Adam Wójcik – Niespełniony sen o NBA

Adam Wójcik – Niespełniony sen o NBA
Lipiec 24 21:00 2017 Print This Article

Timing, to w przypadku tej historii słowo klucz. Jak ważne dla koszykarza jest to, aby urodzić się w odpowiednim czasie i trafić na epokę, która pozwoli właściwie wykorzystać jego talent i umiejętności z pewnością wie Adam Wójcik. Zawodnik nietuzinkowy, który swoją niesamowitą grą po obu stronach parkietu wyprzedzał trendy panujące w latach 90-tych.   

23 lata, 208 cm wzrostu, 110 kg wagi, szczupła budowa ciała, świetna motoryka, znakomita gra w pomalowanym połączona z bardzo dobrym rzutem z dystansu. Efektowne wsady, deprymujące przeciwników bloki, bogactwo manewrów podkoszowych, ponadprzeciętna inteligencja boiskowa i wprost nieograniczony potencjał – słowem idealny silny skrzydłowy, przyszły franchise player, wokół którego można budować zespół i snuć dalekosiężne plany. Zatrudnienie tego zawodnika byłoby dla każdego zespołu z NBA niczym wygrana na loterii. Brzmi wspaniale, wprost niewiarygodnie… w 2017. Cofnijmy się jednak do roku 1993, do jakże innej rzeczywistości i standardów tak bardzo odbiegających od obowiązujących aktualnie w NBA.

Młody, nieznający języka angielskiego chłopak z Polski ląduje w Los Angeles. Jest czerwiec, z nieba leje się żar, a trud podróży daje o sobie znać. To Adam Wójcik, gwiazda polskiego basketu i jeden z największych talentów na starym kontynencie. W USA jest jednak nieznany, ot kolejny dryblas z potencjałem, który zjawił się w LA, aby spełnić swoje marzenie o angażu w najlepszej koszykarskiej lidze na świecie. Gracz pochodzący z Oławy jako pierwszy Polak w historii znalazł się w gronie 20 zawodników, którzy otrzymali zaproszenie na testy organizowane przez Los Angeles Clippers. – Dla mnie, chłopaka z Polski, było to wyzwanie, na które mentalnie nie byłem gotowy. Nie miałem profesjonalnego wsparcia, a wraz z ofertą wjazdu dostałem ultimatum, że muszę związać się z klubem wieloletnim kontraktem i tylko wówczas mnie puszczą. Okoliczności, w jakich pozwolono mi na wyjazd, nie budowały mojej pewności siebie – opowiada legenda Śląska Wrocław. Wójcik był jedynym obcokrajowcem sprawdzanym przez ekipę z Kalifornii, resztę stanowili Amerykanie.

Po przylocie nocami nie mogłem spać, ale nie ze względu na stres, lecz różnicę czasu. Budziłem się o szóstej i w hotelu czekałem cztery godziny na poranny trening. Na wieczornym byłem już śpiący i mało ruchliwy, a przestoje nie były wtedy dobrze widziane – wspomina wielokrotny reprezentant Polski. Testy trwał pięć dni i odbywały się pod bacznym okiem wiceprezydenta Clippers ds. operacji koszykarskich Elgina Baylora. Legendarny zawodnik przyglądał się rywalizacji na boisku i odpowiadał za wybór zawodnika najbardziej pasującego do koncepcji trenera ekipy z Kalifornii. – W momencie, gdy przyzwyczaiłem się do zmiany czasu, na dobre obudziłem i tak naprawdę zorientowałem gdzie jestem, mój american dream właśnie dobiegł końca i trzeba było wracać – mówi z nutką żalu w głosie Wójcik.

Ludzie z NBA powiedzieli, że zadzwonią. Może nawet dzwonili, ale ja wtedy nie miałem jeszcze telefonu. Zdziwiłem się tylko, że wybrali koszykarza, który niczym się nie wyróżniał, był ciężki i mało zwrotny. Za to posturę miał niczym Schwarzenegger, zresztą jak wszyscy moi rywale do gry w najlepszej lidze świata. Takie były wtedy standardy NBA – słusznie zauważa wszechstronny silny skrzydłowy. Wójcik przywiózł z testów w Los Angeles bogate doświadczenie oraz… skarpetki z logo NBA. – Po prostu były wygodne. Wszystkim mówiłem, że zawsze jest szansa zagrać za oceanem, bo koszykarz, który o tym nie marzy i nie próbuje się tam dostać nigdy nie będzie dobrym graczem. Trafną opinię wygłosił jego były partner klubowy, znakomity snajper Dominik Tomczyk – NBA nie była wówczas tak otwarta na Europę jak teraz. Podejrzewam, że obecnie zawodnik z takim talentem i warunkami jak Adam dostałby się do niej bez najmniejszego problemu.

Cyt.: Gazeta.pl (wroclaw.sport.pl – 08.03.2012) / Adam Wójcik – Blog (07.11.2012)

Wojciech Zwaduch
Wojciech Zwaduch

Zobacz więcej tekstów

Dodaj komentarz

14 komentarzy do "Adam Wójcik – Niespełniony sen o NBA"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
piotr
Gość

ehh te lata ’90, a ciekawe czy ktoś nagrał młynek Adama. Najlepszy polskie koszykarz. Dzisiaj byłby pierwszopiątkowym graczem NBA. Ale czasy się zmieniają. Dziękuję za wspaniałą grę w polskich klubach!

Lisu
Gość

Mało. Jak na takiego zawodnika można by napisać dużo więcej . LeBron by go chciał !!!

Gregor
Gość

Może nie pierwsza piątka, ale grałby na pewno i to sporo. Super się wtedy oglądało Tomczyka, Zielińskiego, Plutę i innych.

Tomaaas
Gość

Wójcik, tomczyk, Zieliński rewelacja ale Pluta to masakra. Cegły plus wjazdy pod kosz na sile w zwolnionym tempie bo może zagwizdza. Najsłabsze ogniwo tamtej ekipy

Fat
Gość

Ooo! Pluta to jest gość! Prawdziwa strzelba.

Ben
Gość

oby o Karnowskim się tak nie mówiło, że nie trafił w odpowiednie lata… Życzę mu jak najlepiej, ale póki co, to właśnie tak wygląda :/

Cikos
Gość

Ciekawa historia.Adamowi zycze duzo,duzo,duuuuzoooo zdrowia i niech chlopaki we Francji pra do przodu.Oni jak najbardziej maja szanse zagrac w NBA.
Mysle,ze Tomczyk ze swoim wzrostem i rzutem tez moglby probowac sil w NBA.Teraz jest moda na graczy: wysoki,rzucajacy z dystansu i penetrujacy killer w obronie.W tej drugiej kategorii moze sie zalapie Ponitka.

David
Gość

To była drużyna… Dominik, Adam, Lynn Greer i Maciek! Niezapomniane czasy.
A co do Adama i NBA, to Andrej Urlep powiedział kiedyś, że gdyby Wójcik urodził się i koszykarsko wychował w Jugosławii, to przy jego potencjale, nawet w tamtych czasach byłby gwiazdą za oceanem i coś w tym może być. Nic nie ujmując naszej dawniejszej szkole, a zwłaszcza trenerowi Walonisowi, którego On i Tomczyk byli wychowankami.

ronson33
Gość

Az sie łezka w oku kreci gdy wspomni sie tamte czasy.Wielu kibicow mial wtedy Slask. Greer byl niesamowity, zreszta cala druzyna byla swietna. Tamte lata w naszej koszykowce byly znakomite.
Ze swietnych strzelcow z tamtych lat pamietam jeszcze Bagatskisa. Oj byl kawalek grajka

90\'s Rulez
Gość

W mojej ocenie w tamtych latach jeżeli dostałby się do NBA to co najwyżej gra na pozycji nr 3 (ze stylem gry podobnym do Kukoc-a). “Słowem idealny silny skrzydłowy” tak jak to na początku artykułu zostało napisane to w Europie. W NBA gdyby wtedy wyszedł naprzeciw np. ekipie Knicks z Ewing-iem, Oakley-em, Mason-em to zostałby po Panu Adami proch na parkiecie.

Grzegorz Es
Gość

Dlatego Clippers wybrali kulturystę 😉

Mordechaj Goldmann
Gość

Przeczytaj jeszcze raz artykuł, przecież chodzi o to, że styl gry Wójcika był wprost skrojony pod dzisiejsze wymogi NBA, a nie początek lat 90-tych.

90\\\' Rulez
Gość

Komentarz miał charakter podsumowania do zdziwienia dlaczego wybrali osiołka. Takie to były czasy.

90\\\' Rulez
Gość

Miało być “osiłka” oczywiście 🙂

wpDiscuz