Serię trzech porażek przełamali koszykarze Polfarmexu Kutno. W sobotnie popołudnie podopieczni Jarosława Krysiewicza pokonali po pełnym zwrotów akcji spotkaniu Pogoń Prudnik 82:76. -Ważne, że są dwa punkty, a mam nadzieję, że chłopcy poczują, że można – mówił po meczu trener gospodarzy.


Emilia Pińkowska: Można powiedzieć – wreszcie. Dzisiejsza wygrana była bardzo potrzebna Pana podopiecznym.

Jarosław Krysiewicz: – Była potrzebna jak tlen, bo nie wyglądało to najlepiej. Cieszę się, że dzisiaj wygraliśmy – zwłaszcza z Prudnikiem, który ostatnio wygrał z Łańcutem. Także może jakaś dodatkowa energia i motywacja w chłopaków wstąpi i będziemy szli do góry.

Chyba można powiedzieć, że w tym momencie większą wartość niż punkty do ligowej tabeli wnosi to zwycięstwo do myśli w głowach zawodników.

– Tak, zdecydowanie bardziej do głów chłopaków. Tym bardziej, że straciliśmy Michała Marka, a to nasz główny gracz podkoszowy. Dzisiaj to było widać, zwłaszcza w pierwszej połowie, gdzie nie zebraliśmy żadnej piłki na atakowanej tablicy, a drużyna Prudnika dziewięć na nas. Oni mogli 9 razy powtarzać akcję, a my ani razu. Ten element też nam cały czas gdzieś kuleje. Ale to w tej chwili nie ważne. Ważne, że są dwa punkty, a mam nadzieję, że chłopcy poczują, że można i będziemy dalej trenować, walczyć i grać z całych sił.

Na wydarzenia na boisku w ostatniej kwarcie spoglądał Pan ze strapieniem. Ten sezon pokazuje, że to co się dzieje na boisku dość mocno weryfikuje boiskowy spryt i doświadczenie, a nawet wysoka przewaga nie gwarantuje sukcesu. Dość paradoksalnie – zimną krew w zaciętej końcówce z takimi zawodnikami jak Mordzak, Sroka, czy Prostak zachowali Kutnianie.

– Ten brak doświadczenia nam zabrał dwa, trzy mecze. Dzisiaj też było niebezpiecznie, bo zrobiliśmy ostatniej kwarcie tyle głupot, że można by nimi obłożyć dwa mecze. Ma Pani rację, po drugiej stronie byli sami weterani pierwszoligowych parkietów i nie tylko. I to było widać, że oni grają trochę inną koszykówkę – wolniejszą, na takim koszykarskim cwaniactwie. I my dzisiaj pod tym względem na pewno nie odstawaliśmy. Nadrobiliśmy to trochę walecznością i tak naprawdę mieliśmy też trochę szczęścia. Ale do wygranej szczęście jest potrzebne.

Z czego wynika taki przestój w drugiej połowie? Wychodzicie po przerwie i zdobywacie w trzeciej kwarcie 9 punktów, przy 21 przeciwnika.

– Ciężko jest mi powiedzieć. Jak ja wychodzę z szatni między drugą a trzecią kwartą, to wszystko wygląda dobrze. Chłopcy później mają 3-4 minuty dla siebie. Na pewno jest jakiś problem z koncentracją w tej przerwie. Po pierwszej połowie prowadziliśmy i ruszyliśmy dość mocno w obronie. Wychodzimy na boisko +5, a za chwilę mamy -5, potem robi się 10, a my nie faulujemy – jesteśmy na jednym faulu. To wszystko siedzi w mentalności i doświadczeniu. Gdzieś trzeba zaryzykować, zrobić faul, przerwać akcję i tak dalej. Dużo tego. I na pewno brakuje nam tego doświadczenia.

Dzisiejszą wygraną poprawiliście także niekorzystny bilans domowych zwycięstw. Z czego to wynika, że kutnowska hala nie jest Waszym sprzymierzeńcem w tym sezonie?

– To właśnie tak działa przy mało doświadczonych i młodych zawodnikach. Oni bardzo chcą i mam wrażenie, że czasem kibic tu na miejscu ich paraliżuje. Wydaje mi się, że więcej dobrych meczów zagraliśmy na wyjeździe, chociażby wracając do meczu w Lesznie, czy w Łańcucie. Zagraliśmy tam bardzo dobre zawody. Jakbyśmy grali na takim poziomie jak tam we wszystkich meczach, to bylibyśmy na zupełnie innym miejscu w tabeli. Mówi się, że swoja hala pomaga, ale przy mniej doświadczonych drużynach czasami ona przeszkadza. Mam nadzieję, że po dzisiejszym meczu to też się przestawi. Było mało kibiców, ale ten doping w pewnym momencie pomógł.

Dziś oddaliście sporo rzutów zza linii 6,75 m, które w dużej mierze przyczyniły się do końcowego rezultatu, bo wyraźnie dziś pod koszem przeważali goście.

– Mamy strzelców. Mamy Karola Obarka, który nie pamiętam już kiedy trafił dobrą, otwartą trójkę. Dzisiaj miał 3-4 pozycje takie, że z zamkniętymi oczami to powinien trafić. To jest właśnie problem swojej sali. On ma za dużo czasu żeby myśleć i później to nie wpada. Musimy rzucać za trzy bo taka jest koszykówka – chcemy to przyspieszać, oddawać szybko rzuty za 3. Możemy zmienić tą filozofię, bo nie mamy teraz Michała Marka, pojawia się osłabienie na atakowanej desce. Ale jeśli zaczniemy teraz coś zmieniać, a po jego powrocie wracać do poprzednich założeń to będzie trwało i trwało. Mamy jakiś jeden system i będziemy w niego brnąć cały czas. Zobaczymy jak to będzie dalej wyglądać.

Rozmawiała:
Emilia Pińkowska

fot. Marcin Nadolski

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o