyselekcjonowana przeze mnie reprezentacja Stanów Zjednoczonych posiadałaby wystarczająco dużo talentu, umiejętności i determinacji, aby całkowicie zdominować Igrzyska Olimpijskie odbywające się w 1992 roku w Barcelonie oraz osiągnąć poziom popularności ówczesnych ikon ligowych parkietów.

ROZGRYWAJĄCY

  • Isiah Thomas, Mark Price, Joe Dumars, Reggie Miller

Kreowanie akcji powierzyłbym w ręce Isiaha Thomasa, wielkiego nieobecnego oryginalnego Dream Team’u. Rozgrywający Detroit Pistons nie raz udowodnił, że był liderem przez duże “L”, potrafiącym w trudnym momencie wziąć na swoje barki odpowiedzialność za losy spotkania. Ponadto jestem pewien, że zapewniłby temu zespołowi odpowiednią ilość oczek oraz asyst znakomicie regulując tempo gry. Jego zmiennikiem byłby Mark Price, świetny strzelec, niezły podający oraz gracz, który z pokorą zaakceptowałby swoją rolę w zespole. Za zdobywanie punktów z dystansu odpowiadaliby Joe Dumars oraz Reggie Miller. Tych zawodników zdecydowanie nie można było zostawić niepilnowanych na obwodzie. Ich styl gry dezorganizowałby obronę przeciwników stwarzając wiele okazji dla skrzydłowych i środkowych do umieszczenia piłki w koszu. Dla Dumarsa rezerwuję również niezwykle istotną rolę “plastra” odpowiedzialnego za krycie najgroźniejszych graczy obwodowych występujących w innych drużynach.

SKRZYDŁOWI

  • Dominique Wilkins, James Worthy, Dennis Rodman, Charles Oakley, Derrick Coleman

Graczy, którzy mieliby zająć miejsca na skrzydłach podzieliłem na dwie grupy. W pierwszej znaleźli się widowiskowy Dominique Wilkins i doświadczony James Worthy, czyli zawodnicy uniwersalni, mogący występować zamiennie na kilku pozycjach i siejący postrach zwłaszcza po atakowanej stronie boiska. Druga składa się z twardego jak skała Charlesa Oakley’a, nieprzewidywalnego Dennisa Rodmana i młodego Derricka Colemana, podkoszowych zwierzaków regularnie dostarczających sowitą porcję zbiórek, stawiających twarde zasłony ruchliwym snajperom oraz sprawiających, głównie dzięki sile swoich łokci, że przerażony przeciwnik dwa razy zastanowiłby się, czy wycieczka w pomalowane to na pewno dobry pomysł. Od wybranych skrzydłowych nie oczekiwałbym seryjnego dziurawienia kosza drużyn stojących na drodze reprezentacji USA, lecz jestem pewien, że lider Hawks nie odmówiłby sobie wykonania kilku efektownych dunków, aby zaznaczyć swoją obecność na arenie międzynarodowej.

ŚRODKOWI

  • Hakeem Olajuwon, Shaquille O’Neal, Brad Daugherty

Koszykówka NBA lat 80-tych i 90-tych to złota era dla zawodników wysokich. Środkowi byli często wybierani z czołowymi numerami w drafcie, ich nazwiska znajdowały się na ustach sympatyków basketu, a media nadawały im status gwiazd show biznesu. Szczególnie szanowano niezwykle silnych, świetnie wyszkolonych technicznie wielkoludów, robiących różnicę w strefie podkoszowej. Powszechnym trendem było budowanie zespołu wokół dominującego centra, który skupiał na sobie uwagę obrońców kreując tym samym otwarte okazje strzeleckie swoim partnerom z drużyny. Zakładam, że po uprzednim otrzymaniu obywatelstwa USA miejsce w pierwszej piątce mojej alternatywnej reprezentacji Stanów Zjednoczonych zająłby Hakeem Olajuwon, wirtuoz gry w polu trzech sekund. Nieocenione wsparcie z ławki daliby Shaquille O’Neal, który w opinii wielu ekspertów został niesłusznie pominięty podczas selekcji do oryginalnego Dream Team’u oraz zazwyczaj niedoceniany doskonały środkowy Cleveland Cavaliers Brad Daugherty.

TRENER

  • Pat Riley

“Brylantynowy Pat” to trener, który z pewnością dostałby szansę przewodzenia tej utalentowanej grupie zawodników. Ogromny autorytet, niesłychana ambicja, gigantyczna wiedza o koszykówce i radzeniu sobie w sytuacjach kryzysowych. W latach 80-tych czterokrotnie poprowadził Los Angeles Lakers do mistrzostwa NBA i wciąż był głodny kolejnych wyzwań. Riley właśnie rozpoczynał trudną misję odbudowy New York Knicks i za punkt honoru obrał sobie przywrócenie świetności ekipie z Big Apple. Pat zawsze wymagał od swoich podopiecznych bezwzględnej dyscypliny i zarządzał zespołem twardą ręką. Nie postrzegano go jednak jako coacha bazującego na skostniałych schematach i zacofanych rozwiązaniach taktycznych. Będąc szkoleniowcem Jeziorowców pozwalał swoim fantastycznym podopiecznym na zagrania niekonwencjonalne, które miały zadowolić kapryśną widownię złożoną z gwiazd Hollywood lansujących się w hali Great Western Forum.

Wojciech Zwaduch
Wojciech Zwaduch

Zobacz więcej tekstów

Dodaj komentarz

11 komentarzy do "Alternatywny Dream Team – Gdyby nie było Jordana i spółki…"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Lisu
Gość

Olajuwon raczej odpada bo nie miał wtedy obywatelstwa. Skład bardzo ciekawy .

o ja cie...
Gość

W oryginalnym Dream Teamie brakowało mi właśnie Isiaha Thomasa i Dominiquea Wilkinsa. I oczywiście zamiast Lettnera powinien być Shaq. A z tym alternatywnym składem z grubsza się zgadzam. Z tym, że jako obrońcę zamiast Millera dałbym Tima Hardawaya albo Kevina Johnsona a na skrzydło zamiast Colemana (wtedy był jeszcze za młody i nieopierzony) dałbym przekozackiego wtedy Kevina Willisa.

piotr
Gość

Nie było Isiaha Thomasa, bo Jordan go nie lubił. za to, że z nim , czyli Detroit, Chicago wcześniej przegrywało.

Pvtmvn
Gość

Oakley, WIllis, Rodman – POTWORNA siła fizyczna fizyczna pod koszem. Dokoptować jeszcze do tego Bucka WIlliamsa i serio, do pomalowanego NIKT nie wchodzi! 😀

Forto
Gość

Brak Thomasa to był warunek Jordana. Niestety. Bo Lord 3 Thomas zasługiwał na Dream Team.
A Shaq jakby pojechał to turniej by się nie skończył. Rozwalił by wszystkie obręcze. Nie chcieli ryzykiwać.

tomasz81
Gość

Ja bym to zrobił tak: PG – Isiah Thomas w rezerwie Kevin Johnson i malutki Muggsy albo Spud  , SG Reggie killer Miller na rezerwie Mitch Richmond, SFDominic Wilkins na rezerwie Glen Rice, PF Shawn Kemp i Rodman, C O’neal i Mourning obaj z NCAA 🙂

Jose
Gość

Thomas zasluzyl. Ale za kogo na PG? Magica albo Stoctona? Obaj byli lepsi ( pomijając veto MJ-a). Jedynie Shaq za KL.

wpDiscuz