Już dziś czekają nas emocje związane z derbami pomiędzy Notecią Inowrocław a Astorią Bydgoszcz. Nękani kontuzjami inowrocławianie nie zamierzają się poddawać, trener Łukasz Żytko jest pewien, że dzisiejszy mecz w niczym nie będzie przypominał tego z pierwszej rundy, przegranego przez jego zespół różnicą 20 punktów.


Jest Pan gotowy do meczu z Astorią? Zobaczymy Pana w podwójnej roli?

– Nie, dziś jeszcze nie i podejrzewam, że w tym tygodniu to się nie stanie, aczkolwiek sytuacja jest dynamiczna więc zobaczymy co się stanie.

 

Czyli dochodzi Pan do optymalnej formy, aby móc pomagać na parkiecie?

– Tak, dokładnie. Jeśli mam już wyjść na boisko to po to, by chłopakom pomóc. Jeśli będzie taka potrzeba, żeby Olkowi dać odpocząć parę minut to na pewno z tego skorzystam, ale myślę, że na tę chwilę nie ma takiej potrzeby. Mamy swoje problemy zdrowotne, ale całe szczęście Kamil Maciejewski wrócił do treningów i  może on dostanie szansę, by zagrać z Astorią.

 

Sytuacja zespołu stała się jeszcze trudniejsza, kontuzja Bartosza Pochockiego spowodowała, że mecz w Prudniku kończyliście w siódemkę. Do czasu jego urazu nie odstawaliście tak bardzo od rywala. Pańscy podopieczni myślami byli przy kontuzjowanym koledze, czy nie dali rady fizycznie znieść trudów spotkania?

– Było wiele czynników, które miały wpływ na ten mecz. Przede wszystkim kontuzja Bartka, która skomplikowała nam nasze założenia. Bartek dobrze zaczął ten mecz, graliśmy jak równy z równym z Prudnikiem. Inna sprawa to fakt, że Pogoń była bardzo dobrze dysponowana rzutowo, a my musieliśmy z braku szerszej ławki zacząć bronić strefą. W głowach też mieliśmy już kolejne spotkania z Astorią i mecz w Kłodzku, czyli z rywalami których jesteśmy blisko. Priorytetem są dla mnie te dwa mecze i po urazie Bartka modliłem się aby ten mecz już się skończył. Rozmiar naszej porażki był trochę zbyt wielki, bo nie zasługiwaliśmy na taki wynik, nie jesteśmy aż o tyle słabsi od Pogoni, żeby z nią  tyle przegrać. Chcieliśmy po prostu dograć to spotkanie bez żadnych przygód ze zdrowiem zawodników.

 

Tym razem bohaterem Noteci nie był Dawid Adamczewski, trochę Pana zawiodła jego dyspozycja?

– Nie, nie zawiodła. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że jechaliśmy do Prudnika w dniu meczu, a to niemal 400 km. To nie był mecz w którym chciałem wszystko rzucić na jedną szalę, a do tego przeciwnik zagrał super zawody. Do chłopaków nie miałem pretensji o to spotkanie. Rozmawialiśmy pod kątem błędów, które są ciągle powtarzane przez zawodników. Tak jak wspomniałem, kontuzja Bartka zburzyła nasz plan na ten mecz i pozostało go dograć i przygotować się na Astorię.

 

Kamil Maciejewski pojawił się w protokole meczowym, ale nie widzieliśmy go ani na chwilę na prudnickim parkiecie.

– Tak, nie pojawił się, ale nalegał, żeby go wpuścić. To nie był mecz w którym należało ryzykować zdrowie, możliwe odnowienie się kontuzji. Kamil nie jest jeszcze w stu procentach gotowy, ale już od pewnego czasu z nami trenuje i myślę, że w następnych meczach dostanie szansę gry.

 

Zabiegaliście o wzmocnienia, ale ostatecznie nikt do Was nie dołączył. Nikogo nie zdołaliście przekonać do gry w Noteci, czy na przeszkodzie stanęły klubowe finanse?

– Rozmawialiśmy z kilkoma zawodnikami, nie udało się porozumieć, nie przyjęli naszych ofert. Mamy swój budżet, nie jest na tyle elastyczny, żeby zrobić jakieś wielkie wzmocnienia. Potrzebowaliśmy zawodników, którzy chcieliby skorzystać z okazji i pograć w I lidze, ale Ci z którymi rozmawialiśmy zastanawiali się, ale nie zdecydowali się na taki krok. Nie udało się, trudno. Okienko transferowe jest już zamknięte, nie ma sensu płakać, użalać się nad problemami tylko należy dalej pracować.

 

Czyli nie chcieliście  stwarzać kominów płacowych, wzmocnić się za wszelką cenę naginając budżet?

– Dokładnie, sam niedawno byłem zawodnikiem i nie mogłem dopuścić do tego, żeby koszykarze nie mieli wypłat i zaczęły się robić problemy z pieniędzmi. Wszyscy mają wypłacane wynagrodzenie takie jakie jest zapisane w kontraktach, zarząd klubu spisuje się bardzo dobrze. Nikt zresztą nie przewidział tylu kontuzji i  konieczności zatrudnienia kogoś dodatkowego z tego powodu. Pozostaje nam się utrzymać w lidze w takim składzie jaki mamy.

 

Przed Wami mecz z Astorią, obawia się Pan wyniku tego meczu, mając na uwadze kontuzje w zespole?

– W ogóle się nie obawiam, chcemy ten mecz wygrać. Znamy dobre i słabe strony przeciwnika. Przygotowujemy się do tego meczu najlepiej jak możemy, gramy u siebie i musimy zmazać plamę z pierwszego meczu. Myślę, że tamte błędy się nie powtórzą, chłopcy są zmobilizowani, wiedzą o co gramy i liczę na ich zaangażowanie. To są derby, a w takich meczach się nie odpuszcza, wynik może być różny, ale na pewno nie obawiam się tego starcia.

 

Występował Pan w przeszłości w barwach inowrocławskich klubów, również przeciwko Astorii. Wspomina Pan jakoś wyjątkowo te rywalizacje na linii Inowrocław- Bydgoszcz?

– Jakoś specjalnie wyjątkowo nie zapadł mi w pamięci żaden mecz przeciwko Astorii. One na pewno były, ale jakoś nie jestem w stanie sobie przypomnieć czegoś wyjątkowego, bardziej mam w pamięci inne pojedynki derbowe, ale najświeższym wspomnieniem są derby w roli trenera z pierwszej rundy obecnego sezonu. Posypaliśmy się wtedy strasznie, to był chyba nasz najgorszy mecz, ale teraz na pewno będzie inaczej.

 

Ostatni pański występ w  derbach to sezon 2010/11 w barwach Sportino Inowrocław. Zagrał Pan 27 minut i zanotował 15 punktów i 9 asyst więc chyba dobrze Pan powinien wspominać mecze z Astorią?

– Tak, tych meczów trochę było, ale nie żyję historią tylko tym co przed nami.

 

Przytaczając korzystne statystyki chciałem skłonić Pana do występu w dzisiejszym meczu.

– Jednak liczę, że Olek da radę, jest w dobrej formie. To już jest druga runda, mój zespół nie jest już tym, jaki można było oglądać w pierwszej rundzie. Większość chłopaków po raz pierwszy zagrała na tym poziomie i trochę początkowo płaciliśmy przysłowiowe frycowe. Jesteśmy pewniejsi siebie, znamy przeciwników, zawodników z którymi rywalizujemy więc to już jest inne podejście. Chłopaki zorientowali się, że spokojnie mogą w tej lidze rywalizować, morale zespołu jest dużo większe niż w pierwszej rundzie. W pierwszym meczu z Astorią może ja za bardzo pompowałem balonik, chciałem ich zmotywować na  mecz derbowy, ale chyba wtedy nie byliśmy gotowi na taki mecz. Tym razem tak nie będzie, o tym jestem przekonany


 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o