GKS Tychy przystępował do sobotniego meczu  z Biofarmem Basket Poznań po niespodziewanej porażce z beniaminkiem z Krakowa. Poznańska ekipa natomiast będąc na fali po zwycięstwie nad GTK Gliwice, pragnęła również w Tychach zgarnąć dwa punkty.


Pierwsze minuty układał się dla tyszan bardzo dobrze. Na zmianę punktowali Hubert Mazur i Wojciech Barycz. Przewaga GKS-u stopniowo rosła aż do czwartej minuty. Przy stanie 16:9 trener gości prosi o przerwę na żądanie. Sytuacja na boisku robi się nerwowa i chaotyczna. Mnóstwo błędów i strat z obu stron, brak skuteczności spowodowały, że tyszanie do końca kwarty nie zdobyli ani jednego punktu. Biofarm nie chciał być gorszy i po jednym tylko trafieniu zakończył kwartę przy wyniku 16:11. W drugiej kwarcie tyscy koszykarze dość niepewnie wyszli na boisko. Kolejne niecelne rzuty przedłużyły przestój do ośmiu minut i dopiero Hubert Mazur przerwał tą fatalną passę. Gra tyszan wróciła do normy po tym jak przypomniał o sobie Tomasz Bzdyra. Dziewięć punktów w kwarcie i liczne zbiórki spowodowały, że tyszanie schodzili na przerwę ze spokojnym piętnastominutowym prowadzeniem.

Po powrocie z szatni, koszykarze z Poznania stawili opór ofensywie tyszan. Do tego doszedł brak skuteczności gospodarzy i trzecia kwarta kończyła się wynikiem 13:17. Goście nie zwalniali tempa pomimo tego, że na pięć minut przed końcem mieli trzynaście punktów straty. Jednak tyszanie nie punktują z łatwych pozycji co było wodą na młyn dla Piotra Wielocha, który w ciągu czterech minut zdobył aż czternaście punktów. Żaden z zawodników GKS-u nie był wstanie zatrzymać Wielocha punktującego z każdej pozycji. Biofarm odrobił straty i na tablicy widniał wynik 68:65. Od tego momentu zaczęła się walka na rzuty osobiste, z której zwycięsko wyszli tyszanie kończąc mecz 71:69.

„Liga jest wymagająca i wyrównana, nikt jakoś bardzo nie odstaje więc nie można sobie pozwolić na dłuższe przestoje w grze jakie nam się niestety zdarzają. Nie wydaje mi się żeby był problem z jakąś pozycją, gramy słabsze momenty jako zespół. Jest nas dziesięciu facetów w drużynie, mamy indywidualności i trzeba to przełożyć na grę całego zespołu bo nazwiska nie grają. Musi z tego zrobić się kolektyw i tego nam brakuje bo nie znaleźliśmy tego swojego charakteru, który mieliśmy w poprzednim sezonie zwłaszcza w drugiej części” – powiedział po meczu zawodnik gospodarzy,  Radosław Basiński.

źródło: GKS Tychy

Zapraszamy na nasz profil zajmujący się tematyką I ligi mężczyzn: PROBASKET1LKosz


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o