Cezary Trybański oglądał wczorajsze Derby Mazowsza z perspektywy ławki rezerwowych. Legioniści długo ustępowali rywalowi, ale ostatecznie pokonali Znicz Basket Pruszków. Warszawianie liczą na powrót do swojej dobrej gry i wysoką formę podczas fazy play-off.


Emocjonujące spotkanie już za nami, wspierałeś kolegów tylko z ławki rezerwowych. Odczucia nieporównywalne do tych z parkietu?

– Kiedy się gra, przebywa na boisku, przeżywa się to inaczej, jest większa adrenalina. Starałem się wspierać chłopaków na ile mogłem, niestety przytrafiła mi się kontuzja, mam nadzieję, że szybko się z tego wyliżę.

 

Co dokładnie się stało?

– Okazało się, że podczas ostatniego meczu z Miastem Szkła Krosno złamałem jakąś kość prawej reki. We wtorek będę miał robione konkretne badania, które powiedzą ile czasu będzie trwała rehabilitacja. Mam nadzieję, że to nie jest aż tak poważne i szybko z tego wyjdę.

 

Wracając do spotkania, do końca wierzyłeś, że koledzy są w stanie wygrać ze Zniczem? W pewnym momencie sytuacja Legii wyglądała dość słabo.

– Zaczęliśmy słabo, nie wpadały nam trójki i widać było, że wkradła się nerwowość. Na treningach wygląda to inaczej – zawodnicy dostają piłkę i z czystych pozycji ona wpada do kosza, tutaj było inaczej. Później zawodnicy wahali się trochę jaką decyzję podjąć, po kolejnych pudlach to siedziało im w głowie, nastąpiła pewna blokada. W końcu zaczęli na szczęście gonić, otworzyli się i wpadło kilka trójek. W końcówce chłopaki powalczyli ostro również na desce i zdołali wygrać.

 

Walka o zbiórki jednak w końcowym rozrachunku ponownie została przez legionistów przegrana. Dawid Słupiński zebrał aż siedem piłek w ataku.

– Może i była przegrana, ale w końcówce wybiliśmy kilka piłek. Marcel Wilczek i Adam Linowski spisywali się w tym elemencie dobrze i w końcówce  zbiórki należały do nas.

 

Taki powrót, odrobienie wysokiej straty i wygranie meczu może Wam dać nową energię na resztę sezonu? Po wpadce we Wrocławiu i porażce z liderem, zapewne humory mieliście nieco gorsze.

– Mam nadzieję, że tak. Nie ukrywajmy, że we Wrocławiu to była ogromna wpadka, to nie jest tak, że zapomnieliśmy o tym. Chcieliśmy meczem z Krosnem zmazać tę plamę, niestety to się nie udało, ale przynajmniej powalczyliśmy. Teraz po dramatycznej końcówce udało się wygrać więc myślę, że to podniesie morale drużyny.

 

Dużo się mówi o weryfikacji planów na sezon zasadniczy, strata do prowadzącej dwójki jest już spora więc skupiacie się już na utrzymaniu trzeciej pozycji przed fazą play-off?

– Przede wszystkim ponownie musimy zacząć wygrywać. Przytrafił nam się ten mecz we Wrocławiu, ale mam nadzieję, że już więcej takiej niespodzianki nie sprawimy naszym kibicom. Co do fazy play-off to, czy zajmiemy trzecie, czy czwarte miejsce  jakiejś ogromnej różnicy nie zrobi. Mam nadzieję, że nasza szczytowa forma przyjdzie na play-offy i będziemy w nich walczyć tak jak w końcówce dzisiejszego meczu.

 


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o