Adam Waczyński: Najgorszy okres minął i staram się piąć w górę!

Adam Waczyński: Najgorszy okres minął i staram się piąć w górę!
Luty 23 09:11 2017 Print This Article

Adam Waczyński – chłopak z Torunia, którego nazwisko zna chyba każdy fan koszykówki. Można śmiało powiedzieć, że swoje pierwsze kroki stawiał na boisku, a basket ma we krwi. Jego kariera rozkwitała w Polsce, jednak jego talent wybiegał poza standardy PLK, więc szybko zauważył go klub z Hiszpanii, który widział w nim potencjał. W wywiadzie dla Naszego serwisu opowie, jak zaczęła się jego przygoda, co wspomina najlepiej i jak żyje mu się w Maladze.

Urodzony w stroju do koszykówki 

Może na sam początek zapytam Cię o to, czy pamiętasz jak to wszystko się rozpoczęło? Kiedy po raz pierwszy poszedłeś na trening?

Dokładnie nie pamiętam jak to się stało, ponieważ od kiedy tylko pamiętam, to już byłem w baskecie zakochany. Tak jakbym to robił już od urodzenia, dlatego pierwszy trening nie zapadł mi szczególnie w pamięci. Pamiętam tylko, że moje pierwsze mecze odbywały się w old-boyach u boku mojego taty i brata.

 No właśnie. W rodzinie Waczyńskich, koszykówkę macie we krwi, czułeś dużą presję ze strony ojca czy dziadka? Musieli namawiać cię do gry czy sam od dziecka wiedziałeś, że to jest po prostu to za czym chcesz podążać?

Absolutnie nie było żadnej presji. Robiłem to co kochałem, dziadek i tata pokazali mi ten sport od podstaw i od początku to było to, co  chciałem robić w życiu.

A miałeś takie chwile, kiedy myślałeś czy może warto by pójść w inną stronę? Spróbować czegoś innego, jakiejś innej dyscypliny? Jak udawało Ci się godzić to ze szkołą, nauką?

Inna dyscyplina w ogóle nie wchodziła w grę. A jeśli chodzi o moje podejście do nauki, to zawsze starałem się być dobrym uczniem, wiedziałem, że w życiu sportowca mogą dziać się różne rzeczy, więc trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność.

Swoją karierę rozpocząłeś w rodzinnym mieście i ze średnio notowanego WAX-u Toruń, trafiasz do Prokom Trefla Sopot. Jak to się stało, że tak młody zawodnik został zauważony przez ekstraklasową drużynę?

Historia jest długa i ciekawa. W dużym skrócie, na małym towarzyskim turnieju zostałem zauważony najpierw przez zespół Czarnych Słupsk, a później przez Prokom Trefl. Trafiłem do zespołu juniorów, ale miałem również szansę gry i trenowania z zespołem z ekstraklasy. To była niesamowita szansa.

Co więcej nie dosyć, że zauważony, to jeszcze szybko zadebiutowałeś jako najmłodszy zawodnik w meczu z AZS-em Koszalin. Co najbardziej udało Ci się zapamiętać z tego spotkania, oczywiście oprócz tego, że na boisko wyszedłeś “udając serba”?

No tak, nazwisko na koszulce to było jedno – Cirić, z którym później miałem okazję grać w Poznaniu jak równy z równym. Pamiętam dokładnie jak kryłem jednego z najlepiej punktujących Amerykanów w PLK – Chudney’a Gray’a. Pamiętam całą czwórkę zawodników, z którymi grałem na boisku. Również to, że punkty, które zdobyłem spod kosza, na co dzień na treningu były łatwe, ale w tamtym momencie były bardzo trudne i czas po prostu na chwilę się zatrzymał w miejscu.

Po Treflu przyszła  pora na Górnik Wałbrzych i PBG Basket Poznań, można śmiało powiedzieć, że w obu drużynach powoli dojrzewałeś jako zawodnik, jednak w żadnym w z nich nie grałeś zbyt długo. Dlaczego?

Dla mnie to zawsze było dużo minut jak na debiutanta w ekstraklasie. Poza tym bycie 19-20 latkiem na boisku nie jest łatwe. Jeśli chce się grać nie można popełniać błędów w obronie jak i w ataku. Nie każdy trener czuje się komfortowo z “młodym” graczem na boisku. Zawsze jednak wychodziłem z założenia, że na własnych błędach i doświadczeniach można się wiele nauczyć. Starałem się brać z boiska co najlepsze i skupiać się na tym na co mam wpływ, a na co nie mam wpływu zostawiać w spokoju.

Po powrocie do Sopotu w 2010 roku wszyscy już wiedzieli, że będziesz liderem drużyny. Jak cztery kolejne lata na pomorzu wpłynęły na Twój rozwój? Oczywiście poza drużynowymi sukcesami, sam również reprezentowałeś świetną formę.

Nie byłem zakontraktowany na początku jako lider. Moja pozycja rosła z każdym miesiącem. Konsekwentnie dążyłem do celu. Zawsze chce być istotną postacią w zespole. Staram się robić to co do mnie należy. Osiągnęliśmy z Treflem wiele sukcesów i dzięki temu miałem szansę na rozwój.

A jeśli chodzi o “pierwszą piątkę” PLK za jak duży sukces to uważasz? Poza Tobą wybrani zostali także Koszarek, Szubarga, Kulig czy też Dylewicz, obecnie jedni z najlepszych Polskich zawodników.

Bardzo się cieszę z tej nagrody, nadal jest ona dla mnie bardzo wartościowa. Czasami do niej wracam i w złych chwilach i udowadniam sobie, że jednak potrafię.

Buenos días España

Po Treflu przyszedł czas na zmiany. Skąd pomysł akurat na Hiszpanię?
Od zawsze uwielbiałem hiszpańską ligę nie tylko koszykarską, ale również piłkarską. Ceniłem jej poziom i zawsze chciałem być jej częścią. Od małego byłem wielkim fanem Barcelony. Cieszę się, że gram w Lidze ACB i mogę grać właśnie przeciwko takim zespołom jak Barca.

Na początku wiele osób twierdziło, że pomimo iż Río Natura Monbús Obradoiro, to zespół średniej klasy, to i tak porywasz się na zbyt wiele. Chwilę później udowodniłeś sceptykom, że się mylili i szybko stałeś się jednym z najlepszych strzelców ligi. Jak wyglądały twoje początki w Hiszpanii?

Prawda, wielu tak uważało, ale ja wierzę w siebie i wiedziałem, że takie opinie będą motywujące dla mnie. Do tego podpisałem kontrakt w najlepszej lidze w Europie i to była podwójna motywacja, żeby osiągnąć sukces. Początki nie były łatwe, poziom, jakość treningu, taktyka i czytanie gry. Wiele mnie te lata nauczyły.

Twoja pozycja w Obradoiro szybko urosła do rangi lidera, czy jest jakiś mecz, który najbardziej zapadł ci w pamięci?

Jest kilka, które zapamiętam. Jak się później okazało niektóre miały wpływ na moją przyszłość. Mecz z Unicają gdzie zostałem MVP kolejki to jest właśnie jeden z takich meczy.

Spędziłeś 2 sezony w Galicji i na początku bieżącego sezonu przeniosłeś się do mocnej Unicaji Malaga. Jak przebiegła Twoja adaptacja do nowej sytuacji, w której musiałeś zawalczyć o swoją pozycję?

Początki znowu były naprawdę ciężkie, zarówno na boisku jak i poza nim. Wiele spraw organizacyjnych trzeba było domknąć, a czasu było mało, bo po kwalifikacjach do EuroBasketu przyjechałem późno. Adaptacja do drużynowego systemu, rola w drużynie, znacznie lepsi zawodnicy, intensywność treningu, wszystko miało znaczenie. Na szczęście a tyle ile mogę.

Początek sezonu nie za bardzo ci sprzyjał. Przeprowadzka, zmiana drużyny i nowa filozofia gry, jednak nie zniechęciło cię to. Z meczu na mecz radzisz sobie coraz lepiej, miałeś jakiś sposób, żeby uporać się z nowym otoczeniem, czy naturalnie wszystko przyszło wraz z aklimatyzacją?

Myślę, że naturalnie przyszło. Było ciężko, ale cały czas wierzyłem, że się ułoży. I wierzę dalej, że będzie jeszcze lepiej.

A jaki jest Twój cel na obecny sezon?

Grać o jak najwyższe cele i wejść na jeszcze wyższy poziom indywidualnie. Funkcjonować w ten sam sposób jak ostatnie dwa lata, ale w zdecydowanie lepszym zespole.

Warto wspomnieć, że w ubiegłe wakacje dostałeś propozycję udziału w lidze letniej NBA, dlaczego ją odrzuciłeś?

Liga letnia nie jest moim celem. Ogrywają się tam w większości zawodnicy, którzy już mają kontrakty w NBA. Nie byłoby to nic gwarantowanego, a miałem umowę z Unicają na stole. Jest to jednak jakieś ryzyko nie mogę sobie na to pozwolić. Gram w pewne karty.

A tak całkiem prywatnie uważasz, że poradziłbyś sobie w najlepszej lidze na świecie?
Myślę, że przy odpowiednim ustawieniu w zespole i odpowiedniej roli mógłbym sobie poradzić. Byłbym gotowy na to wyzwanie.

A wracając jeszcze na chwilę do obecnej sytuacji. Czy kolejne lata swojej kariery także wiążesz z Hiszpanią?

Buduję swoją markę tutaj w Hiszpanii i chciałbym tutaj zostać jak najdłużej, czas pokaże, ale wszystko idzie w dobrym kierunku, żebym mógł tutaj zostać jeszcze na kilka lat.

Eurobasket już za chwilę 

Twoja wieloletnia kariera w reprezentacji również opiewa w wiele sukcesów, jednak obecnie największym z nich jest awans do Eurobasketu, jak oceniasz występ kadry w eliminacjach?

Zrobiliśmy to co do nas należało, awansowaliśmy z pierwszego miejsca i to jest najważniejsze. Kolejny Eurobasket przed nami i zapowiada się bardzo pozytywnie. Wróci do kadry kilka osób i na pewno będziemy walczyć z najlepszymi.

A co sądzisz o drużynach z którymi przyjdzie wam się mierzyć już we wrześniu? Której obawiacie się najbardziej?

Oczywiście Francja jak co roku będzie niebezpieczna, Finlandia z pomocą swoich kibiców, Słowenia jak zawsze silna, Grecja nieprzewidywalna. Szczerze powiedziawszy będą to ciekawe mecze i już nie mogę sie doczekać.

Na koniec takie dodatkowe pytanie. Jak wygląda typowy dzień Adama Waczyńskiego?

Nie można zdefiniować typowego dnia, bo jest to uzależnione od wielu czynników: jaki to dzień tygodnia, czy mecz będzie w domu czy na wyjeździe, czy mamy jakies akcje promocyjne itd. Nie mamy stałych godzin pracy, codziennie jest inaczej dlatego staramy się pożytecznie organizować sobie czas wolny.

Dziękuje Ci bardzo za rozmowę i życzę Ci wielu sukcesów!

Ja również dziękuje.

Tu podaj tekst alternatywny

Natalia Domańska
Natalia Domańska

Zobacz więcej tekstów

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz